fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Firma

Złota akcja: anachronizm czy konieczność

Uczestnicy debaty „Rz” zgodzili się, że ustawę o „złotym wecie” trzeba zmienić
Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Nieefektywne, przejściowe, niedoskonałe. A nawet martwe - tak uczestnicy debaty "Rzeczpospolitej" określają obecnie obowiązujące przepisy o szczególnych uprawnieniach skarbu państwa w niektórych spółkach.
Michał Chyczewski: - Złota akcja jest mechanizmem niedoskonałym. Jej najistotniejszą wadą jest brak bezpośredniego odniesienia do kwestii, która powinna być bardzo mocno zaakcentowana w tego typu rozwiązaniach, czyli kontroli potencjalnych przejęć. Skutkiem ubocznym jest zniechęcanie do angażowania się w spółki uchodzące za strategiczne wszystkich inwestorów, nie tylko tych, do których można by mieć zastrzeżenia. Ten mechanizm wpływa negatywnie na wycenę spółek i budzi kontrowersje w Komisji Europejskiej. W większości przypadków kraje, które próbowały stosować mechanizm złotej akcji, ponosiły porażkę przed Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości.
Niemniej jednak, mimo tych wszystkich zastrzeżeń, w określonych, wyjątkowych sytuacjach złote weto może się sprawdzać. Chodzi np. o bezpieczeństwo energetyczne kraju. W tym przypadku należy rozważać wzmocnienie kompetencji nadzoru ministra skarbu. Uważam, że w tak wyznaczonych ramach można mówić o stosowaniu zapisów dotyczących złotej akcji. Co więcej, myślę, że stosunek Komisji Europejskiej w stosunku do tego typu rozwiązań w zakresie bezpieczeństwa energetycznego jest mniej radykalny niż do bardzo szeroko rozumianego mechanizmu, który może rzeczywiście prowadzić do ograniczenia swobody przepływu kapitału, co zarzuca nam Komisja.
Każdy będzie prowadził własną politykę, bo nie sądzę, by do czasu gdy pojawi się realna alternatywa choćby w postaci zagwarantowania wspólnej polityki energetycznej bądź ochrony przed wrogimi przejęciami, rządy państw członkowskich zechciały się wyzbyć się tej jedynej możliwości powiedzenia ostatecznie "nie" w sytuacji kryzysowej.
Dyskusyjna jest oczywiście lista spółek objętych tymi uprawnieniami i same uprawnienia. To podlega dyskusji i służy nieustannemu przeciąganiu liny między krajami członkowskimi a Komisją.
Jacek Socha: – Obecnie obowiązująca ustawa o szczególnych uprawnieniach skarbu państwa w niektórych spółkach kapitałowych, uchwalona w okresie, kiedy byłem ministrem skarbu, została napisana po to, by w Polsce dokończyć procesy prywatyzacyjne. Po kilku latach jej obowiązywania mogę powiedzieć, że jeszcze nie miała okazji się w pełni sprawdzić.
Prywatyzacja stała się w Polsce nie tylko problemem ekonomicznym, ale i kwestią polityczną, co w praktyce doprowadziło do jej zahamowania. Jeśli mówimy, że ta ustawa może mieć wpływ na wycenę spółek w zarządzaniu którymi ma udział skarb państwa, musimy wziąć pod uwagę poziom dyskonta, który występuje obecnie na giełdzie w odniesieniu do tych spółek.
Skarb państwa ma wpływ na szereg firm i jak widać niewiele się w związku z tym dzieje. Również w spółkach strategicznych były podejmowane decyzje o sprzedaży udziałów. W szczelny sposób są w ustawie zapisane punkty chroniące właśnie interes skarbu państwa, jeżeli chodzi o kwestię kontroli czy przejęcia. Ustawa nie została jednak do końca wykonana, dlatego nakłada na ministrów poszczególnych rządów obowiązek opracowania polityki, określającej co oznacza ewentualne bezpieczeństwo publiczne.
Jeśli rząd polski będzie wiedział, jak ma wyglądać jego polityka w poszczególnych ważnych sektorach gospodarki, będzie też wiedział, na czym polega ewentualne zagrożenie i mógł określić, jakie zadania w tym kontekście będą mieć obserwatorzy w spółkach, gdzie skarb państwa chce mieć możliwość współdecydowania czy blokowania niekorzystnych decyzji. Dopiero wynikiem takiej polityki określonej przez ministrów i rząd jest stworzenie listy spółek objętych ustawą.
Stanisław Sołtysiński: - Jestem zwolennikiem zasady: jedna akcja, jeden głos, wprowadzonej do kodeksu spółek handlowych. Obecną ustawę traktuję jako swego rodzaju aspirynę, która sama w sobie nie jest zdrowa, ale używa się jej jako remedium na nagły ból głowy. W tej ustawie złota akcja została dopasowana do możliwości, jaką stwarzało ówczesne prawo unijne. Chodzi w zasadzie o tylko jeden precedens, w którym złota akcja została uznana za zgodna z prawem unijnym - Komisja Europejska przeciwko Belgii. Natomiast złota akcja ma znaczenie znacznie szersze.
Chodzi o wszelkie instrumenty, w których mamy do czynienia z istotną dysproporcją między wkładem kapitałowym a prawem decydowania o sprawach spółki. W zakresie, w jakim prawo unijne dało możliwość korzystania ze złotej akcji, nie można było rozbudować i umocnić instrumentu chroniącego przed tzw. wrogim przejęciem w rozumieniu politycznym.
Natomiast ustawa o złotej akcji jako instrument umożliwiający kontynuowanie prywatyzacji miała i ma nada sens. W Wielkiej Brytanii złota akcja nadal istnieje w ponad 23 przedsiębiorstwach i choć Wielka Brytania przegrała jeden taki proces, w wyniku badan empirycznych nie zauważono, by istniał jakiś widoczny negatywny wpływ na inwestycje w takich spółkach, jeśli są należycie zarządzane i przynoszą zyski.
Złota akcja została wynaleziona przez rząd Margaret Thatcher i nadal jest najszerzej wykorzystywana w Wielkiej Brytanii. Niezależnie od tego, że powinna panować zasada jedna akcja, jeden głos i że tego rodzaju przywileje budzą istotne zastrzeżenia, każdy rząd, który podejmuje się prywatyzacji musi uwzględnić potrzebę posiadania tego prostego środka uśmierzającego ból.
Maciej Mataczyński: -Ta ustawa jako jedna z niewielu w Polsce była pisana pod kątem prawa europejskiego i orzecznictwa ETS, by mogła spełniać wszystkie standardy. A została zakwestionowana właśnie przez Komisję Europejską, która wszczęła postępowania dotyczące niezgodności ustawy z Traktatem. Jest przecież kilka gorszych przykładów niezgodności przepływu kapitału.
Trzeba jednak rozróżniać kilka problemów. Pierwszym, podstawowym jest postulat wprowadzenia w calej Europie, dla wszystkich inwestorów zasady: jedna akcja jeden głos. Co do tego komisja poniosła spektakularną porażkę. Teraz cała energia kieruje się na to, co jeszcze można osiągnąć, czyli ograniczenia uprawnień państwa.
Maciej Mataczyński: - Złota akcja jest rozwiązaniem na okres przejściowy. Docelowym jest prywatyzacja i pozostawienie państwa jako pełnego właściciela spółek, które uznajemy za strategiczne, przy rozsądnym podejściu do tej strategiczności. Ja bym widział na tej liście mniej niż 10 spółek.Trzeba pamiętać, że zasada jedna akcja jeden glos, uchodzi za wyrastającą z amerykańskiej struktury korporacyjnej i forsowana głównie przez amerykańskie fundusze inwestycyjne. Prowadząc badania w tej materii, odnalazłem oferty publiczne znanych spółek, np. Yahoo, gdzie jest tysiąc głosów na 1 akcję. Konsensus co do zasady jeden głos jedna akcja jest swego rodzaju mitem. Istnieją też pewne interesy i o nich trzeba pamiętać.
Paweł Szałamacha: - Polska znajduje się w regionie, który nie wszystkie ważne państwa uważają za dookreślony geopolitycznie. To, że my uważamy się za takowy, nie znaczy, że nasze zdanie do końca podziela np. Rosja. W związku z tym lista polskich spółek objętych "złotym wetem" będzie pochodną tych czynników. Moim zdaniem Komisja Europejska powinna wziąć te szczególne warunki pod uwagę.
Michał Chyczewski: - Pan minister Szałamacha wspomniał o potrzebie budowania silnych struktur gospodarczych, mówiąc o kwestii kontroli przejęć. Ta ustawa tak naprawdę nie ma z tym nic wspólnego, i niestety ma ten skutek uboczny, że może zniechęcać wszystkich inwestorów, niezależnie od szacunków tej negatywnej premii, wliczanej w cenę spółek akcyjnych.
Jacek Socha: - Jeżeli nie ma prywatyzacji i skarb państwa nie rezygnuje istotnie z procentowego udziału w spółkach które w tej chwili posiada, to ustawa jest niepotrzebna i martwa. Nie widzę też nic złego nawet w uchyleniu tej ustawy i zawarciu jej elementów w ustawie o nadzorze właścicielskim. Choć nie wiem, czy akurat nadzór właścicielski jest właściwym tropem, bo nie jest się właścicielem mając jedną akcję w spółce, która ma istotne znaczenie dla bezpieczeństwa Polski w jakimś sektorze.
Jeśli chodzi o poszerzanie tej listy np. o porty lotnicze, to np. akurat londyński Heathrow został kupiony przez Hiszpanów. Skoro hiszpańska spółka w tej chwili jest właścicielem największego lotniska w Wielkiej Brytanii, to znaczy, że procesy zmiany struktury właścicielskiej zachodzą nawet w tym sektorze, który miałby ewentualnie być dopisany do listy. Postawię zresztą taką tezę, że gdyby porty lotnicze w Warszawie były prywatne to Terminal 2 na Okęciu byłby oddany do użytku pewnie dwa lata temu.
Ustawa o złotym wecie jest narzędziem do prywatyzacji. Jeżeli nie prywatyzuje się, jest martwa i będzie martwa, bo nikt nie będzie potrzebował zawartych w niej rozwiązań. Natomiast gdyby się okazało, że w wymienionych w niej sektorach minister skarbu decyduje się na zejście do pakietów mniejszościowych lub w ogóle pozbycie się swojego pakietu oprócz jednej akcji, to wtedy rzeczywiście życie wymusi przygotowanie polityki państwa w danym sektorze. Wtedy może się okazać, że trzeba powołać obserwatora który będzie miał określone zadania do zrealizowania.
Tak została przygotowana ta ustawa i w związku z tym można nawet powiedzieć, że może jej przyjęcie było przedwczesne. Może nie jesteśmy jeszcze na tym etapie transformacji i prywatyzacji, by ruszyć ze sprzedażą udziałów skarbu państwa w spółkach z najwrażliwszych sektorów. Może więc lepiej zostawić to narzędzie. Niech ono sobie leży w szafie, a jeśli kiedyś ktoś będzie go potrzebował, to po nie sięgnie. Nie wiem, czy warto od razu wyrzucać do kosza rozwiązania, które ma pewien sens, racjonalność i jest stosowane w innych krajach Unii. Może się okazać, że dotkliwie odczujemy jego brak.
Michał Chyczewski: - Nie powiedziałem, że chcemy tę ustawę wyrzucić do kosza. Powiedziałem tylko, że chcemy ją naprawić. Trzeba ją naprawić, bo spór z Komisją Europejską jest na takim etapie, że nawet gdyby trafił przed ETS, to i tak ostatecznym rezultatem byłaby konieczność modyfikacji ustawy.
