Wspólne zakupy paliwa i części do samolotów, odprawy w tych samych terminalach, wspólne poczekalnie dla wyższych klas podróży. Linie lotnicze należące do Star Alliance, największego sojuszu na świecie, starają się robić wszystko, by zminimalizować koszty, ale i zachęcić pasażerów do korzystania z ich usług.

W ostatni weekend Star powiększył się o drugiego co do wielkości po South African Airways członka na kontynencie afrykańskim – EgyptAir. Został on 21. linią wchodzącą w skład sojuszu. W kolejce do przyjęcia czekają amerykański Continental, który najprawdopodobniej połączy się z linią United, brazylijski TAM, który wejdzie do sojuszu na miejsce upadłego narodowego przewoźnika Brazylii – Variga, oraz Air India, które właśnie łączą się z Indian Airlines.

EgyptAir pod kuratelą Luft-hansy (każdy nowy przewoźnik musi mieć swojego mentora) w rekordowym tempie, bo zajęło mu to osiem miesięcy, spełnił wszystkie surowe warunki członkostwa. Do najważniejszych należy stosowanie systemów rezerwacyjnych, które umożliwiają sprzedaż wspólnych biletów elektronicznych. Wcześniej, mimo pomocy ze strony Stara, nie udało się tego zrobić rosyjskiemu Air Pułkowo i Jaan Albrecht, prezes sojuszu, musiał więc zdecydować o poszukiwaniu innej linii w Rosji, która byłaby w stanie rozwozić pasażerów Stara z głównych rosyjskich portów.

Sojusze lotnicze, z których Star rośnie najszybciej, stały się dziś jedną z najlepszych metod obrony przed kłopotami na rynku. Perspektywa łatwiejszej podróży – bo wszystkie połączenia są gwarantowane, a jeśli któryś z przewoźników się spóźni, pasażer może skorzystać z połączenia każdej linii sojuszu bez dodatkowych dopłat – skłania do korzystania z usług linii, które ze sobą blisko współpracują. Zachętą jest też możliwość zbierania punktów nagrodowych, a to są już prawdziwe pieniądze, bo można je wymieniać na bilety lotnicze lub towary w sklepach pokładowych niektórych linii. Na przykład podróż w obie strony z Polski do Chin daje liczbę punktów wystarczającą na darmowy bilet na trasach europejskich. Pasażer płaci tylko opłaty lotniskowe i paliwową. Przy tym program Lufthansy Miles & More, przyjęty przez Austrian Airlines, Swiss, LOT i kilka mniejszych linii stowarzyszonych z niemieckim przewoźnikiem, należy do najatrakcyjniejszych programów lojalnościowych na rynku.

W sojusze toczy się dyskusja, jaki kształt powinien przyjąć w tych najtrudniejszych – chociażby ze względu na gwałtownie rosnące wydatki na paliwo – czasach dla linii. Czy powinno dojść do wewnętrznej konsolidacji i zacieśnienia współpracy, czy też powinien on nadal się powiększać, oferując nowe połączenia (dziś linie sojuszu proponują ich ponad 18 tys.), w ten sposób zachęcając pasażerów. Bo tak naprawdę o nich toczy się na rynku walka. O ich pieniądze, lojalność i to, by nie zniechęcili się do podróży, kiedy bilety stają się coraz droższe.

Nasz sojusz w dalszym ciągu ma terytorialne “białe plamy”. Tak jest w Rosji, gdzie poszukujemy partnera, ale czekamy, aż któraś z nowych linii spełni nasze ostre wymagania. Najbliższe półtora roku będzie dla światowego lotnictwa wyjątkowo trudne. Współpraca linii partnerskich będzie musiała stać się jeszcze bliższa. Teraz kłopoty mają linie amerykańskie, więc pozostali członkowie sojuszu będą się starać dowieźć jak najwięcej pasażerów, by mogły wypełnić swoje samoloty, rozwożąc ich po USA. Zresztą prezesi Stara są w stałym kontakcie ze sobą i dzięki temu powstaną nowe pomysły.