Ubiegły tydzień był szóstym z rzędu okresem wzrostu notowań globalnego indeksu rynków wschodzących. Skupiający 23 kraje, w tym Polskę, MSCI Emerging Markets zyskał niecały procent.

Zdecydowanie najlepiej zaprezentowały się argentyński Merval oraz drożejąca dziesiąty tydzień z rzędu brazylijska Bovespa. Popyt dyktował warunki również w Chinach. W Europie historyczne rekordy ustanawiał moskiewski MICEX, choć bilans całego tygodnia, zamknął się symbolicznym spadkiem notowań (-0,1 proc.). Od początku roku indeks zyskał 11 proc., a od styczniowego dołka 22,5 proc. Inwestorów nie zniechęca ryzyko zaostrzenia konfliktu na Ukrainie ani to, że Rosja wciąż jest objęta sankcjami.

Notowania MSCI EM systematycznie poprawiają kilkunastomiesięczne maksima. Zawężając okres analizy tylko do ostatnich kilku miesięcy, można mówić o klasycznym rynku byka – od styczniowego dołka koszyk zyskał bowiem 36 proc. Optymizm nie bierze się znikąd. Czynnikiem działającym na korzyść szerokiego spektrum emerging markets jest łagodna retoryka amerykańskiego Fedu, która osłabia dolara. A jak wiadomo – co do zasady – tańszy dolar wspiera notowania surowców, a także giełd rozwijających się. Opublikowane w zeszłym tygodniu zapiski z ostatniego posiedzenia FOMC, czyli tzw. minutki, utwierdziły inwestorów w przekonaniu, że w tym roku Amerykanie nie odważą się podnieść stóp procentowych (wyższe stopy wpływają na umocnienie lokalnej waluty – red.). W rezultacie dolar osłabił się względem koszyka walut.

W ostatnim czasie koniunktura na giełdach wschodzących jest wyśmienita. Doświadczenie uczy jednak, że nic nie rośnie do samego nieba. Po kilkudziesięcioprocentowych zwyżkach, należałoby postawić sobie pytanie czy wskakiwanie do „pędzącego pociągu" ma sens. Czy aby nie jest za późno? Zarządzający funduszami, którzy specjalizują się w rynkach zagranicznych są optymistami.

Marek Buczak z Quercus TFI oczekuje, że w najbliższych tygodniach pojawi się – w pełni uzasadniona – korekta spadkowa, która w żaden sposób nie zmieni średnio- i długoterminowych pozytywnych perspektyw emerging markets. – Bilans drugiego półrocza dla MSCI EM, podobnie jak pierwszego, powinien być więc dodatni – mówi. Optymizm podziela Grzegorz Zatryb, zarządzający i główny strateg Skarbiec TFI. – Dalszy wzrost na emerging markets jest jak najbardziej możliwy – przekonuje. Według niego akcje na emerging markets są relatywnie tanie na tle giełd dojrzałych, co powinno przyciągać kapitał. – Na podstawie wycen mnożnikowych, dyskonto sięga 25 proc., a uzasadniony poziom to około 10 proc. – przekonuje Zatryb.

Ubiegłotygodniowa, a także tegoroczna, silna postawa koszyka emerging markets kontrastuje z fatalnym zachowaniem giełdy w Warszawie. Według Mikołaja Stępniewskiego, zarządzającego funduszami Investors TFI, nawet dalszy wzrost na rynkach wschodzących niekoniecznie przełoży się na zwyżki w Polsce. – Spółki z WIG20 nadal mogą znajdować się pod presją ze strony polityki i otoczenia regulacyjnego, dotyczy to szczególnie segmentu energetycznego i banków, które w tym indeksie ważą najwięcej, wydaje się, że ciekawszym segmentem na krajowym rynku powinny być mniejsze i średnie spółki – uważa ekspert.