Mam wątpliwości, czy jest to tak dobre narzędzie do prywatyzacji spółek z wrażliwych sektorów gospodarki. Kontrola jest tu powiązana mimo wszystko z własnością skarbu państwa i raczej nie byłaby bardzo skuteczna w wersji zdefiniowanej w ustawie.
Krzysztof Szwedowski: – W PKN Orlen jeśli pojawiają się jakieś głosy ze strony inwestorów, to pojedyncze. Przykład lotniska Heathrow wskazuje na to że regulacja złotej akcji, złotego weta jak ją nazwiemy, powinna funkcjonować w oderwaniu od udziału państwa w tym przedsięwzięciu. Państwo powinno oddziaływać jako imperator nie jako właściciel czy udziałowiec, tylko z racji tego że ma pewne funkcje do spełnienia jako państwo. W związku z tym kierunek w którym zapisy dotyczące złotego weta miałyby stać się elementem nadzoru właścicielskiego, nie wydaje się najlepszy, bo to prowadzi do dalszego pomieszania tych dwóch instytucji. A obserwatorzy są potrzebni dlatego, że przedstawiciele skarbu w spółkach mają problem, wobec kogo mają zadbać się lojalnie: wobec spółki czy wobec skarbu. A obserwator przynajmniej stwarza jasność sytuacji że to jest przedstawiciel skarbu z określonymi uprawnieniami niezależnie od ustawy, także w zakresie ochrony informacji, tajemnicy przedsiębiorstwa, dostępu do informacji. Wymieszanie funkcji obserwatora i reprezentanta skarbu państwa stwarza sporo problemów.
Michal Chyczewski: - Zgadzam się z tym, że ustawa działa tylko w bardzo ograniczonym zakresie. To wiąże się z pewnymi określonymi konsekwencjami i ryzykami, czyli z nieważnością niektórych decyzji podejmowanych przez spółkę w sytuacjach opisanych w ustawie. Do takich spółek jak Orlen podchodzimy z dużą ostrożnością. Wolimy dmuchać na zimne, by nie uznano jakiejś czynności za nieważną. Nie ma obserwatorów. Ustawa jest stosowana tylko w tym zakresie, w jakim organ spółki przesyła do skarbu państwa określone decyzje lub podjęte uchwały o zamiarze rozporządzenia mieniem. W takim wymiarze i w ograniczonym zakresie obowiązuje ta ustawa. W praktyce największym problemem jest określenie roli, w jakiej występuje skarb państwa: jako właściciela czy jako imperatora. Odmienne traktowanie ministra Skarbu Państwa jako akcjonariusza stanowi problem szczególnie w spółce giełdowej, gdzie niezwykle istotne jest równe traktowanie wszystkich akcjonariuszy.
Stanisław Sołtysiński: - Chcę podkreślić, że wszelkie odstępstwa od zasady jedna akcja, jeden głos nie są pozytywnie oceniane przez inwestorów i to wprowadza pewien element braku przejrzystości. To jest raczej pewnik. Niektóre największe amerykańskie firmy mają regulaminy zakazujące im inwestować w spółki, w których ta zasada nie jest przestrzegana.
Złota akcja jest dosyć brutalnym odstępstwem od zasady jedna akcja, jeden głos, ale dotyczy próby zaadresowania obaw dotyczących interesu publicznego, dumy narodowej i innych, z którymi muszą uporać się rządzący. Jedną z najważniejszych kwestii, o której już była mowa, jest ochrona spółek strategicznych przed wrogim przejęciem i tego ta ustawa tylko pośrednio dotyczy. Ona jednak ułatwiała i wzmacniała mechanizm, jakim jest ograniczenie maksymalnej puli głosów. Skarb państwa zachowuje sobie powiedzmy 30 proc. i nikt więcej nie może tych głosów wykonywać.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA