fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja i wychowanie

Uczelnie wciąż pobierają zakazane opłaty

Fotorzepa, Szymon Łaszewski Szymon Łaszewski
Studenci płacą za egzaminy poprawkowe i dyplomowe, mimo że od 1 stycznia nie powinni, bo zabrania tego prawo o szkolnictwie wyższym
Parlament Studentów Rzeczypospolitej Polskiej przeanalizował umowy i regulaminy opłat około 60 uczelni.
– Blisko 40 zawiera opłaty za egzaminy poprawkowe i dyplomowe, mimo że od 1 stycznia prawo o szkolnictwie wyższym w art. 99a tego zabrania
– mówi Dominika Kita, przewodnicząca PSRP.

Kreatywne nazwy

Wiele uczelni, aby nie łamać wprost ustawy, zmieniło tytuły opłat. Studenci muszą sfinansować: absolutorium, wypromowanie, przygotowanie egzaminu czy dokumentów związanych z zakończeniem studiów, przechowywanie w archiwum dokumentacji dyplomowej. Cena: od 300 do 1,5 tys. zł. Do PSRP wpływają częściej skargi na uczelnie niepubliczne.
Mirosław Zdanowski, rektor Akademii Finansów w Warszawie, wyjaśnia, że w jego szkole opłaty pobiera się od starszych roczników studentów.
– Umowy określają reguły gry na cały okres studiów. Zgodnie z nimi student zobowiązał się opłacać czesne, ale bez kosztu egzaminów poprawkowych i procedury dyplomowej. Gdybyśmy w wyniku zmiany prawa zafundowali te usługi studentom, stracilibyśmy ponad 1 mln zł i musielibyśmy zamknąć uczelnię – wskazuje.

Kogo dotyczy

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego stoi na stanowisku, że art. 99a dotyczy wszystkich studentów. Część prawników podważa taką interpretację.
– Zgodnie z przepisami przejściowymi ustawy z 18 marca 2011 r. nowelizującej prawo o szkolnictwie wyższym, art. 29 stanowi, że uczelnie mogą pobierać opłaty za egzaminy dyplomowe czy poprawkowe od osób przyjętych na studia w tym roku akademickim lub wcześniej – wyjaśnia adwokat Aleksander Maziarz,  adiunkt w Akademii Leona Koźmińskiego.
Krzysztof Rybiński, rektor Uczelni Vistula, dodaje, że za wprowadzenie katalogu opłat zakazanych płacą dobrzy studenci, którzy nigdy nie przystąpią do poprawek.
Dominika Kita uważa, że ukończenia studiów nie można uzależniać od wniesienia opłaty za egzamin dyplomowy. Jest to element studiów zawarty w czesnym.

Katalog pozytywny

Waldemar Tłokiński, przewodniczący Konferencji Rektorów Zawodowych Szkół Polskich, uważa, że wprowadzenie zakazu bez wystarczającego vacatio legis postawiło szkoły utrzymujące się tylko z czesnego w trudnej sytuacji finansowej i spowodowało bałagan. Jego zdaniem resort powinien opracować nowelizację prawa o szkolnictwie wyższym ze wspólną listą opłat, które mogą pobierać uczelnie publiczne i niepubliczne. Wszystko wskazuje na to, że takie rozwiązanie zaproponuje powołany przez minister Barbarę Kudrycką zespół ds. zmian w prawie.
opinia
Robert Pawłowski, rzecznik praw studentów
Jak widać, wprowadzenie katalogu opłat zakazanych nie jest dobrym rozwiązaniem, ponieważ prowokuje do kreatywności. Zresztą to, że uczelnie wymyślą nowe tytuły opłat, przewidywałem jeszcze podczas prac w Sejmie nad nowelizacją prawa o szkolnictwie wyższym. Dlatego ważne jest, aby wprowadzić katalog opłat dozwolonych. Ustawa powinna określać jedyne dopuszczalne sytuacje, w których uczelnie, zarówno publiczne, jak i niepubliczne, mogą pobierać opłaty. Na razie jednak art. 99a obowiązuje. Studenci, którzy mimo to zapłacili za egzamin poprawkowy czy dyplomowy, mogą dochodzić ich zwrotu przed sądem cywilnym jako pobranych bezprawnie.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA