Szykuje się rewolucja w dziedzinie wojskowych zakupów.
Nowa, potężna instytucja działająca w strukturach resortu obrony narodowej, w sumie 250 ludzi: cywilów i mundurowych, ma od stycznia 2011 r. wydawać większą część z 6230 mln zł przeznaczonych w przyszłym roku na modernizację techniczną sił zbrojnych. Inspektorat przejmie dotychczasowych pracowników departamentu zaopatrywania armii, biura analiz rynku uzbrojenia i część urzędników Departamentu Polityki Zbrojeniowej MON odpowiadających za nadzorowanie wojskowych badań
– To wreszcie krok w stronę koordynacji wojskowych inwestycji i zamówień, o co od dawna zabiegał przemysł, ale lepszym rozwiązaniem byłoby stworzenie samodzielnej agencji uzbrojenia, która skupiłaby w jednym ręku kontrakty, badania i procedury wdrażania sprzętu – twierdzi Edward E. Nowak, prezes grupy Bumar. Szef warszawskiego Przemysłowego Centrum Optyki (noktowizory, termowizja) Ryszard Kardasz obawia się, że zamieszanie podczas tworzenia inspektoratu uzbrojenia może sparaliżować proces decyzyjny i zatrzymać podpisywanie nowych umów. Krzysztof Jagiełło, prezes Zakładów Mechanicznych Tarnów (broń artyleryjska), liczy, że nowy urząd usprawni przede wszystkim przepływ informacji między wojskiem i przemysłem
Podczas rozpoczętej wczoraj warszawskiej konferencji „Współpraca wojska i przemysłu w procesie modernizacji technicznej Sił Zbrojnych RP” przedsiębiorcy apelowali do rządu o stworzenie mechanizmów osłaniających krajową zbrojeniówkę przed wolnorynkową konfrontacją z zachodnimi koncernami, do której dojdzie po wejściu w życie dyrektywy 81 Unii Europejskiej w sierpniu przyszłego roku. – Rząd proponuje jednostronne otwarcie drzwi, w sytuacji, gdy przewagę mają zagraniczni potentaci, którzy u siebie korzystają z wieloletnich rządowych zamówień i preferencji. Oczekujemy na identyczne wsparcie polskich władz – apeluje w imieniu zbrojeniówki prezes grupy Bumar .