Janusz Zemke w wywiadzie dla portalu skomentował kontrowersyjne plany rządu zakładające utworzenie w ramach BGK Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych. Pozabudżetowe pieniądze z emisji obligacji BGK oraz wpłat z zysku NBP mają być przekazane na wyposażenie armii oraz powiększenie jej liczebności aż do 250 tys. żołnierzy zawodowych i 50 tys. terytorialsów.

- Nie spotkałem się z takim rozwiązaniem w żadnym z zachodnich państw - przyznał były wiceminister obrony. - Zasada, która obowiązuje w demokracjach, jest taka, że budżety wojskowe powinny być w swoich generalnych zarysach jawne, przejrzyste, uchwalane przez parlament i równocześnie oceniane przez parlament. To jest immanentna cecha demokracji parlamentarnych. W krajach autorytarnych budżety obronne często są lokowane w innych sferach.

Jak dodał, przykładem takiego kraju jest Rosja. 

Czytaj więcej

Premier Mateusz Morawiecki
Witold M. Orłowski: Stanęło ćwierć miliona wojska…

Jego zdaniem mamy teraz powtórkę z PRL-u.

- Wracamy do modelu sprzed transformacji. Przed 1989 r. budżety na wydatki wojskowe oprócz MON-u znajdowały się również w innych resortach, np. w Ministerstwie Transportu czy Budownictwa. Ponownie więc wchodzimy w strefę niejasności - zaznaczył Zemke.

Stwierdził też, że tak wielka armia żołnierzy, jaką zapowiada PiS, jest nierealna.

- Jeżeli chcemy np. stworzyć 18. dywizję, to potrzebujemy oprócz nowoczesnego sprzętu dodatkowych kilkanaście tysięcy żołnierzy. Ale jak słyszę, że powinniśmy mieć 300 tysięcy ludzi w mundurach… To jest przejaw megalomanii. 300 tysięcy mieliśmy w latach 50. XX w. i byli to w zdecydowanej większości żołnierze z poboru. Teraz 250-tysięczna w pełni zawodowa armia to jest utopia. Polski na to najnormalniej w świecie nie stać - podkreślił Zemke, cytowany przez Business Insider Polska.