fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Trwa sądowy spór o Tigera

Zeznania świadków jasno wskazały, jaki mechanizm nieuczciwej konkurencji wprowadziła firma FoodCare i że to Dariusz Michalczewski jest wartością marki – powiedział „Rz" mec. Paweł Podrecki.
Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Ile Michalczewskiego, a ile spółki FoodCare w puszce z topowym napojem energetycznym? To jeden z dylematów, na jaki skazali gdański sąd świadkowie stron, którzy przez dwa kolejne dni zeznawali w procesie o prawa do Tigera
Przebieg kolejnej rozprawy w kluczowym dla rynku napojów energetycznych procesie, który toczy się przed Sądem Okręgowym w Gdańsku, znów potwierdził, że spór o Tigera należy nie tylko do najgłośniejszych, ale i najbardziej skomplikowanych w branży.
Przypomnijmy: pozew o nieuczciwą konkurencję przeciwko spółce FoodCare złożyła Fundacja Darka Michalczewskiego „Równe szanse". FoodCare i fundacja, to byli partnerzy biznesowi, którzy wypromowali i z powodzeniem sprzedawali popularny napój energetyczny „Tiger". Pod koniec 2010 r. Michalczewski zerwał współpracę z FoodCare (twierdzi, że partner zaprzestał przestał mu płacić prowizję) i związał się grupą Maspex. Ta wprowadziła na rynek własną wersję Tigera.
W miejsce Tigera FoodCare wprowadził na rynek napój Black, którego od kilku tygodni reklamuje go inny sławny bokser Mike Tyson. Fundacja Michalczewskiego walczy o całkowite wyeliminowanie marki z obrotu, wskazując, że choć „inteligentnie", to jednak „żeruje ona" na sukcesie „Tigera".
W takim duchu zeznawali w poniedziałek i we w Gdańsku m.in. marketingowcy związani z Maspeksem. Anna Barabasz-Sawińska, która kierowała w tej firmie kampanią nowego „Tigera", przedstawiając sądowi analizę kampanii konkurencyjnego „Blacka" firmy FoodCare, uznała m.in., że FoodCare łamie zasady etyczne pokazując w kampanii outdorowej puszkę „Tigera" rozrywaną pazurem i wyłaniającą się z jej wnętrza puszkę „Blacka". - Wraz z hasłem „Oryginalny smak w nowej puszce" miało to tworzyć jasny komunikat skierowany do konsumentów „Tigera" – mówiła Barabasz-Sawińska. - Że nie ma już Tigera. I że teraz jest „Black".
W odpowiedzi na te zarzuty prawnicy Foodcare pytali zaś, co nieetycznego jest w komunikacie o oryginalnym smaku w nowej puszce, skoro receptura napoju pozostała bez zmian? - Czy konsument sięga po napój, czy opakowanie? - pytała pełnomocnik FoodCare Katarzyna Mossór, przypominając, że Maspex sam kładł na to nacisk rewanżując się hasłem „oryginalny smak w niebieskiej puszce (niebieski to kolor Tigera firmy Maspex).
Drugi dzień rozprawy w okresie przedurlopowym (proces odroczono do września) zdominował spór o wkład w sukces „Tigera". Dominik Doliński, b. członek zarządu FoodCare i jej dyrektor marketingu (zeznawał jako świadek Fundacji Michalczewskiego) powiedział wprost sądowi, że „bez Michalczewskiego nie byłoby „Tigera". - Zeznania świadków jasno wskazały, jaki mechanizm nieuczciwej konkurencji wprowadziła firma FoodCare i że to Dariusz Michalczewski jest wartością marki – powiedział „Rz" mec. Paweł Podrecki. - Jasne jest też, że to FoodCare przyszła do Michalczewskiego, a nie odwrotnie, a także kto komu nie płacił.
Katarzyna Mossór, pełnomocnik FoodCare, widzi to inaczej: - Zaczęliśmy się powoli zbliżać do sedna sprawy, czyli nie tylko tego, czy sukces „Tigera" byłby możliwy bez Dariusza Michalczewskiego, ale przede wszystkim, czy byłby możliwy bez pieniędzy i potencjału handlowego firmy FoodCare.
Z zeznań, jakie złożył Paweł Wolnicki, wiceprezes FoodCare  z czasów współpracy z Fundacją Michalczewskiego wynika, że spółka silnie inwestowała w markę. - Tylko w promocję telewizyjną ok. 15 mln zł rocznie – przyznał Wolnicki, który przypomniał, że prowizja Michalczewskiego wynikająca z umowy wynosiła 1,5 proc. kwoty przychodów z „Tigera" rocznie. Te zaś oszacował na ok. 200 mln zł.
Spor o wielkie pieniądze i udział w rynku napojów energetycznych toczy się nie tylko w sądzie w Gdańsku, ale też w Krakowie.  W maju  tego roku tamtejszy sąd okręgowy oddalił z kolei pozew Dariusza Michalczewskiego przeciwko FoodCare o zakazanie używania przez FoodCare oznaczenia Tiger. - Sąd wówczas słusznie uznał, że  nie można ograniczyć nam praw do korzystania z własnych znaków towarowych, nawet jeśli ten znak zawiera słowo „Tiger".
Źródło: ekonomia24
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA