W poniedziałek o gotowym pozwie przeciwko Ukrainie poinformował media wiceprezydent Gazpromu Aleksandr Miedwiediew. Pozew koncernu to efekt polecenia wydanego kilka dni temu przez prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa.

W oficjalnym komunikacie ukraińska państwowa spółka Naftogaz Ukrainy odrzuciła żądania Gazpromu. Ukraińcy twierdzą, że owszem mają dług, ale wobec spółki RosUkrEnergo, i to w kwocie 1,3 mld dol. Tymczasem rzecznik tej ostatniej Andriej Knutow stwierdził, że dług Naftogazu wynosi jednak 2,4 mld dol.

RosUkrEnergo to zarejestrowana w Szwajcarii spółka, która w połowie należy do Gazpromu. Dostarcza gaz z Turkmenistanu do Europy, w tym Ukrainy i Polski. 24 października Gazprom i państwowy Naftogaz podpisały umowę eliminującą z dostaw pośrednika.

Odnosząc się do pozwu rosyjskiego koncernu, minister paliw i energetyki Ukrainy Jurij Prodan stwierdził, że jego kraj nie dostał w tej spawie żadnych oficjalnych dokumentów. Prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko dał rządowi pięć dni na rozwiązanie problemów z gazowym długiem wobec Rosji. Za jego powstanie obwinił rząd Julii Tymoszenko, który miał zaprzestać rozliczania dostaw gazu.

Tymoszenko nie zamierza jednak zapłacić Gazpromowi. – Przez wiele lat na ukraińskim rynku działała spółka RosUkrEnergo i wszystkie długi za wykorzystany rosyjski gaz to sprawa tej spółki – ripostowała premier, wysyłając jednocześnie do Moskwy pilną delegację szefów Naftogazu.Jednocześnie zapowiedziała, że kłopoty z Gazpromem nie spowodują przerwania tranzytu rosyjskiego gazu do Europy Zachodniej.