Polskie wydatki na obronność składają się z dwóch głównych części. Pierwsza to wydatki budżetu państwa, głównie resortu obrony. W 2024 r., zgodnie z planem, mają one wynieść ok. 118 mld zł, czyli ok. 3,1 proc. PKB, co jest powyżej ustawowo zapisanego poziomu – 3 proc. PKB. Druga noga środków na obronność to pozabudżetowy Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych, od którego pieniądze przekazuje m.in. resort obrony, ale który – w uproszczeniu – jest wehikułem do pożyczania środków na zakup uzbrojenia. Operatorem funduszu jest Bank Gospodarstwa Krajowego, zobowiązania są zaciągane głównie za granicą. W tym roku planowane wydatki FWSZ miały wynieść niecałe 50 mld zł. Biorąc pod uwagę, że ponad 10 mld zł ma być przekazanych do FWSZ z budżetu państwa, w sumie planowo mieliśmy wydać na obronność niecałe 160 mld zł. To ok. 4,2 proc. PKB.
Będzie rekord wydatków na obronność
Jednak w resorcie obrony już teraz można usłyszeć, że poziom wydatków będzie niższy. – Budżet uda nam się zrealizować w całości, a wydatki z FWSZ będą znacznie wyższe niż w roku ubiegłym – mówi osoba na kierowniczym stanowisku w resorcie. Dla wyjaśnienia: w 2023 r. wydatki funduszu udało się zrealizować w ok. 50 proc. – wydatkowano ok. 25 mld zł z planowanych prawie 50 mld zł. W efekcie zamiast planowanych 3,9 proc. PKB na obronność wydaliśmy ok. 3,26 proc. PKB. Z kolei budżet w 2024 r. uda się zrealizować w stu procentach, ponieważ na koniec roku można niewydane środki w stosunkowo prosty sposób przesunąć do funduszu, co oznacza, że nie wrócą one do budżetu centralnego. Realistycznie można więc szacować, że w 2024 r. na obronność zaksięgujemy niecałe 4 proc. PKB zamiast zapowiadanych 4,2 proc. PKB. W naszej historii po 1989 r. jest to wielkość rekordowa, ale mniejsza, niż zaplanowano.
Czytaj więcej
Dziś zostanie upubliczniony katalog produktów polskiej zbrojeniówki i przemysłu bezpieczeństwa. To ma być narzędzie do promocji eksportu.
Jednak zagrożenie jest takie, że mając pewną nadpłynność w FWSZ, spadnie chęć do zaciągania kolejnych pożyczek, co de facto będzie oznaczać mniej środków na wydatki zbrojeniowe. Jak wskazuje analityk Tomasz Dmitruk z Nowej Techniki Wojskowej, w pierwszym półroczu fundusz zrealizował tylko 2 proc. (niecały 1 mld zł) swoich planów pożyczkowych na ten rok. Można zakładać, że na koniec roku wydatki funduszu sięgną 60–80 proc. pierwotnego planu, czyli 30–40 mld zł.
W kolejce czekają m.in. warunkowe umowy wieloletnie na koreańskie armatohaubice K9 (ponad 12 mld zł brutto) i zestawy artylerii rakietowej K239 (ponad 7 mld zł brutto). Nieoficjalnie wiadomo, że BGK już wstępnie zaakceptował warunki pożyczkowe koreańskiej strony i w ciągu kilku najbliższych tygodni sprawa powinna zostać sfinalizowana.
Biorąc pod uwagę, że w ubiegłym roku nie udało się w pełni zrealizować planowanych wydatków na obronność i że najpewniej nie uda się tego zrobić także w tym roku, trudno optymistycznie patrzeć na realizację zapowiedzi rządu dotyczących tego, że w 2025 r. na obronność mamy wydać aż 4,7 proc. PKB. Tym bardziej że jedna trzecia tej kwoty jest zapisana w dającym bardzo dużą elastyczność Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych.
Więcej zakupów w polskim przemyśle obronnym
Inną deklaracją, którą niełatwo będzie zrealizować, jest ta o zakupach w polskim przemyśle obronnym. – Dążymy do tego, aby 50 proc. kupowanego przez nas sprzętu bojowego było produkowane w polskich lub zlokalizowanych na terytorium naszego kraju firmach – zapowiedział w maju wicepremier minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz. Polityk już wtedy deklarował, że jest to bardzo wysoko zawieszona poprzeczka. I faktycznie, jeśli spojrzymy na ostatnie duże umowy, to widać pewną dysproporcję. Np. w sierpniu z amerykańskim Boeingiem podpisaliśmy kontrakt na zakup 96 śmigłowców AH-64 Apache (10 mld dol. netto) i zawarliśmy też umowę z polskim AMZ Kutno na lekkie opancerzone transportery rozpoznawcze Kleszcz za… ok. 800 mln zł. Jednak temu trudno się dziwić – polski przemysł zbrojeniowy nie produkuje tak zaawansowanego uzbrojenia, jak choćby system przeciwrakietowy Patriot, samoloty F-35 czy wspomniane śmigłowce.
Pewnym przełomem mogą być zamówienia na najbliższe miesiące. Tym największym dla polskiego przemysłu będzie realizacja umowy ramowej na prawie 1,5 tys. różnych wersji wozów Borsuk – ten kontrakt trafi do polskiego przemysłu i będzie w sumie wart kilkadziesiąt miliardów złotych. Jednak na razie wciąż do rozwiązania pozostają ostatnie problemy konstrukcyjne i nie wiadomo, jak dużą liczbę pojazdów zamówimy pierwszą umową wykonawczą. To raczej będzie kilka, a nie kilkadziesiąt miliardów złotych. Ale jeśli do tego dodamy możliwe zamówienia na kolejne armatohaubice Krab (negocjacje między Agencją Uzbrojenia a Hutą Stalowa Wola trwają) i zakup amunicji artyleryjskiej w którymś z polskich podmiotów, to może się okazać, że w 2025 r. wartość nowych kontraktów zawartych z polskim przemysłem będzie zbliżona do tych zawieranych z podmiotami zagranicznymi. Oczywiście, biorąc pod uwagę realizację umów wieloletnich, wciąż zdecydowanie więcej środków będzie trafiać do zagranicznej niż do polskiej zbrojeniówki.