Niemal 15 mld zł wynoszą żądania płacowe poszczególnych grup zawodowych. Do domagających się podwyżek nauczycieli, lekarzy, pielęgniarek, celników i górników dołączają listonosze i pracownicy Poczty Polskiej. Największe centrale związkowe chcą, by rząd usiadł do rozmów na temat rozwiązań systemowych. Związkowcy przestrzegają przed akcjami protestacyjnymi i sami je zapowiadają.
Sygnał, jaki we wtorek wysłała „Solidarność” na temat rozpoczęcia konsultacji związkowych związanych z akcją protestacyjną „Wszyscy zasługujemy na godne płace”, premier odczytał natychmiast. Zapowiedź „S”, że potrzebne są negocjacje płacowe na temat budżetówki, albo narośnie fala protestów, skomentował na konferencji prasowej: – Zapowiedź „Solidarności”, że chce prowadzić systemowe rozmowy, budzi nadzieję, że rząd zyska poważnych partnerów, z którymi wspólnie będziemy w stanie egzekwować ustalenia.
Nieco mniej pewny był Grzegorz Schetyna, wicepremier i minister spraw wewnętrznych i administracji. W Radiu Zet podkreślił, iż nie chce przesądzać, czy akcja „Solidarności” wynika z „politycznego zamówienia PiS”. – Trudno mi to powiedzieć, nie chciałbym odbierać podmiotowości „S”, ale związek przez dwa lata rządów PiS był nieobecny w życiu publicznym – stwierdził. W ocenie Schetyny zapowiedzi „S” dotyczące podjęcia akcji protestacyjnej to „być może odreagowanie stanu śpiączki z ostatniego czasu”.
Jednak i premier, i wicepremier stwierdzili, iż rząd zamierza rozmawiać z wszystkimi partnerami społecznymi. Ci zaś oczekują pilnego zwołania prezydium Komisji Trójstronnej i rozpoczęcia rozmów.
Rząd wciąż boryka się z rosnącymi żądaniami płacowymi. Celnicy powtarzają jak mantrę, że chcą w tym roku zarabiać miesięcznie 1000 zł więcej, a w przyszłym kolejne 500 zł. Dzisiaj z ministrem edukacji o swoich żądaniach płacowych rozmawiać będzie Związek Nauczycielstwa Polskiego. – To dalsza część rozmów na temat wzrostu wynagrodzenia zasadniczego nauczycieli, od ich efektów uzależniamy formy protestu – mówi Andrzej Radzikowski, wiceprzewodniczący OPZZ i ZNP. Zastrzega jednak, że potrzebne są dodatkowe rozmowy na temat wzrostu wynagrodzeń w całej sferze budżetowej przynajmniej o 11 proc.