fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Patron romantyków, symbol obywatelskiego oporu

„Rejtan – Upadek Polski“, płótno z roku 1866, na trwałe zapadło w pamięć zbiorową Polaków, nie wszyscy wiedzą, że rosyjskich sołdatów wskazuje patriocie z Nowogródka Adam Poniński, a w kwietniu 1773 r. Katarzynę II?reprezentował w Warszawie już nie (przedstawiony w loży) Repnin, lecz Stackelberg...
Rzeczpospolita
Poseł nowogródzki Tadeusz Reytan urodził się 270 lat temu, 20 sierpnia 1742 roku, ale wciąż niepokoi. „Wampir patriota” nie chce zejść ze sceny
Tekst z archiwum tygodnika "Plus Minus"
Sławili go Mickiewicz, Konopnicka, Lechoń oraz dziesiątki zapomnianych już dziś literatów, takich jak Bronisław Komorowski, który w 1868 roku popełnił tragedię historyczną w pięciu aktach, zatytułowaną „Reytan". Prawdziwą nieśmiertelność zapewnił jednak posłowi z Hruszówki Jan Matejko. Gwoli ścisłości, warto przypomnieć, że intencje malarza były inne: chciał wstrząsnąć sumieniami, przypominając haniebną postawę polsko-litewskich elit w dobie rozbiorów. Jego dzieło odczytano jednak przede wszystkim jako apoteozę sprzeciwu wobec rodzimej zdrady i obcej przemocy. Tadeusz Reytan – desperat własnym ciałem blokujący drzwi sali sejmowej, za którymi czają się rosyjscy sołdaci – został patronem romantyków, powstańców i antykomunistycznej opozycji, symbolem obywatelskiego oporu i bezinteresownego poświęcenia. Dramatyczne losy państwa i narodu w XX wieku wciąż uaktualniały jego protest. Mit rósł, a wyznawcy Realpolitik oraz teorii „mniejszego zła" odbijali się od niego jak od ściany. Nazwisko litewskiego szlachcica trafiło do szkolnych podręczników i języka potocznego. Polityczny przełom 1989 roku i akces Polski do Unii Europejskiej stworzył koniunkturę dla ideowych przewartościowań. Profesor Maria Janion ogłosiła koniec panowania paradygmatu romantycznego w naszej kulturze. Środowiska, którym powstańczy etos zawsze był wstrętny, ochoczo przyklasnęły tej diagnozie. Pustkę, która powstała po „odhistorycznieniu rzeczywistości", miały zapełnić postmodernizm, feminizm oraz inne zaimportowane z Zachodu prądy umysłowe. Misja stworzenia alternatywnego „kodu polskości" okazała się jednak misją niewykonalną. Dawne symbole wracają. Tegoroczna wystawa „Rozmowy niedokończone – wokół „Rejtana" Jana Matejki" w krakowskich Sukiennicach już samym swym tytułem potwierdzała, że pogłoski o śmierci romantyzmu były zdecydowanie przedwczesne.

Kwiaty dla kontestatora

Zwiedzających ekspozycję witały dźwięk gitary i głos Jacka Kaczmarskiego. To „Reytan, czyli raport ambasadora" – najsłynniejszy utwór z płyty „Muzeum" inspirowanej dziełami z kanonu polskiej sztuki. Zna go chyba każdy, kto w latach 80. był studentem lub uczniem ogólniaka. Choć Kaczmarski opowiadał o wydarzeniach z końca XVIII wieku, cenzura zakazała rozpowszechniania utworu, ponoć na żądanie radzieckiej ambasady. Aż dziw, że dyplomaci z ojczyzny światowego proletariatu nie zażyczyli sobie również ocenzurowania malarskiego oryginału. Zwłaszcza że podczas trwania wystawy „Polaków portret własny" doszło do pożałowania godnego incydentu: ludzie składali pod obrazem Matejki kwiaty, oddając hołd jedynemu sprawiedliwemu w Sodomie. Wkrótce Tadeusz Reytan otwarcie opowiedział się po stronie wrogów jedynie słusznego ustroju. Na plakacie „Solidarności", zaprojektowanym przez Waldemara Wojciechowskiego, wystąpił w koszuli ozdobionej związkowym logo. „Użycie obrazu Matejki jako metafory sytuacji Polski w 1981 roku (wejdą? nie wejdą?) było dla mnie tak oczywiste, że obawiałem się nawet, czy mój projekt nie przepadnie w konkursie w powodzi innych Reytanów" – wspomina autor, wówczas student, dziś profesor szczecińskiej Akademii Sztuki. Pięć lat później Maciej Bieniasz w pracy zatytułowanej „Jacek Kaczmarski – koncert I. Rejtan, czyli raport ambasadora – według Jana Matejki", wmontował postać posła w scenę ulicznej demonstracji. Widmo kontestatora z Hruszówki nękało Polskę Ludową od samych jej narodzin. Już w 1944 roku Jan Lechoń napisał wiersz „Rejtan" kończący się słowami: „Gdy wszystko przemocy gotuje owację/ On woła: nie pozwalam! I to on ma rację". Obserwacja obrad powojennego parlamentu powodowała bolesne déja vu – jego podobieństwo do zastraszonego i skorumpowanego sejmu rozbiorowego aż nadto rzucało się w oczy. Posłowie mikołajczykowskiego PSL, a potem katolickiego „Znaku" mogli czuć się spadkobiercami Reytana i jego kolegów. Na publiczny protest zdecydował się wszakże tylko Jerzy Zawieyski. W 1968 roku ujął się za maltretowanymi studentami i wezwał władzę do podjęcia dialogu ze społeczeństwem. Cena, jaką pisarz zapłacił za to wystąpienie, była wysoka: stracił mandat poselski, funkcję wiceprzewodniczącego Rady Państwa, a wkrótce i życie (okoliczności wskazywały na samobójstwo). Wiktor Woroszylski w zadedykowanym Zawieyskiemu wierszu „Poseł Rejtan" napisał: „wstaje z niemocy i koszulę po raz drugi rozdziera". Rok po upadku Gomułki, a dwa lata po śmierci posła ukazał się zbiór esejów „Pomiędzy plewą a manną", w którym Zawieyski skonfrontował racje Reytana i Stanisława Augusta. Pod historycznym kostiumem krył się dylemat kluczowy dla autora i jego środowiska: kontestować PRL czy naprawiać go od środka? Nadworny dziejopis króla (i alter ego Zawieyskiego) z żalem przewiduje, że potomni potępią strategię reformowania państwa za cenę całkowitej uległości wobec Rosji: „Historia pominie wytrwałość w beznadziejnej walce i nie nazwie tej wytrwałości cnotą ani tym bardziej bohaterstwem. Tymczasem Rejtan za swoje trzy dni bezradnych protestacji moralnych doznał glorii bohatera". Uczciwość kazała jednak Zawieyskiemu przyznać, że „rejtanizm nie jest bezbronny, nie rodzi się z rozpaczy ani naiwnej oceny rzeczy". Stefan Kisielewski, były kolega Zawieyskiego z ławy poselskiej, nie hamletyzował. Na łamach „Tygodnika Powszechnego" otwartym tekstem dawał do zrozumienia, co sądzi o realnym socjalizmie. Nie załamywały go interwencje cenzury ani nawet pobicie przez „nieznanych sprawców". Zirytowana władza postanowiła więc pobić publicystę jego własną bronią. W 1979 roku „Kultura" wydrukowała napastliwy tekst Wiesława Górnickiego. Przyszły ideolog stanu wojennego stanowczo się domagał, by odebrać Kisielowi „bezprawnie przywłaszczoną koszulę Reytana".

Wąsaty demoniak

Komuniści obawiali się rejtanowskiej legendy, lecz nie atakowali jej frontalnie, bojąc się oskarżenia o brak patriotyzmu. W 1989 roku nowogródzki poseł otrzymał jednak cios w plecy. Maria Janion, od lat związana z demokratyczną opozycją, w książce „Wobec zła" uczyniła z niego prototyp romantycznego „patrioty wariata". Sejmowa demonstracja Rejytana z aktu obywatelskiego sprzeciwu stała się pierwszym syndromem choroby toczącej XIX-wiecznych Polaków. Drążąc mroczne aspekty romantycznego etosu, profesor mogła się powołać na autorytet Cypriana Kamila Norwida, który po obejrzeniu płótna Matejki orzekł, że jego bohater to „wąsaty demoniak". Okładkę książki zdobił wizerunek Reytana z długimi zakrwawionymi kłami, zjeżonym włosem, uszami nietoperza i szponami zamiast paznokci. Była to świadoma prowokacja, na którą dał się nabrać Karol Głogowski, łódzki adwokat i były działacz opozycji. Powiadomił prokuraturę o popełnieniu przestępstwa polegającego na znieważeniu postaci słynnego posła. Doniesienie zostało zignorowane. Maria Janion była zbyt zafascynowana przedmiotem swych badań, by dokonać na nim symbolicznej egzekucji. Osikowy kołek wbił w pierś wampira patrioty działacz SLD Piotr Gadzinowski. W 1996 roku na łamach „NIE" zdemaskował on Reytana jako „potomka Krzyżaków ludobójców, pajacowatego politycznego happenera, pieniacza, samobójcę idiotę", w dodatku nieskutecznego. Partyjny kolega Gadzinowskiego Krzysztof Szamałek po dymisji ze stanowiska wiceministra ochrony środowiska oburzył się na porównanie go do litewskiego posła, gdyż „wszyscy traktujemy gest Reytana jako objaw bezradności, który nie uratował kraju". Trudno się dziwić, że niepodległościowa i antyrosyjska akcja sprzed dwóch wieków budziła negatywne emocje w środowisku postkomunistycznej lewicy. Gorzej, że w prawdziwość równania Reytan=romantyzm=aberracja uwierzyli także luminarze kultury. W 2009 roku Marek Pijanowski, poeta i dyrektor toruńskiego Dworu Artusa, apelując o radosne uczczenie rocznicy wyborów z 4 czerwca, narzekał: „Smutek i martyrologia to nasz narodowy patent. Lubimy drzeć koszule na piersiach jak Reytan i krzyczeć „Polska Chrystusem Narodów".

