fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Styl życia

Lodowa ikona

Zuzanna Dąbrowska
Masa lodu grubości 170 m i powierzchni Warszawy. Od jej czoła odrywają się góry lodowe i z hukiem walą się do wody. To lodowiec Perito Moreno – symbol Patagonii.
 
Perito Moreno spływa z południowych Andów ponad 30-kilometrowym jęzorem lodowcowym do jeziora Argentino, póki nie oprze się o przeciwległe wzgórza. To właśnie w tym miejscu gromadzą się turyści, by podziwiać jego potęgę. Stojąc naprzeciw lodowca z odległości kilkudziesięciu metrów, można objąć wzrokiem całą ścianę frontową wraz z jej niesamowitą rzeźbą lodową. Petito Moreno onieśmiela swoim ogromem. Jego czoło jest wyższe niż 20-piętrowy wieżowiec, a jęzor lodowcowy ma aż 5 kilometrów szerokości. Robi to tym większe wrażenie, że cała ta niesamowita masa lodu napiera wprost na obserwatora.

Syzyfowy marsz

Choć klimat na świecie się ociepla, Perito Moreno nie tylko się nie kurczy, ale jako jeden z nielicznych lodowców na świecie cały czas prze naprzód. I to szybciej niż inne, średnio o 2 metry dziennie. Czoło lodowca, szorując po dnie jeziora Argentino, zanurza się pod taflą wody na ponad 100 metrów i z każdą minutą nieznacznie podnosi poziom wody. Co kilka godzin od ściany czołowej odrywają się monstrualnej wielkości góry lodowe. Bryły lodu wielkości dziesięciopiętrowych wieżowców z hukiem walących się budynków wpadają do wody, tworząc kilkumetrowe fale. W pobliżu lodowca najbardziej zaskakujący jest właśnie dźwięk. I to nie tylko łoskot brył lodowych.
Lodowiec cały czas pracuje. Kiedy stoi się obok, słychać jego oddech. W głębi lodowca szumią strumienie i rzeki żłobiące lód od środka. Co chwila z wewnątrz dobiegają trzaski. Odgłos przypominający pękające gałązki przerywany jest co jakiś czas grzmotem jakby łamanych konarów i walących się drzew. Cały czas gdzieś kapie woda, której w ogóle nie widać.
Lodowiec cały czas maszeruje naprzód. Ale nie może tego robić w nieskończoność. Mniej więcej raz na cztery, pięć lat dochodzi tak daleko, że łączy się z przeciwległym brzegiem jeziora Argentino, tym samym dzieląc je na dwie części. I wtedy nadchodzi koniec jego wędrówki. Poziom wody w obu częściach jeziora zaczyna się podnosić. Wzrasta jednak w każdej z nich z różną prędkością. Różnice mogą sięgać nawet 30 metrów. Tym samym ogromna masa wody napiera na lód, dążąc do połączenia obu części jeziora. Woda drąży lodowiec od środka, krusząc coraz to większe bryły lodowe. Po wielu dniach udaje jej się przebić tunel przez tysiące ton lodu. Wówczas sprawa jest już przesądzona, a Perito Moreno może opierać się najwyżej dwa, trzy dni. Po tym czasie woda przepływająca z obu części jeziora rozrywa czoło lodowca na części, a ten cofa się daleko wstecz. Tylko po to, by znów rozpocząć swą wędrówkę na drugi brzeg jeziora.

Boże pługi

Podobnie jak kilkadziesiąt innych lodowców w południowych Andach, Perito Moreno wypływa z Południowego Lądolodu Patagońskiego. Długie na ponad 350 km pole lodowe, większe niż województwo małopolskie, rozlewa się białą masą śniegu i lodu między najwyższymi szczytami Patagonii. Ilość lodu jest tu tak wielka, że czyni je trzecim największym rezerwuarem wody pitnej na świecie. I właśnie ten fakt prawdopodobnie sprawia, że Południowy Lądolód Patagoński jest zarzewiem konfliktu pomiędzy Chile i Argentyną.
Ponad 100 lat temu oba państwa, ustalając granicę między sobą w Patagonii, użyły dość prostej formuły. Jedna z najdłuższych granic międzypaństwowych na świecie, o długości ponad 5 tys. km biegnie wzdłuż najwyższych szczytów w Andach. Gdy w okolicy nie ma żadnych szczytów, granicę wyznacza dział wodny Oceanu Atlantyckiego i Spokojnego. Tylko gdzie dokładnie leży dział wodny, gdy grube na kilkaset metrów pole lodowe zasila równocześnie lodowce po stronie argentyńskiej i chilijskiej? Rozstrzygnięcie tej kwestii – przed laty, gdy granicę pomagały ustalać Wielka Brytania i Stany Zjednoczone – stało się solą w oku Argentyńczyków, którzy do dziś nie chcą się pogodzić z przyjętą wtedy interpretacją. Co  kilka lat jakiś instytut publikuje nową mapę południowej Patagonii, zmieniając przebieg granic.
Oba narody są wyjątkowo dumne z wszystkich lodowców, które spływają po ich stronie granicy. I jeśli każdy Argentyńczyk będzie zachwalał Perito Moreno, to trudno znaleźć Chilijczyka, który nie będzie pękał z dumy np. z powodu Lodowca Grey w Parku Torres del Paine.
Niemal 200 lat temu Louis Agassiz, wysnuwając rewolucyjną teorię o globalnych zlodowaceniach obejmujących większość naszej planety, porównał wolno poruszające się lodowce do pługów bożych, które zmieniają oblicze Ziemi. Dziś Perito Moreno oraz pozostałe 47 lodowców wypływających z Południowego Lądolodu Patagońskiego wciąż orzą w najlepsze krajobraz Patagonii.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA