Uwagę Niemców skupia na sobie właściciel stoczni, azjatycka grupa Genting należąca do Lim Kok Thaya, miliardera z Malezji. Wytykają mu, że nie dał stoczni wsparcia koniecznego, by mogła dostać kredyty i dofinansowanie z budżetu federalnego i landowego.

– Jako rząd federalny, uruchomiliśmy wszystkie środki w celu uniknięcia niewypłacalności stoczni MV. Właściciele odrzucili jednak tę ofertę pomocy i ogłoszenie niewypłacalności jest tego konsekwencją – komentuje minister ds. gospodarki Robert Habeck.

Czytaj więcej

Kryzys dopadł stocznie za Odrą

Łączna suma wsparcia miała wynieść 600 mln euro, podaje gazeta „Handelsblatt". Z tego 60 mln euro miał wyłożyć Lim Kok Thay. Oznajmił jednak, że pieniędzy nie ma.

Według mediów zza Odry problemy stoczni są znacznie bardziej skomplikowane i niezwiązane wyłącznie z tajemniczym miliarderem, nazywanym „królem kasyn" Azji Południowo-Wschodniej. Gdy Genting w 2016 r. przejmował MV Werften, było to wszystkim na rękę. Stocznie mogły liczyć na duże zlecenia na budowę wycieczkowców. Parę lat temu, gdy rejsy stały się hitem sektora turystycznego (i przez to bardziej masowe), budowa takich statków była dla MV Werften, ale i dla innych niemieckich stoczni, dochodowym biznesem. Genting miał to usprawnić, bo to Azja jest największym rynkiem zbytu dla statków rejsowych z Niemiec.

Ulrich Malchow, ekspert ds. przemysłu stoczniowego i były profesor uniwersytetu w Bremie, powiedział w dzienniku TV Tagesschau, że stopniowy upadek i problemy stoczni niemieckich zaczęły się już w latach 80. Od tego czasu ich azjatyccy rywale, zwłaszcza japońscy, a później koreańscy, radzą sobie znacznie lepiej. Już w 1996 r. upadła stocznia Bremer Vulkan AG. To pierwsze i największe dotąd bankructwo stoczni w kraju.

Obecnie bardziej efektywne od niemieckich są też stocznie chińskie. Niemcy starali się wygrać na specjalizacji, ale tu też przegrywają z krajami azjatyckimi. Przez lata za nieudolność niemieckich stoczni płaciło państwo, bo te olbrzymie zakłady z tysiącami miejsc pracy zawsze mogły liczyć na wsparcie rządu w Berlinie i landu. W takich warunkach trudno o innowacyjność.

Związki zawodowe kierują zarzuty do niemieckich zleceniodawców, którzy 95 proc. statków zamawiają w Azji. Daniel Friedrich, dyrektor okręgu związku IG-Metall, podkreśla, że problemy MV Werften wynikają z pandemii i braku rejsów wycieczkowych. Z jego perspektywy opłacałoby się pomóc stoczni i poczekać, bo po pandemii należy się spodziewać większego zapotrzebowania na statki, które oferuje MV Werften.