Trzy dni, które wstrząsnęły Koroną

Krótki żywot litewskiego szlachcica szybko oplotła legenda. Postarali się o to Adam Mickiewicz (w „Panu Tadeuszu" niezłomny poseł jest wspomniany aż w ośmiu miejscach!) oraz Henryk Rzewuski, który w bestsellerowych „Pamiątkach Soplicy" przedstawił swego krewniaka jako wzór patrioty. Historycy nie znaleźli w biografii naszego bohatera niczego kompromitującego. Owszem, Reytanowie byli klientami Radziwiłłów, a konkretnie Karola „Panie Kochanku", do którego przylgnęła łatka pijaka i facecjonisty. Mniej znany jest fakt, że wojewoda wileński czynnie przeciwstawiał się rosyjskiemu dyktatowi i z tego powodu dwukrotnie musiał szukać schronienia za granicą. W niechęci do wschodniego sąsiada Reytan prześcignął swego patrona. Jeśli wierzyć Rzewuskiemu, zerwał zaręczyny, odkrywszy, że w rodzinnym domu ukochanej na ścianie wisi portret cara Piotra Wielkiego. Nadszedł krytyczny rok 1773. Kandydowanie w wyborach do Sejmu było debiutem 30-letniego szlachcica z Hruszówki na wielkiej scenie politycznej. Jak wszyscy wiedział, co się święci. Kraj był okupowany, umowy rozbiorowe zawarte. Teraz gra toczyła się o to, by Polacy sami założyli sobie pętle na szyje, sankcjonując utratę jednej trzeciej terytorium państwa. Król Stanisław August zarzekał się, że cesji nie podpisze, a Senatu i Sejmu nie zwoła, lecz naciskany przez Rosję dawał do zrozumienia, że gotów jest skapitulować w zamian za spłatę długów i zgodę sąsiadów na „dobry rząd". „Panuje tu powszechne przekonanie, iż niepodobną jest rzeczą, aby uczciwy człowiek przyjął mandat poselski" – raportował z Warszawy poseł saski Jan Aloy. Niektóre województwa odmówiły wybrania parlamentarzystów. Na obrady dotarło zaledwie 30 senatorów. Reżyser rozbiorowego spektaklu, rosyjski ambasador Otto von Stackelberg, chcąc uniknąć niespodzianek, zarządził, by Sejm obradował pod węzłem konfederacji. Przedstawiciele najpotężniejszych magnackich rodów nie chcieli sobie brudzić rąk, więc na jej czele stanął kuchmistrz koronny Adam Poniński – znany hazardzista i jurgielitnik. Plan był taki, by 19 kwietnia, natychmiast po inauguracji obrad, przekazać laskę marszałkowi konfederacji, czyli Ponińskiemu. Zdrajców spotkała jednak przykra niespodzianka. Kilkunastu posłów, powołując się na królewskie uniwersały, obiecujące „sejm wolny", odmówiło uznania samozwańczego marszałka. Wszczął się tumult i Poniński musiał zrejterować. Sytuacja powtórzyła się dnia następnego. Rozumowanie patriotów było proste: skoro nie można rozbiorom zapobiec, należy je przynajmniej zdelegalizować. Na czele protestu oprócz Reytana stał drugi z posłów ziemi nowogródzkiej Samuel Korsak oraz delegaci sejmiku łęczyckiego. Wobec niepokornych parlamentarzystów próbowano zastosować metodę kija i marchewki. Kanclerz Andrzej Młodziejowski przez pośredników wzywał Reytana, żeby się uspokoił, zachorował lub wyjechał z Warszawy, gdyż inaczej spotka go „wielkie nieszczęście". Poniński oferował mu dwa tysiące dukatów, „by nie bruździł". Poseł w rewanżu zaproponował adwersarzowi pięć tysięcy, jeśli „zrzeknie się laski i zdrady". Widząc, że nic nie wskóra, Poniński oskarżył Reytana o wszczynanie rozruchów w Izbie, a sąd konfederacki skazał go na konfiskatę dóbr i wygnanie z kraju. Stackelberg, chcąc uniknąć sytuacji, w której Polacy budziliby współczucie w Europie, nie zdecydował się na zastosowanie siły. Liczył, że opozycjoniści skruszeją. Tymczasem szantażem, przekupstwem i groźbami pozyskiwano kolejnych posłów. Gdy Korsak i towarzysze proponowali przyjęcie laski marszałkowskiej parlamentarzystom z dłuższym stażem, nie zgodził się żaden.

Ostatni Rzymianin

Do przesilenia doszło 21 kwietnia. Kiedy wysłannik Ponińskiego, ekskonfederata barski Marcin Lubomirski, znowu odroczył obrady, Rejtan usiłował powstrzymać wychodzących kolegów. Z okrzykiem „Idźcie na śmierć i potępienie wieczne, depczcie to łono, które się zastawia za całość i swobody wasze!" (według innej wersji: „Zabijcie mnie, zdepczcie, lecz nie zabijajcie ojczyzny!") położył się w drzwiach. Inaczej niż u Matejki, nie stali za nim rosyjscy grenadierzy, lecz wspierająca patriotów publiczność. Posłom pomagała zaś w ewakuacji straż marszałkowska. Wkrótce w sali zostali tylko Rejtan, Korsak i reprezentant województwa mińskiego Stanisław Bohuszewicz. Ten pierwszy bodaj w historii Polski strajk okupacyjny (i głodowy, bo protestujący odmówili przyjęcia przysłanych przez króla smakołyków) trwał 36 godzin. Następnego dnia gruchnęła wieść, że Stanisław August oraz obecni w Warszawie senatorowie przystąpili do konfederacji. Dalszy opór nie miał sensu. Stackelberg meldował carycy: „Rejtan i jego priwierżency ispugalis i prosjat miłosti – wsio spokojno". Protest kilku politycznych żółtodziobów nie mógł uratować Polski, ocalił jednak – kompletnie wówczas zszarganą – reputację Polaków. Żona elektora Palatynatu Karola Teodora komentowała z uznaniem, że Reytan „mężnie jak Rzymianin o swoją wolność obstaje". Postawa posła imponowała nawet zaborcom. Rosyjski generał Aleksander Bibikow powiedział ponoć, że należałoby „ze wszystkich zdjąć ordery, a na niego je włożyć". Pruski generał Lentulus (który wcześniej domagał się aresztowania Reytana) zaproponował mu ochronę przed zbirami Ponińskiego. Poseł nieopatrznie się zgodził, co bardzo zdegustowało króla. Stanisław August, który przed podpisaniem zgody na rozbiór wygłosił mowę zaczynającą się od słów: „fałszywy blask źle rozumianego heroizmu nie olśniewa mnie", miał giętki kręgosłup. W 1790 roku, gdy na krótko zbiegały się drogi monarchy i narodu, kazał wmurować w sali sejmowej marmurową tablicę sławiącą Reytana i zamówił jego portret do galerii zasłużonych Polaków. Wyrok sądu konfederackiego został anulowany. Mimo to pan Tadeusz wycofał się z życia politycznego. Używając słów Rzewuskiego, „rozum jego rozbił się, przywalony sromotą publiczną". Czasem jednak wracała mu trzeźwość umysłu, skoro napisał dzieło „O moim posłowaniu" oraz sygnował dokumenty majątkowe. 8 sierpnia 1780 roku „polski Katon" popełnił samobójstwo. Do desperackiego czynu pchnął go podobno widok rosyjskiego generała wysiadającego z powozu. „Co zdrajcy własnej ojczyźnie wydzierając wnętrzności zrobili, on z siebie samego je wypruł i tak nieszczęśliwy zakończył życie" – komentowali rodacy.

