– Czekamy cztery lata. Nasze kryteria nie są spełniane – mówił wczoraj po raz kolejny Jonathan Todd, rzecznik unijnej komisarz ds. konkurencji Neelie Kroes. Do Brukseli, też kolejny raz z rzędu, przyjechał minister skarbu Aleksander Grad, żeby prosić Kroes o cierpliwość. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, spotkanie trwało zaledwie 15 minut, a holenderska komisarz była zdenerwowana. Istnieje bowiem rozbieżność między obietnicami i planami restrukturyzacyjnymi, które przedstawia polski rząd, a postulatami wyrażanymi przez inwestorów w bezpośrednich rozmowach w Brukseli. Potencjalni nabywcy przekonują KE, że nie da się zrestrukturyzować stoczni bez kolejnych pieniędzy z polskiego budżetu. Komisja natomiast na żadne dodatkowe wsparcie nie chce się zgodzić.

Z informacji ”Rz” wynika też, że KE, oceniając program restrukturyzacji dla stoczni w Gdyni i Gdańsku przedłożony przez ukraiński ISD Polska (inwestora w drugim z zakładów), miała wątpliwości, dlaczego Ukraińcy zgodzili się zainwestować w stocznię, skoro dostaną zwrot z kapitału dopiero po 11 latach. Ci tłumaczyli opłacalność inwestycji tym, że jako właściciel Huty Częstochowa mają zapewnione dostawy stali do stoczniowej produkcji.

Wczoraj przed południem, gdy spotkanie polskiego ministra skarbu z unijną komisarz dobiegało końca, TVP Info podała informację (z powołaniem na nieoficjalne źródło w Brukseli), że Karl Soukup, przedstawiciel Komisji Europejskiej zajmujący się sprawą polskich stoczni, już 20 czerwca, czyli tydzień przed złożeniem przez Skarb Państwa w Komisji programów restrukturyzacyjnych trzech stoczni przygotowanych przez inwestorów, radził jednej z firm chętnych na zakup stoczni – norweskiemu Ulstein Verft (ostatecznie podpisał on porozumienie z Mostostalem Chojnice) – by zaczekała do nieuchronnego bankructwa Stoczni Szczecińskiej i kupiła jej masę upadłościową. Miałaby o tym świadczyć notatka ze spotkania. Jeśli informacja jest prawdziwa, może oznaczać, że już wtedy Komisja Europejska przewidywała, iż odrzuci polskie programy.

Zdaniem rzecznika KE takie zdarzenie nie miało miejsca. – My nie doradzamy inwestorom – powiedział nam Todd. Prezes zarządu Mostostalu Chojnice Marcin Garus zapewnia, że program restrukturyzacji przygotowany przez tę firmę wspólnie z Ulstein Verft nie zakłada upadłości Stoczni Szczecińskiej Nowej.

Sprawa stoczni wczoraj stała się znów pretekstem do politycznych przepychanek. Środowa ”Gazeta Wyborcza” doniosła, że minister Grad zapowiedział prezentację jeszcze przed sejmowymi wakacjami białej księgi pokazującej zaniedbania, jakich dopuścił się w tej sprawie PiS. Potem Klub PiS domagał się pilnego wezwania ministra Grada przed Sejm, by przedstawił działania rządu w celu niedopuszczenia do upadłości stoczni w Szczecinie. Minister Grad jednak bezpośrednio z lotniska pojechał na spotkanie z inwestorami w ministerstwie. Miał ich przekonywać, żeby zrezygnowali z domagania się dalszej znaczącej pomocy z polskiego budżetu.

– Przedstawiliśmy inwestorom stanowisko Komisji Europejskiej i jej wymagania. Do jutra mają się do nich ustosunkować i dać nam odpowiedź – tylko tyle mówił wieczorem po spotkaniu Maciej Wewiór, rzecznik MSP. Nieoficjalnie wiadomo jednak, że spełnienie przedstawionych przez Skarb żądań będzie dla inwestorów trudne do zaakceptowania.

W walkę o polskie stocznie włączyli się eurodeputowani. Dariusz Rosati z SdPl napisał list do komisarz Kroes, pod którym podpisało się prawie 30 reprezentantów różnych krajów UE. Przekonują holenderską komisarz, że Bruksela powinna brać pod uwagę społeczne skutki upadłości zakładów. Według posłów w wyjątkowych sytuacjach można postawić inwestorom niższe wymagania.

masz pytanie, wyślij e-mail do autorki b.chomatowska@rp.pl