Giełdom wschodzącym sprzyjało wyciszenie emocji wokół Ukrainy i Krymu. Inwestorzy uważają, że ryzyko konfliktu zbrojnego w tym regionie spadło do zera.
Zaczęli zatem kupować przecenione akcje, w tym również na giełdzie moskiewskiej, która przez kilka wcześniejszych tygodni dramatycznie traciła na wartości. W ostatnim tygodniu zyskała jednak prawie 2,9 proc., co pozwoliło jej zmniejszyć do 8 proc. spadek liczony od początku roku.
Klimat inwestycyjny w Rosji wciąż jest jednak bardzo słaby. Inwestorzy nadal masowo wycofują kapitały z Moskwy.
Andriej Klepach, rosyjski wiceminister gospodarki, szacował w poprzednim tygodniu, że w I kwartale z Rosji prawdopodobnie wycofano 70 mld dol. wobec 63 mld dol. w całym 2013 r.
Rosyjskie Ministerstwo Finansów ma również coraz większe kłopoty ze znajdowaniem chętnych na emitowane papiery dłużne. W tym roku musiało już odwołać kilka aukcji z powodu braku popytu, mimo że oferuje coraz większy kupon (również z powodu rosnącej inflacji, która w marcu wynosiła już, w stosunku rocznym, 6,9 proc.).
Drugi tydzień z rzędu najlepszym miejscem do inwestowania spośród wszystkich giełd rozwijających się był Stambuł. Turecka giełda zwyżkowała o kolejne 5 proc. (tydzień wcześniej zmiana wynosiła 7 proc., w ciągu trzech ostatnich tygodni wyniosła już prawie 19 proc.) w reakcji na wyniki wyborów, które zgodnie z oczekiwaniami wygrała rządząca partia AKP, na czele której stoi premier Recep Erdogan.
Rynki zaskoczyła jednak skala zwycięstwa, która wskazuje, że polityka prowadzona przez tureckie władze cieszy się poparciem szerokich rzesz społeczeństwa (AKP zdobyła prawie połowę głosów).
Wyniki wyborów, które stanowią zapowiedź stabilizacji politycznej nad Bosforem, zostały też docenione przez agencje ratingowe. Fitch Ratings potwierdził długoterminowy rating Turcji w walucie zagranicznej na poziomie BBB minus z perspektywą stabilną. Równocześnie jednak eksperci obniżyli prognozę wzrostu gospodarczego Turcji na 2014 r. do 2,5 proc. (z 3,2 proc.), uzasadniając to spowolnieniem akcji kredytowej i pogorszeniem nastrojów konsumentów i inwestorów.
Przyczyną tego jest m.in. rosnąca inflacja, która wkrótce według Erdema Basciego, szefa tureckiego banku centralnego, może przekroczyć 10 proc. Żeby jej przeciwdziałać, pod koniec stycznia instytucja podniosła drastycznie, do 10 proc. z 4,5 proc., główną stopę procentową. Premier Erdogan w jednym z ostatnich wystąpień zasugerował jednak (dość stanowczo), że oczekuje, że stopy zostaną obniżone, bo obecne hamują rozwój gospodarczy. Grozi to konfliktem na linii bank centralny – rząd, co nie jest pożądane przez inwestorów.
Najsłabiej, zyskując śladowe 0,09 proc., radziła sobie giełda w Bombaju, co było reakcją na rozczarowujące dane o marcowej koniunkturze w przemyśle i sektorze usług.