Klaus Wowereit poinformował, że rezygnuje ze stanowiska przewodniczącego nowego lotniska im. Willy Brandta.

Planowano je przez 20 lat, wydano dotąd 4,3 mld euro, początkowo maiło być oddane do użytku w 2011 r., ale termin przesunięto na czerwiec 2012, a potem na marzec 2013, by następnie na październik 2013. Teraz mówi się o 2014 r.

Opóźnienia wywołane biurokracją, a ostatnio problemami z systemem przeciwpożarowym — który wykonano niezgodnie z pozwoleniem na budowę — spowodowały, że lotnisko i miasto stały się pośmiewiskiem w całych Niemczech. Władze obawiają się, że kolejna zwloką zaszkodzi opinii ich kraju jako specjalisty w dziedzinie techniki. Zwłaszcza, że lotnisko Tegel jedno z trzech, jakie to nowe miało zastąpić, zbudowano w 90 dni w okresie zimnej wojny.

Sześćdziesiąt lat po tamtym wyczynie ciągnąca się batalia o uruchomienie lotniska ujawniła nieskuteczność w kraju obciążonym nadmiarem przepisów i biurokracją. Prace budowlane zaczęto dopiero w 2006 r. po żmudnym 15-letnim procesie planowania i zatwierdzania projektu tego ośrodka transportu lotniczego.

Mimo że lotnisko należy do rządu federalnego, władz Brandenburgii i Berlina, to większość odium spadła na burmistrza, kiedyś jednego z najbardziej popularnych polityków.

Wowereitowi z SPD zarzucono, że ukrywał przez 3 tygodnie informację o najnowszym opróżnieniu otwarcia. Ramona Pop z opozycyjnej partii Zielonych uważa, że jest winien ukrywania informacji o nowych problemach i szkodzi interesom Berlina. Zieloni chcą, by ustąpił. Zerwał tylko związki z lotniskiem. Koledzy z SPD nie widzą powodów do rezygnacji ze stanowiska burmistrza, bo to eksperci zadecydowali o odroczeniu, szef rady nadzorczej nie ma nic do tego.