fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo autorskie

Prawo autorskie: Kradzież programu komputerowego jak paliwa

O prawnych i organizacyjnych narzędziach walki z naruszeniami praw własności intelektualnej wiceprzewodniczący organizacji Anti-Counterfeiting Group, Chris Oldknow, rozmawia z Pawłem Rochowiczem
Podróbki towarów towarzyszą nam wszędzie. Nawet na tak prestiżowej imprezie jak piłkarskie mistrzostwa Euro 2012 zatrzymano szaliki i koszulki z podrabianym logo UEFA.
Chris Oldknow, wiceprzewodniczący organizacji Anti-Counterfeiting Group: Zapewne nie można zupełnie tego wyeliminować. Jakiś margines towarów podrabianych zawsze będzie obecny na rynku. I zawsze będzie to oznaczało straty dla właścicieli podrabianych marek.
Mamy dobre prawo przeciwdziałające podrabianiu towarów, mamy policję i celników, którzy zajmują się zwalczaniem tego nielegalnego procederu. Co więc jeszcze trzeba zrobić, by ograniczyć to zjawisko?
Zalew rynku podróbkami jest wynikiem globalizacji. Już od wczesnych lat 90. światowe firmy – właściciele cenionych marek – tworzyły porozumienia zapobiegające naruszeniom praw własności intelektualnej. Zresztą był to jeden z celów stworzenia Światowej Organizacji Handlu. Ale równocześnie rozwinęły się międzynarodowe sieci przestępcze, które miały dokładnie odwrotne cele. Biorąc pod uwagę ogromne ilości towarów, jakie są przewożone przez granice, nie jest możliwe znalezienie uniwersalnego i stuprocentowo skutecznego narzędzia, które zapobiegłoby podróbkom. Tym bardziej że handel na rynku europejskim odbywa się bez granic, a właśnie podczas kontroli granicznej łatwiej służbom celnym zatrzymać takie towary. Co więcej, czasem naprawdę trudno wykryć podróbki. W wypadku wspomnianych przez pana gadżetów dla kibiców czy odzieży znanych marek dość łatwo udowodnić podrabianie. Ale w swojej praktyce spotykam się ze sprawami marek nieprzeznaczonych dla masowego odbiorcy, słabo rozpoznawalnych, które też są w zasięgu piratów. Chodzi np. o systemy gaśnicze albo grzewcze instalowane w budynkach. Podrabiać można wszystko. Co więcej, takie podróbki kupują poważne firmy z brytyjskiego sektora publicznego albo notowane na londyńskiej giełdzie! A zdawałoby się, że właśnie takie powinny świecić przykładem i nie wzmacniać tego obszaru biznesu, w którym dokonuje się przestępczy proceder.
Czy potrzebujemy tak kontrowersyjnych konwencji jak ACTA, by chronić rynek i przedsiębiorców przed naruszeniami praw własności intelektualnej? Europarlamentarzyści nie są skłonni zaakceptować tej umowy.
Niezależnie od tego, jakie będą losy ACTA, rządy krajów europejskich będą musiały szukać odpowiednich rozwiązań, by skutecznie chronić te prawa. Oczywiście ACTA nie jest idealnym narzędziem, ale chcę zwrócić uwagę, że wokół tej umowy narosło wiele nieporozumień. Tak naprawdę jej tekst niemal w całości uwzględnia już istniejące instrumenty ochronne. Porozumienie ACTA ma ułatwiać rządom poszczególnych krajów współpracę w zakresie zwalczania naruszeń praw autorskich. Ale nawet bez tej konwencji rządy będą musiały ze sobą współpracować.
Każdy rozumie, co oznacza „nie kradnij" w świecie rzeczywistym, ale chyba gorzej jest ze zrozumieniem tego przykazania w świecie wirtualnym i stąd protesty przeciw ACTA. A jak pan wytłumaczyłby przeciętnemu człowiekowi, co jest naruszaniem czyjejś własności intelektualnej?
Nie ma prostej odpowiedzi. Ale tak jak w świecie realnym czasem wspólnie używamy różnych rzeczy z rodziną czy sąsiadem. I jeśli sąsiad użyje naszego narzędzia ogrodniczego bez naszego pozwolenia, bo zwykle go za naszą zgodą używa – to czy jest to już kradzież? Niekoniecznie.
Jedną z kwestii budzących wątpliwości wśród prawników zajmujących się ochroną własności intelektualnej jest „dozwolony użytek". Jeśli kupię sobie legalny film na DVD i oglądam go z żoną – to pewnie nie przekraczam granic tego dozwolonego użytku. Ale jeśli zaproszę sąsiadów? Czy da się wypracować jakąś jednolitą międzynarodową definicję?
Jak dotychczas różne kraje, nawet w granicach Unii Europejskiej, przyjęły różne rozwiązania. To wynika po trosze z odmienności systemów prawnych i różnic kulturowych. Oczywiście można – i tak się dzieje – ustalić jakieś reguły odpłatności za używanie filmów czy muzyki dla szerszej widowni. Można też ustanowić zakres wyjątków od zasady odpłatności za rozpowszechnianie chronionych utworów. Z tego, co widzę, wynika, że mamy przed sobą długą drogę uzgodnień między rządami. Nie sądzę jednak, by osiągnięcie porozumienia w tej sprawie było niemożliwe.
A jak pan ocenia postępy Polski w zwalczaniu naruszeń praw autorskich?
Obserwuję sytuację, zresztą nie tylko w Polsce, ale i w Europie Środkowej, od 20 lat. Oczywiście jest znacznie lepiej niż u progu transformacji, to już zupełnie inny kraj. Wciąż jednak macie wiele do zrobienia, skoro 53 proc. rynku oprogramowania komputerowego to produkty nielegalne. Straty oficjalnych producentów oprogramowania wynoszą w Polsce 600 mln dolarów rocznie. W innych krajach też są to znaczące liczby, np. we Francji nielegalne oprogramowanie to 40 proc. rynku. Ale myślę, że nie wszystko sprowadza się do prawa i jego egzekwowania przez kompetentne służby. Potrzebne są tu współpraca biznesu z władzami i odpowiednie uświadomienie przedsiębiorców, że tolerowanie podróbek przynosi straty wszystkim – przedsiębiorcom, budżetowi państwa – oraz że hamuje to wzrost gospodarczy.
Co konkretnie powinniśmy poprawić?
Dobrym krokiem rządu było utworzenie Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji, odpowiedzialnego m.in. za edukację społeczeństwa w zakresie nowoczesnych technologii. To istotne zwłaszcza dla uświadomienia konieczności ochrony własności intelektualnej w zakresie oprogramowania. Jeśli jednak mamy zwalczać piractwo na rynku, to wydaje się, że trzeba położyć większy nacisk na wprowadzanie i egzekwowanie istniejących już reguł prawnych. Trzeba sprawniej wykorzystywać te narzędzia, którymi już dziś dysponują policja, prokuratura, sądy, służba celna i służby skarbowe. Od pół roku istnieją przepisy dające kontrolerom skarbowym prawo sprawdzania legalności oprogramowania podczas wizyt w firmach. Jednak takie operacje są wciąż prowadzone na bardzo niewielką skalę. Aby to prawo zadziałało, potrzebne są działania na skalę znacznie większą.
A więc nie wystarczą naloty policji na stoiska z podrabianymi szalikami?
Nie dziwię się, że takie działania nastąpiły, bo przecież chodzi o prestiż Polski, która organizuje wielką międzynarodową imprezę sportową. Ale używanie nielegalnego oprogramowania i podrabianie znaków towarowych – to zjawiska dziejące się codziennie. Dobrym znakiem było wprowadzenie w służbie celnej systemu Vinci, do którego właściciele znaków towarowych mogą je zgłaszać. Ułatwia to celnikom odróżnianie oryginałów od podróbek. Przydałoby się jednak ustanowienie i wprowadzenie takich systemów nie tylko dla celników. Na wzór najnowszych regulacji, które pojawiły się w USA, zwalczających nieuczciwą konkurencję importerów stosujących nielegalne oprogramowanie, można by wprowadzić reguły dla przedsiębiorców mówiące: jeśli chcesz z nami handlować, jeśli chcesz eksportować swój towar na nasz rynek, to musisz to robić z zachowaniem należytej staranności – chodzi o wyeliminowanie nadużyć własności intelektualnej. Konkretnie: jeśli np. do tworzenia designu swojego produktu używasz nielegalnego oprogramowania, to samo robisz w marketingu czy transporcie – wypadasz z gry, nie będziemy z tobą handlować. Bo konkurujesz nieuczciwie. Dziś trudno wyobrazić sobie poważne firmy transportowe, które do baków swoich ciężarówek nalewają kradzione paliwo. Podobnie jest ze sferą własności intelektualnej – kradzionego oprogramowania nie powinno się używać w poważnym biznesie. Być może regulacje gwarantujące takie reguły rynkowe powinny się pojawić jako prawo Unii Europejskiej.
Zanim to jednak nastąpi, w Polsce powinniśmy raczej egzekwować istniejące przepisy?
Tak, zwłaszcza że instytucje za to odpowiedzialne zdają się nie zawsze być przekonane o tym, jak ważne to zadanie. Często w ich mniemaniu napotkanie w jakiejś firmie pięciu komputerów z nielegalnym oprogramowaniem to rzecz drugorzędna. A przecież zależy nam na budowaniu gospodarki konkurencyjnej, opartej na najnowszych zdobyczach technologicznych i czerpiącej swój wzrost z zastosowania innowacyjnych rozwiązań, wysokiej jakości produktów i uczciwej konkurencji.
Chris Oldknow jest dyrektorem ds. polityki korporacyjnej na Europę w firmie Microsoft Anti-Counterfeiting Group jest międzynarodową organizacją zajmującą się walką z naruszeniami praw własności intelektualnej
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA