fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Religia i wiara a swoboda wypowiedzi

Marek Derlatka - adwokat, starszy wykładowca w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Sulechowie
Rzeczpospolita
Trudno uznać naigrawanie się z przedmiotu kultu ponad 2 mld ludzi za realizację swobody wypowiedzi – polemizuje adwokat Marek Derlatka
Budowanie wizerunku na skandalu staje się normalnym sposobem funkcjonowania w branży rozrywkowej, aspirującej do artystycznej. Niekiedy korzysta się z podobnych metod przyciągnięcia uwagi, atakując identyczne dobra prawne. Jednym z nich są uczucia religijne. Publiczne podarcie Biblii czy określenie jej autorów jako „naprutych winem i ziołami" ewidentnie obraża uczucia religijne chrześcijan, dla których Biblia to Pismo Święte, napisane przez ludzi pod natchnieniem Ducha Świętego.
Wbrew temu co twierdzi adw. K. Stępiński (Topienie wiedźmy", „Rz" z 25 czerwca 2012 r.), przedmiotem ochrony art. 196 kodeksu karnego nie jest Bóg. Są nim uczucia religijne, a nie ochrona samego bóstwa – Boga, który przecież jej nie potrzebuje, jak uważa R. Paprzycki (Czy bluźnierca jest przestępcą..., Palestra 2008/5-6). Podobne stanowisko zajmują komentatorzy kodeksu karnego W. Wróbel i K. Kozłowska-Kalisz. Bóg jest przedmiotem czci religijnej, a dopiero prawo do ochrony uczuć religijnych jest przedmiotem ochrony art. 196 k.k. To zasadnicze rozróżnienie przedmiotu ochrony i przedmiotu (podmiotu) czci religijnej pozwala skupić się na realnym prawie człowieka, które może zostać naruszone i może wymagać ochrony ze strony państwa, a nie oferować Bogu ułomnej ochrony kodeksowej. Uznanie Boga za przedmiot ochrony jakiegokolwiek przepisu ludzkiego prawa jest przejawem zadufania człowieka, któremu wydaje się, że Bóg może potrzebować jego pomocy. Natomiast normalną rzeczą jest, że takiej pomocy ze strony instytucji państwowych potrzebuje człowiek wierzący, urażony czynem innej osoby, okazującej publiczne lekceważenie i pogardę przedmiotowi czci danego wierzącego. Nie wystarczy tutaj powołanie się na przepis o zniewadze, albowiem wolność religijna stanowi odrębną kategorię wolności, którą należy oddzielić od samej godności człowieka.
Poszukiwanie „mądrego", jak pisze K. Stępiński, do wniesienia kasacji od wyroku skazującego za obrazę uczuć religijnych nie jest konieczne, albowiem wyrok ten – przynajmniej w ogólnym, znanym z mediów zakresie odpowiada normie wyrażonej w art. 196 k.k. Ochrona uczuć religijnych wchodzi w zakres ochrony podstawowych praw i wolności osobistych zagwarantowanych w Konstytucji RP oraz Europejskiej konwencji praw człowieka i podstawowych wolności z 4.11.1950 r. Nie wiadomo, z jakiego powodu podatnicy mają się obawiać wyroku Trybunału w Strasburgu, skoro stoi on na straży nie tylko praw prowokatorów i skandalistów, lecz także zwykłych ludzi, w tym chrześcijan. Poza tym trudno uznać, że naigrywanie się z przedmiotu kultu 2,5 miliarda wiernych stanowi realizację swobody wypowiedzi.
Nie jest trafnym argumentem przemawiającym na korzyść sprawcy przestępstwa z art. 196 k.k. fakt, iż „Biblia stanowi obowiązkowe wyposażenie każdego pokoju w amerykańskim hotelu i niejedno widziała". Popularyzacja Biblii, umożliwienie jej czytania gościom hotelowym to praktyka godna pochwały. W żaden sposób nie da się porównać tego z publiczną wypowiedzią skandalistki o zamroczonych używkami autorach Pisma Świętego. Właśnie dlatego, że tak określa się Biblię, należy zagwarantować ochronę tym, których uczucia religijne zostały urażone. Nie można odmówić tej ochrony tylko dlatego, że przedmiot czci religijnej jest najpopularniejszą księgą świata. Taki sposób rozumowania prowadziłby do tego, że odmówilibyśmy traktowania jako budynki sakralne kościołów używanych w czasie wojny jako magazyny, noclegownie.
Autor jest adwokatem, starszym wykładowcą w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Sulechowie
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA