Japonia nigdy nie była krajem, który byłby znany z podnoszenia cen dla obcokrajowców zwiedzających Kraj Kwitnącej Wiśni. Jednak rosnąca szybko liczba turystów, która nie tylko wróciła do poziomu sprzed pandemii, ale jest na dobrej drodze do nowego rekordu, skłania Japończyków do zmiany przyzwyczajeń.
„Trudno nam obsługiwać cudzoziemców”
Niektóre japońskie restauracje i bary zaczęły różnicować ceny w zależności od tego, czy zamawiający jest Japończykiem czy nie. Twierdzą jednak, że nie jest to dyskryminacja i wcale nie liczą turystom drożej.
- Ludzie mówią, że to dyskryminacja, ale naprawdę trudno nam obsługiwać cudzoziemców i przekracza to nasze możliwości – stwierdził, cytowany przez CNN, Shogo Yonemitsu, właściciel restauracji z owocami morza w Shibuya, handlowej dzielnicy Tokio.
Czytaj więcej
Od października obywatele 20 krajów będą mogli wjechać do Indonezji bez wizy - zapowiedziało Ministerstwo Turystyki i Gospodarki Kreatywnej.
Yonemitsu podkreśla, że nie pobiera od turystów dodatkowych opłat, ale oferuje zniżkę dla miejscowych. Dla zamawiających po japońsku klientów ma rabat w wysokości 1000 jenów (ok. 26 zł). Napływ turystów to bowiem nie tylko konieczność dostawienia stolików i większa sprzedaż. Dla Japończyków to także wyższe koszty związane z obsługą obcokrajowców, gdyż trzeba zatrudnić osoby mówiące po angielsku (a poziom znajomości angielskiego wcale nie jest w Japonii wysoki) i potrafiące wytłumaczyć różnice między potrawami i sposobami ich przyrządzania.
Władze lokalne apelują o obniżanie cen dla Japończyków
W pierwszej połowie 2024 roku do Japonii zawitało 17,78 mln turystów, co jest rekordową liczbą. Zagranicznych gości przyciąga nie tylko sama Japonia, ale także względna słabość jena względem innych walut. W efekcie wiele atrakcji turystycznych musi mierzyć się z problemem nadmiernej liczby ludzi próbujących je odwiedzić, a przy okazji śmiecących czy utrudniających ruch. Z tego powodu, na przykład, lokalne władze zasłoniły widok na górę Fuji w najpopularniejszym wśród turystów miejscu.
Nadmiar turystów z zagranicy to również utrudnienie dla lokalnych turystów i mieszkańców. W efekcie władze Hokkaido, prefektury znanej z malowniczych widoków i ośrodków narciarskich, zaapelowały do przedsiębiorców o obniżenie cen dla mieszkańców. Władze innych prefektur i miast rozważają natomiast wprowadzanie dla zagranicznych turystów wyższych opłat za wstęp do atrakcji turystycznych niż te, które płacą Japończycy. Tak ma być w przypadku wpisanego na listę dziedzictwa UNESCO zamku Himeji w zachodniej Japonii.
Pomysł podatków turystycznych nie jest na świecie niczym nowym. Wenecki eksperyment z taką opłatą zakończył się sukcesem i może być wskazówką dla reszty świata co do tego, jak radzić sobie ze zjawiskiem nadmiernego ruchu turystycznego.
Czytaj więcej
Trwający łącznie 29 dni eksperyment z podatkiem od wjazdu do Wenecji władze włoskiego miasta uznały za sukces. Przyniósł trzykrotnie więcej środków...
Różnicowanie cen w zależności od tego czy klient jest miejscowy czy też jest zagranicznym gościem, również nie jest na świecie niczym nowym. W wielu krajach cenniki w lokalnym języku zawierają ceny niższe niż te w cennikach dla turystów. Japończycy próbują sobie radzić jednak nie tylko różnicując ceny (przedsiębiorcy muszą tu decydować samodzielnie o sposobie działania), ale także kierując do turystów specjalne oferty „premium” – czyli przygotowane specjalnie dla turystów droższe dania.