Specjaliści z biura bezpieczeństwa transportu NTSB ustalili już sposób rozszerzania się ognia w baterii litowo-jonowej B787 Dreamliner, ale nie znaleźli jeszcze przyczyny. Przewodnicząca urzędu Deborah Hersman zarzuciła przy okazji urzędowi lotnictwa, który zatwierdzał nowy samolot do eksploatacji, błędy w procedurze certyfikacji baterii.
Według Hersman dowody wskazują na jedno ogniwo baterii samolotu JAL stojącego na lotnisku w Bostonie. W ogniwie jest wiele śladów zwarcia, które doprowadziło do zniszczenia termicznego, niekontrolowanego wzrostu temperatury w sąsiednich ogniwach.
- Pracujemy teraz nad ustaleniem przyczyny tego zwarcia w szóstym ogniwie. Na tym etapie nie doszliśmy jeszcze do żadnych wniosków - powiedziała na konferencji prasowej w Waszyngtonie.
Prowadzący postępowanie wykluczyli mechaniczne uszkodzenie baterii, skupili się teraz na systemie ładowania ogniw, rozwiązaniu projektowym i produkcji samej baterii.
Szefowa NTSB skrytykowała procedurę certyfikowania baterii przez FAA. - Należy zmienić założenia zastosowane przy certyfikacji baterii - powiedziała i dodała, że jej urząd prowadzi testy z bateriami, aby ustalić, dlaczego nie zmniejszono różnego rodzaju ryzyka.
Wyjaśniła, że w ramach normalnej procedury certyfikacji, która skupiała się tylko na bezpieczeństwie urząd lotnictwa polegał w dużym stopniu na informacjach dostarczonych przez Boeinga. Koncern oceniał, że dym z baterii może pojawiać się już po niecałych 10 mln godzin lotu, bo doszło do tego dwukrotnie w ciągu prawie 100 tys. godzin lotu - powiedziała.
- My mieliśmy dwa incydenty w 2 samolotach w ciągu niecałych 2 tygodni - podkreśliła.
Hersman wyjaśniła, że eksperci z NTSB rozłożyli całkowicie spalona baterię i przeprowadzili drobiazgowe, niemal mikroskopowe śledztwo, pracując jednocześnie z japońskimi i francuskimi partnerami. Francuski Thales zaprojektował układ elektryczny Dreamlinera i zlecił japońskiej GS Yuasa produkcję baterii.
- Będziemy to dalej drążyć - powiedziała Hersman.
Szczegółowy raport o dwutorowym postępowaniu wyjaśniającym - w sprawie ognia, kontrola certyfikacji baterii i jej testowanie - zostanie opublikowany w ciągu 30 dni - zapowiedziała.
Zgoda na testy w powietrzu
Urząd lotnictwa FAA zezwolił Boeingowi na nowe próbne loty mające pomóc w ustaleniu przyczyn powstania ognia w 2 bateriach w samolotach B787.
"W ramach trwających naszych starań dla ustalenia przyczyn niedawnych incydentów z bateriami litowo-jonowymi w B787 FAA pozwoli Boeingowi wykonywać próbne loty tymi samolotami dla zebrania dodatkowych danych o baterii i układzie elektrycznym, gdy samolot jest w powietrzu" - stwierdza komunikat.
Loty te będą podlegać pewnym ograniczeniom, jak w przypadku wszystkich lotów testowych, włącznie z "szeroko zakrojonym sprawdzaniem przed lotem, inspekcjami i nadzorem podczas lotów, które będą wykonywane nad mało zaludnionymi strefami lotniczymi".
Personel pokładowy zostanie ograniczony do "tych, którzy są niezbędni dla dobrego przeprowadzenia lotu" - podał FAA.
Z kolei Boeing poinformował, że użyje piątego egzemplarza B787, ZA005, do tych lotów i powtórzył, że ma zaufanie do jego bezpieczeństwa. Przypomniał też, że oddelegował kilkuset specjalistów pracujących 24 godziny na dobę nad ustaleniem przyczyn dwóch pożarów baterii 7 i 16 stycznia