GUS podał informacje o wynagrodzeniach i zatrudnieniu w lipcu w firmach, w których pracuje od dziesięciu osób. Przeciętnie zarabialiśmy ponad 178 zł więcej niż rok temu, czyli 3,61 tys. zł brutto. I była to płaca realnie wyższa o 1,1 proc. Nominalnie płace w skali roku wzrosły o 5,2 proc. Zatrudnienie wzrosło zaś w skali roku o 3,3 proc., ale nie zmieniło się w ciągu miesiąca.
To nieco zaniepokoiło analityków. Tomasz Kaczor, główny ekonomista BGK, zwraca uwagę, iż w lipcu na pewno wzrosło zatrudnienie sezonowe, więc jeśli nie widać zmian w skali miesiąca, to znaczy, że część innych osób musiała stracić pracę.
– W ciągu miesiąca w firmach liczba zatrudnionych wzrosła o 1,6 tys. osób, a spodziewaliśmy się, że będzie to ponad 10 tys. pracowników – przyznaje Marcin Luziński, ekonomista Banku Zachodniego WBK, i dodaje: – Spadek rocznego tempa wzrostu zatrudnienia trwa już od lutego. Do końca roku dynamika zatrudnienia będzie zbliżona do tej zaobserwowanej w lipcu i mam nadzieję, że nie jest to zbyt optymistyczna prognoza – tłumaczy.
Adam Czerniak, ekonomista Invest Banku, uważa, iż wolniejsze tempo wzrostu zatrudnienia wynika głównie z hamowania w zatrudnianiu w sektorze przetwórczym ze względu na wyraźne zmniejszenie dynamiki zamówień eksportowych (w szczególności w związku ze spowalniającą gospodarką Niemiec – naszego głównego partnera handlowego), a także fakt, że dotychczas dokonała się już w dużej mierze odbudowa zatrudnienia zredukowanego w czasie kryzysu.
– Dane te sygnalizują zatem wstrzymanie w większości przedsiębiorstw zatrudniania nowych pracowników. Jest to wynik niepewności dotyczącej oczekiwanego przez firmy popytu – wskazuje Adam Czerniak.
Za to wzrost płac był zgodny z oczekiwaniami analityków.
– Wzrost wynagrodzeń pokazuje, iż, po pierwsze, na początku roku część firm podążała z płacami za rosnącą inflacją, a po drugie, część pracowników, najbardziej wykwalifikowanych, wciąż może negocjować warunki płacy – dodaje Tomasz Kaczor.
Zwraca uwagę, że fundusz płac realnie rośnie w tempie ponad 4 proc. – Tak powinno być do końca roku. Ale nie wierzę, by rzeczywiście utrzymała się stabilna dynamika wzrostu konsumpcji indywidualnej w następnych kwartałach, bo nie rosną równie szybko emerytury i renty – zaznacza Kaczor.
Ekonomiści są zdania, że płace będą do końca roku realnie rosły o ok. 1 proc. Utrzyma się też realny wzrost funduszu płac.
Według analityków pracowników przed powszechnymi żądaniami płacowymi powstrzymywać będzie dwucyfrowe bezrobocie. Ale spodziewają się hamowania dynamiki zatrudnienia wynikającego ze spowolnienia gospodarczego.