Na początku marca Czechy wniosły do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej skargę przeciwko Polsce dotyczącą rozbudowy kopalni odkrywkowej węgla brunatnego Turów. Główną przyczyną podnoszoną w pozwie jest negatywny wpływ kopalni na regiony przygraniczne, gdzie zmniejszył się poziom wód gruntowych.

Ponadto Polska miała nie przekazać stronie czeskiej pełnych informacji w związku z procedurą wydawania pozwolenia na wydobycie do 2026 roku, co również – zdaniem Czechów – stanowi bezpośrednie naruszenie zasady lojalnej współpracy wynikającej z Traktatu o Unii Europejskiej - pisze Business Insider Polska.

Praga domagała się więc wstrzymania wydobycia w Turowie do czasu decyzji TSUE. Trybunał przychylił się do prośby Czechów.

Polskie władze twierdzą, że w sporze z Czechami dot. funkcjonowania kopalni racje leżą po polskiej stronie. Prezes PGE GiEK Wioletta Czemiel-Grzybowska zwracała uwagę, że Czesi w skardze do TSUE "nie uzyskali pozytywnej opinii Komisji Europejskiej".

Kopalnia i elektrownia Turów należą do spółki PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna. W 2020 r. koncesja na wydobycie węgla brunatnego w Turowie została przedłużona do 2026 r. Obecnie wydobycie będzie można prowadzić do 2044 roku.

Piotr Dziadzio, wiceminister klimatu i środowiska, rzucił zaś nowe światło na problemy Czechów z wodą. Jego zdaniem – a mówił to jako geolog – są dowody na to, że woda, której ma brakować, jest po stronie czeskiej. Jego zdaniem woda jest w otworach ujęcia Uhelna - pisze Business Insider Polska.

Przeciwko funkcjonowaniu kopalni protestują też organizacje ekologiczne. Według Greenpeace decyzja o wydłużeniu koncesji nastąpiła mimo braku ostatecznej decyzji środowiskowej oraz tuż przed wejściem w życie nowelizacji ustawy OOŚ, która zwiększa możliwości udziału społeczeństwa w postępowaniach dotyczących inwestycji znacząco oddziaływujących na środowisko - pisze Business Insider Polska.