Emocje te gwałtownie wzrosły, od kiedy potwierdzono, że Wielka Brytania może mieć ogromne złoża surowca uwięzionego w łupkach. Premier David Cameron opowiedział się jednoznacznie za uruchomieniem wydobycia, mówiąc, że gaz łupkowy może być dobry dla gospodarki całego kraju.
A Jim Ratcliffe, prezes firmy Ineos, która chcąc utrzymać konkurencyjność, zaczęła sprowadzać do swoich europejskich rafinerii tańszy surowiec z USA, zapowiedział, że jest gotowy zainwestować w badania miliard dolarów.
Widać też, jak ogromne korzyści gospodarka USA odniosła dzięki gazowi łupkowemu – tamtejsza Rada Przemysłu Chemicznego ogłosiła, że łączna wartość realizowanych i planowanych projektów inwestycyjnych związanych z gazem z łupków przekroczyła w ubiegłym roku 100 mld dol.
Ale wydobycie surowca wzbudza ogromne wątpliwości społeczne – chodzi o skład chemikaliów dodawanych do wody wykorzystywanej do szczelinowania hydraulicznego, o ryzyko przeniknięcia tych chemikaliów do wód gruntowych oraz przedostania się do nich gazu. Potencjalne konsekwencje zostały pokazane w filmie „Gasland", gdzie w jednej ze scen bohater podpala płynącą z kranu wodę.
Pojawiają się też wątpliwości, czy gaz łupkowy rzeczywiście pozwala ograniczyć emisję dwutlenku węgla, czy też poziom emisji szkodliwych substancji jest większy.