Bohater na ciężkie czasy

Obraz „Rejtan – Upadek Polski" wywarł na współczesnych Matejce piorunujące wrażenie. 28-letni malarz, pod wpływem swego przyjaciela, konserwatywnego historyka Józefa Szujskiego, głosił konieczność narodowego rachunku sumienia. Po wizycie w galerii oburzona księżna Izabela Sanguszko pytała: „Któż to kupi? Chyba Moskale?". „Kupili żywych, mogą i umarłych kupić" – odparował malarz. Protesty ucichły, gdy na Wystawie Światowej w Paryżu autora obrazu nagrodzono medalem. Ekspresja, rysunek i układ postaci podobały się publiczności, która jednak kompletnie nie rozumiała, co się dzieje na płótnie. Objaśniający komentarz Szujskiego wydrukowano tylko w języku polskim. „Najmniej udana jest główna figura dramatu – Reytan, ukazany w pozie gwałtownej, ale nieokreślonej, jak opętany lub pijany" – ocenił jeden z francuskich recenzentów. W ojczyźnie kult posła jednak rozkwitał. Konterfekt Reytana z albumu „Gwiazdy myśli polskiej", wydanego w Lublinie w 1917 roku, z rysów dziwnie przypominał Józefa Piłsudskiego. Cztery lata później posiedzenie Sejmu niepodległej już Rzeczpospolitej zakłócił ziemianin Henryk Grabowski. Krzycząc „Hańba, cień Reytana jest przed wami, Ponińscy!", rozrzucił z galerii dla publiczności ulotki protestujące przeciw „nowemu rozbiorowi Polski", czyli ratyfikowaniu traktatu pokojowego z Sowietami. Nic nie wskórał, a w dodatku ukarano go grzywną w wysokości 10 marek polskich. Co ciekawe, Grabowski był prawnukiem Reytana po kądzieli. Poseł z Hruszówki stał się legendą, której naród potrzebował. Czy potrzebuje jej nadal? Dzisiejsi Polacy chętnie przyjmują pozy obrońców zagrożonej wolności, co tylko potwierdza, jak mocno idea widowiskowego protestu jest zakorzeniona w naszej kulturze. Łatwo ją krytykować lub nawet wykpiwać, trudniej odmówić etycznego uzasadnienia. Kuratorka krakowskiej wystawy Małgorzata Buyko podkreślała uniwersalny aspekt rejtanizmu. Dramat jednostki przeciwstawiającej się złu, nawet wyjęty z historycznego i politycznego kontekstu, nie traci swej mocy. Tak jak złota moneta, którą mistrz Matejko namalował pod stopami Ponińskiego, jest czytelnym dla każdego symbolem korupcji. Kwiecień 2012 Jacek Kaczmarski, "Reytan, czyli raport ambasadora"
Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA