Cena baryłki ropy galopuje w zawrotnym tempie. Od początku roku cena surowca wzrosła o ponad 30 proc. i na razie końca tego procesu nie widać. Drożejący surowiec wpływa na całą branżę, od przewoźników po porty lotnicze. Cierpią też pasażerowie linii lotniczych.

– Najwięksi eksperci nie są zgodni co do tego, jaki poziom cenowy może osiągnąć ropa – mówi Marek Serafin, dyrektor zarządzania siatką połączeń PLL LOT. – Nie możemy jednak liczyć i planować, że cena spadnie. To byłoby nieodpowiedzialne. Lepiej korygować plany finansowe in plus, niż potem borykać się z kryzysem.

Uczestnicy debaty zgodzili się, że obecna cena surowca jest efektem spekulacji giełdowych. Ostrożnie szacują, że cena ropy utrzyma się na obecnym poziomie przez najbliższych kilka miesięcy. – Jeżeli spadnie, będziemy mile zaskoczeni – podsumował Marek Serafin.

– Ta bańka spekulacyjna musi wreszcie pęknąć, chociażby dlatego, że producenci ropy spotykają się z dużą barierą rynku. W ubiegłym roku zużycie ropy w Europie spadło – o 0,2 proc., ale jednak – zauważył Adrian Furgalski, dyrektor Zespołu Doradców Gospodarczych TOR.

Tadeusz Jarmuziewicz, wiceminister infrastruktury odpowiedzialny za transport lotniczy, podkreślił, że branża lotnicza nie zareagowała nerwowo na galopujące ceny paliwa. – Większość przewoźników woli liczyć się z tym, że poniosą straty, niż przerzucić za dużą część kosztów na swoich klientów – dodał.

Bilety lotnicze jednak już podrożały i, jak zgodzili się wszyscy uczestnicy debaty, nieunikniony jest dalszy wzrost cen. – Przewoźnicy albo wprost podniosą ceny biletów, albo zrobią to w sposób ukryty – mówi Sebastian Gościniarek, ekspert PricewaterhouseCoopers. – W cennikach, zwłaszcza tzw. tanich linii, pojawiły się ostatnio dodatkowe opłaty, np. za bagaż czy za wybranie miejsca w samolocie. Zdrożały też napoje i jedzenie sprzedawane na pokładach.

– Wojna cenowa między przewoźnikami jest w tej chwili niemożliwa – twierdzi Tadeusz Jarmuziewicz. – Linie lotnicze, jeżeli nawet mają zyski, to tak niewielkie, że nie mają z czego finansować dalszych obniżek. Należy za to się spodziewać fali bankructw wśród przewoźników. Michał Marzec, dyrektor Przedsiębiorstwa Państwowego Polskie Porty Lotnicze, ocenia, że w obecnej sytuacji na rynku najlepiej radzą sobie najwięksi przewoźnicy, liderzy aliansów. – Cały czas się rozwijają i wciąż są w stanie udźwignąć obecne ceny ropy – podsumował. Najbardziej wzrost kosztów odczuwają tani przewoźnicy i ich pasażerowie oraz linie lotnicze, które używają starszych, nieekonomicznych maszyn. Z reguły nie mają pieniędzy na wymianę floty na bardziej ekonomiczną. Marek Serafin z LOT przyznał, że linia przerzuciła na swoich pasażerów mniej niż 50 proc. wzrostu kosztów cen ropy. – Gdybyśmy tego nie zrobili, wypadlibyśmy z gry – przyznał.

Międzynarodowe Stowarzyszenie Przewoźników Lotniczych (IATA) w zeszłym roku prognozowało, że branża lotnicza zarobi w tym roku 8 mld dolarów. Jednak ostatnio skorygowało przewidywania. Światowi przewoźnicy mają stracić w tym roku od 2,5 do 6 mld dolarów. – W Stanach zanotowano ostatnio bankructwo dziesięciu linii lotniczych – przypomniał Furgalski. – Europejski rynek jeszcze nie zdążył całkiem odreagować tego, co się dzieje na świecie – prognozuje minister Jarmuziewicz.

Branżę czeka porządkowanie rynku. Część przewoźników, jak Lufthansa czy Air France KLM, myśli o zakupach. – Wszyscy poprawiają swoją efektywność, szukają coraz to innych oszczędności – podsumowuje Sebastian Gościniarek. Porządkowanie rynku to dla przewoźników również modyfikacja siatki połączeń. Przykładem jest Centralwings, który zrezygnował ostatnio z obsługi kilkunastu nierentownych tras. Nie wszystkie linie mogą sobie na to pozwolić. – Przewoźnicy niskokosztowi mają inną politykę niż linie tradycyjne, bazują na operacjach z punktu do punktu i błyskawicznie decydują o wejściu na dane połączenie lub o jego likwidacji. W przypadku linii tradycyjnych wszystkie połączenia, w tym krajowe, z których pasażerowie przesiadają się na dalsze rejsy, pracują na efekt całej siatki. To efekt naczyń połączonych – tłumaczy Marek Serafin.

Autopromocja
30 listopada, godz. 12.00

Kto zdobędzie Zielone Orły "Rzeczpospolitej"?

Sprawdź szczegóły

LOT przygotowuje się do prywatyzacji. Ma ona nastąpić w ciągu najbliższych kilku, kilkunastu miesięcy. W związku z zaistniałą sytuacją na rynku pojawia się pytanie, czy nie należałoby się wstrzymać z debiutem lub sprzedażą udziałów inwestorowi prywatnemu. – Wysoka cena paliwa i wyniki osiągane przez LOT w związku z nią mogą nie nastrajać optymistycznie do prywatyzacji, ale trzeba zdawać sobie sprawę, że ma ona wiele innych zalet, które nie straciły i nie stracą na ważności – zauważył Sebastian Gościniarek. Jak podkreślił Adrian Furgalski, LOT potrzebuje inwestora strategicznego. – Najlepiej zacząć negocjować warunki transakcji teraz, bo za jakiś czas, kiedy zostaniemy postawieni pod ścianą i będziemy musieli sprzedać LOT, by go ratować, cena będzie znacznie niższa – zauważył. Minister Jarmuziewicz podzielił jego argumentację. Dodał jednak, że jeżeli teraz będziemy naciskali na prywatyzację, towar straci na atrakcyjności.

Zdaniem ekspertów należy przymierzyć się również do prywatyzacji polskich portów lotniczych. Obecny kryzys w branży dotknie niewątpliwie także i je, choć w dużo mniejszym zakresie. – W kolejnym etapie przytłumienie rynku przewozów lotniczych odbije się na pracy portów lotniczych – powiedział Michał Marzec. W pierwszej kolejności kryzys na rynku zaczną odczuwać mniejsze lotniska, które przyjmują dwóch czy trzech przewoźników. – Bardzo źle jednak nie będzie, polski rynek wciąż się rozwija i będzie się rozwijał – podsumował dyr. Marzec. Wiele spółek zarządzających polskimi lotniskami zajmie się, tak jak to jest na całym świecie, rozwijaniem działalności pozalotniskowej, czyli zacznie rozbudowywać parkingi i hotele.

– Porty Lotnicze powinny w tak kryzysowej sytuacji wyjść naprzeciw swoim klientom – uważa Marek Serafin. – Na całym świecie linie lotnicze i porty są ze sobą ściśle powiązane i razem konkurują z innymi przewoźnikami i lotniskami o pasażerów, jak CSA z Pragą czy Lufthansa z Frankfurtem. Taki sam alians powinno stworzyć Okęcie z LOT.

– Obecna sytuacja utwierdza mnie w przekonaniu, że powinniśmy zbudować centralny port lotniczy dla Polski – powiedział minister Tadeusz Jarmuziewicz. – Zaraz powstaną koło nas huby mogące przyjmować samoloty, jakich sobie jeszcze nie wyobrażamy, które będą potrzebować dużo dłuższej drogi startowej niż obecne. Jeżeli szybko nie zaczniemy działać w tym zakresie, to zginiemy – podsumował. Dodał, że wiele europejskich firm – od linii lotniczych po inwestorów finansowych – jest zainteresowanych wyłożeniem gotówki na takie przedsięwzięcie. Jego zdaniem byłoby idealnie, gdyby to nowy właściciel LOT zaangażował się w budowę lotniska.

Zanim jednak zaczniemy szukać inwestora, który wybuduje lotnisko obsługujące ok. 80 mln pasażerów rocznie, należy pomyśleć o prywatyzacji już istniejących portów. – Nie oprzemy się światowym trendom w tym zakresie – przyznał Tadeusz Jarmuziewicz. – Zrobiliśmy pierwszy krok i przygotowujemy się do komercjalizacji Polskich Portów Lotniczych, trwają prace nad odpowiednią ustawą.

Nie wiadomo jeszcze, czy nowa spółka pojawi się na giełdzie czy też znajdzie inwestora strategicznego. Rząd czeski za praskie lotnisko w Rużynach chce co najmniej 4 mld euro. – Nasze lotnisko jest warte dużo więcej – powiedział minister Jarmuziewicz. Praga odprawiła w ostatnim roku o ok. 3,5 mln pasażerów więcej niż Okęcie. – Ale u nas ruch rośnie szybciej, skutecznie ją gonimy i w ciągu dwóch – trzech lat przegonimy – zadeklarował Michał Marzec.

Kolejne rządy jednak z pewnym niepokojem podchodzą do oddania portów lotniczych w prywatne ręce. – Prywatyzacja wcale nie musi oznaczać przeniesienia własności – zauważył Sebastian Gościniarek. Może ona polegać np. na przyznaniu wieloletniej koncesji na zarządzanie portem. Prywatna firm rozbudowuje port i zarabia, prowadząc go przez kilkadziesiąt lat, a następnie zwraca państwu. Przyjmowanie jednego modelu prywatyzacji dla wszystkich lotnisk byłoby błędem, zgodzili się uczestnicy debaty.

Równocześnie nie wolno zapominać, że będzie następowało przejmowanie lotnisk regionalnych przez lokalne samorządy. – Inwestując środki unijne, marszałkowie będą podnosić kapitał w spółkach zarządzających portami i obejmować nowe udziały – zauważył Michał Marzec.