Japonia nigdy nie była krajem, który byłby znany z podnoszenia cen dla obcokrajowców zwiedzających Kraj Kwitnącej Wiśni. Jednak rosnąca szybko liczba turystów, która nie tylko wróciła do poziomu sprzed pandemii, ale jest na dobrej drodze do nowego rekordu, skłania Japończyków do zmiany przyzwyczajeń.
„Trudno nam obsługiwać cudzoziemców”
Niektóre japońskie restauracje i bary zaczęły różnicować ceny w zależności od tego, czy zamawiający jest Japończykiem czy nie. Twierdzą jednak, że nie jest to dyskryminacja i wcale nie liczą turystom drożej.
- Ludzie mówią, że to dyskryminacja, ale naprawdę trudno nam obsługiwać cudzoziemców i przekracza to nasze możliwości – stwierdził, cytowany przez CNN, Shogo Yonemitsu, właściciel restauracji z owocami morza w Shibuya, handlowej dzielnicy Tokio.
Czytaj więcej
Od października obywatele 20 krajów będą mogli wjechać do Indonezji bez wizy - zapowiedziało Mini...
Yonemitsu podkreśla, że nie pobiera od turystów dodatkowych opłat, ale oferuje zniżkę dla miejscowych. Dla zamawiających po japońsku klientów ma rabat w wysokości 1000 jenów (ok. 26 zł). Napływ turystów to bowiem nie tylko konieczność dostawienia stolików i większa sprzedaż. Dla Japończyków to także wyższe koszty związane z obsługą obcokrajowców, gdyż trzeba zatrudnić osoby mówiące po angielsku (a poziom znajomości angielskiego wcale nie jest w Japonii wysoki) i potrafiące wytłumaczyć różnice między potrawami i sposobami ich przyrządzania.