Gdy zapytać przedstawicieli biznesu o opinię o nowym podatku od nadzwyczajnych zysków w 2022 r., który miałby dotyczyć nie tylko państwowych spółek z branży energetycznych, wybory pojawiają się w co drugiej rozmowie. Znamienne także, że prywatne firmy raczej nie chcą tego pomysłu oficjalnie komentować, wypowiadają się za to chętnie zrzeszenia przedsiębiorców.

Podatek z założenia miał dotyczyć spółek energetycznych i banków, które mogą notować ogromne skoki zysków dzięki drogim surowcom energetycznym oraz rekordowo wysokim stopom procentowym. Ale jednak według informacji „Rzeczpospolitej” – może on rozlać się na wszystkie duże firmy, tj. zatrudniające ponad 250 osób.

Czytaj więcej

Każda duża firma ma zapłacić podatek od nadzwyczajnych zysków. Oto plany rządu PiS

I tu właśnie zaczynają się gorzkie refleksje ekspertów, którzy przyznają, że sam pomysł nie jest zły i ma rację bytu w ciężkich czasach, to nawet kwestia dyskutowana na forum UE, a część krajów już je wdraża w życie. – Powstają jednak dwa zasadnicze pytania – kogo mają dotyczyć te podatki, których firm, i na co mają pójść te pieniądze – mówi Łukasz Bernatowicz, prezes ZP BCC, wiceprzewodniczący RDS. Zauważa, ze podatkiem powinny zostać obciążone firmy, które osiągnęły nadzwyczajne zyski dzięki zaangażowaniu w sektor energetyczny, produkcję, przemysł i sprzedaż energii. - Te firmy powinny oddać część pieniędzy do budżetu, ale nie firmy, które działają w zupełnie innych branżach, płacą podatki, walczą z inflacją i słabą złotówką i mimo to osiągają sukces, niepowiązany z zyskami branży energetycznej i mimo to są karane – mówi szef BCC. - Druga kwestia to, na co rząd te pieniądze przeznaczy. Jeśli na wsparcie firm z problemami z powodu wysokich cen energii, transformację energetyczną – to w porządku. Ale jeśli mają pójść na kolejne transfery socjalne w roku przedwyborczym i przyczynić się do jeszcze większej inflacji – to na to zgody nie ma – mówi Bernatowicz.

Nieoficjalnie inna spora izba gospodarcza stwierdza, że trudno komentować doniesienia na temat ustawy, bez poznania jej szczegółów. Minister Soboń zapowiedział więcej konkretów w tym tygodniu i wygląda na to, że będzie to podatek równoległy do CIT, ale o nieznanej jeszcze skali. Eksperci czekają na szczegóły, czy to będą tylko firmy energetyczne, czy też biznes prywatny, pojawiają się opinie, że może i banki. - Ten projekt jest na komitecie stałym RM, w środę jest kolejne posiedzenie rządu, więc spodziewamy się że w środę będzie decyzja. Wtedy się odniesiemy, na razie to jedynie pomysły, którego szczegółów nie znamy – mówią nieoficjalnie przedstawiciele dużej izby gospodarczej.

Z kolei przedstawiciel banku, również nieoficjalnie, przyznał, że wątpi, by banki zapłaciły jakikolwiek podatek za ten rok. - To jest podatek od nadzwyczajnych zysków, natomiast sektor bankowy ma spadek zysków rok do roku o 40 proc., wiec to zapewne dotyczy spółek energetycznych, które mają po 200-300 proc. wzrostu w związku – mówi ekspert z branży bankowej, który zastrzega anonimowość. Wskazuje on, że według danych KNF, banki miały w tym roku po 7 mies. 4,9 mld zysku, to o 40 proc. mniej niż w analogicznym okresie przed rokiem, co jest efektem m.in. wakacji kredytowych, bo choć sam podatek wszedł w życie w sierpniu, to już w lipcu banki przygotowały rezerwy na ten cel. Jak wylicza ekspert, tegoroczna strata sektora bankowego to 6,6 mld zł, na dodatkowy system zabezpieczenia gwarancyjnego poszło ok 3.3 mld, potem weszły wakacje kredytowe, których koszt już sięgnął ok 14 mld zł, w sumie obciążenia sumują się do 30 mld zł.

Czytaj więcej

Energetyka zapłaci nawet 50 proc. podatek od zysków

- Jeżeli zyski będą porównywane z poprzednim rokiem, to ja bym się wielkiego podatku nie spodziewał. Przychodów z tego podatku ma być ponad 13 mld zł, a sam koszt wakacji kredytowych już sięga 14 mld zł – mówi bankowiec.

Inni eksperci wskazują na paniczne szukanie środków, traktują podatek jako przyznanie się rządu do klęski i braku prospołecznej polityki wobec spółek skarbu państwa i podmiotów z nimi powiązanych w dziedzinie zaopatrzenia energetycznego. Zwłaszcza, że chodzi w nim głownie o kopalnie i spółki energetyczne. - Rząd, mimo obsadzania tych spółek „swoimi kadrami”, nie ma pomysłu na ich działanie i sięga po środki ratunkowe w sytuacji, gdy okazuje się, że większość wzrostu kosztów energii, z którymi rząd przecież walczy, pochodzi tylko z korzystania przez te spółki i kopalnie z koniunktury i stosowania europejskich cen na węgiel i prąd – mówi dr Wojciech Warski, szef zespołu doradców gospodarczych Koalicji Polskiej - PSL UED Konserwatyści, były ekonomista BCC i ZPP. Zauważa, że te podmioty bogacą się kosztem społeczeństwa, bo ceny europejskie są pochodną cen gazu, a w węglowej Polsce koszty produkcji istotnie nie wzrosły. Na pytanie, jaki będzie efekt podatku na biznes, ekspert odpowiada, że ruszą przeróżne zjawiska optymalizacyjne, ale przy okazji pieczenia głównego tortu, którym jest systemowe opodatkowanie spółek energetycznych, w oczywisty sposób rykoszetem oberwie każdy rozwijający się biznes prywatny.

- Tym bardziej, że miarą porównawczą jest również popandemiczny rok 2021, gdy stosunki gospodarcze były nadal bardzo zaburzone. To jest leczenie dżumy cholerą. Podatek naliczany wstecznie jest też zaprzeczeniem ładu podatkowego w państwie – mówi Warski. Zastanawia go też, że wielka kumulacja zasobów finansowych w spółkach kontrolowanych przez skarb państwa może nie była przypadkowa, lecz wyrwała się spod kontroli? - Mamy przecież czas dramatycznego powiększania się długu publicznego i eskalacji polityki bezpośrednich transferów społecznych, wymagających finasowania. To nie tylko spółki produkujące prąd, ale i np. Orlen, Azoty, Bogdanka. Można mieć wątpliwości, jaki jest cel takiej kumulacji środków w roku przedwyborczym, zwłaszcza w warunkach braku kontroli korporacyjnej w spółkach SP – mówi ekspert

- To świetny pomysł, najpierw złupić spółki państwowe energetyczne, a potem dzięki temu rozwiązaniu ograbić pozostałe spółki – ironizuje (z zastrzeżeniem nazwiska) ekspert od rynku spożywczego. Zauważa, że niektóre firmy spożywcze miały w tym roku spory zysk, który wygenerowany zapewne głównie wojną na Ukrainie potężnym ssaniem rynku na przetwory i żywność w puszkach.