fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Styl życia

Religijne okrucieństwo

Fotorzepa, Rob Robert Gardziński
Krytyka uboju rytualnego jest skutecznie utrudniana poprzez określenie jej jako próby dyskryminacji religijnej oraz twierdzenie, jakoby ubój rytualny był bardziej humanitarny niż ubój zaczynający się od pozbawienia świadomości
Za sprawą działań naszego resortu rolnictwa (paradoksalnie odpowiedzialnego za humanitarną ochronę zwierząt) rozwinął się w Polsce niepostrzeżenie spory przemysł produkcji mięsa z uboju rytualnego (ponad 20 rzeźni). Jest to ewidentne pogwałcenie artykułu 34 ustęp 1 ustawy ochronie zwierząt, który stanowi, że Zwierzę kręgowe w ubojni może zostać uśmiercone tylko po uprzednim pozbawieniu świadomości. Odpowiedzialny za to bezprawie jest były minister rolnictwa Wojciech Olejniczak, który w 2004 r. poczuł się upoważniony do wydania sprzecznego z ustawą rozporządzenia i „zadekretował" wyjęcie uboju rytualnego spod działania art. 34 ustawy. Jeżeli ustawa mówi „tylko", to żadnemu ministrowi nie wolno zarządzać „nie tylko". Trudno to określić inaczej niż legislacyjne łobuzerstwo, które w Polsce jest najwyraźniej bezkarne – p. Olejniczak ma się równie dobrze jak ubój rytualny, a nasz resort rolnictwa ma prawo w głębokim poważaniu. Zapytany o komentarz po wstrząsającym reportażu TVN 24 "Fakty o uboju rytualnym" obecny szef tego resortu Marek Sawicki odpowiedział krótko i szczerze: „humanitaryzm jest dla humanistów".

Dyskusja i krytyka uboju rytualnego jest skutecznie utrudniana jako próba dyskryminacji religijnej oraz zaciemniona przez propagandę, jakoby ubój rytualny miał być motywowany troską o zabijane zwierzę a nawet bardziej humanitarny niż ubój zaczynający się od pozbawienia świadomości.
W przeszłości teza ta, chociaż sprzeczna ze zdrowym rozsądkiem, mogła być jakoś usprawiedliwiona kombinacją niewiedzy i religijnego zaślepienia oraz tym, że zwykły ubój nie był uregulowany i bywał okrutny. W obecnym stanie wiedzy teza ta jest kłamstwem cynicznie wrzucanym do publicznej dyskusji jako werbalna przeciwwaga faktów. Przyznał to na łamach The Jewish Chronicle G. Alderman, kiedy w 2009 roku po zalegalizowaniu przez Europejski Parlament szechity zachwycał się zwycięstwem żydowskich organizacji (Europejski Kongres Żydów, Konferencja Europejskich Rabinów i Shechita UK) nad obrońcami zwierząt: „Obrona szechity była i zawsze będzie problemem politycznym, a nie naukowym. Na każdy »naukowy« argument podnoszony przez FAWC [Rada ds. Dobrostanu Zwierząt Gospodarskich] dostarczyliśmy autorytatywnego przeciw-argumentu".
Kilka lat temu PETA, znana amerykańska organizacja obrońców zwierząt, ujawniła makabryczne praktyki (zdarzające się w innych koszernych rzeźniach) wyszarpywania tchawic i przełyków przytomnym jeszcze krowom w rytualnych rzeźniach w stanie Iowa, czyli niesławnych Agriprocessors braci Rubaszkin z Brooklynu. Mimo to prominentni amerykańscy rabini (Menachem Genack i Chaim Kohn) mieli czelność twierdzić, że szalejące z bólu i walące głowami o ściany krowy nic nie czuły. Sądząc z reakcji Naczelnego Rabina Polski Michaela Schudricha na wspomniany reportaż TVN 24, byłby on podobnego zdania – ciach po gardle i nie ma problemu, jak to beztrosko pokazał na swojej szyi.
W rzeczywistości kolejne obszerne raporty potwierdziły to, co jest oczywiste na zdrowy rozsądek, tzn. że ubój  przez podrzynanie gardła i wykrwawianie bez pozbawienia świadomości jest wysoce niehumanitarny. W 2003 roku ukazał się raport Rady ds. Dobrostanu Zwierząt Gospodarskich (FAWC), zespołu doradczego przy brytyjskim Ministerstwie Środowiska, Żywności i  Spraw Wiejskich; w 2004 roku raport Europejskiego Urzędu Bezpieczeństwa żywności (EFSA-Q-2003-093); a w 2010 – raport z interdyscyplinarnego projektu Dialrel (2006 - 2010). Raporty te, przygotowane przez międzynarodowe grupy ekspertów, są w zasadniczych punktach całkowicie zbieżne.
Po pierwsze, unieruchomienie ofiar, zwłaszcza krów, do podcięcia gardła jest technicznie trudne, powoduje dodatkowy dystres i w praktyce produkcyjnej często uszkodzenia ciała. Każde unieruchomienie w sytuacji zagrożenia, które zwierzęta dobrze wyczuwają, jest stresujące. Nawet przy stosunkowo mniej stresującym unieruchomieniu w pozycji stojącej duże krowy i byki ściskane są za mocno, a małe krowy i cielęta za słabo i mogą się szarpać. Szeroko stosowane obecnie również w Polsce (ale zabronione w Danii i Wielkiej Brytanii) są klatki ubojowe, które przekręcają się razem z ofiarą na bok i do góry nogami, co ułatwia rzezakowi cięcie, ale potem ułatwia też wlewanie się krwi i zawartości żołądka do przeciętej tchawicy.
Po drugie, przy samym podrzynaniu szyi, tzn. skóry, mięśni, tchawicy, przełyku, trzech par nerwów, ofiary w większości przypadków czują ból pochodzący z zakończeń bólowych (nociceptorów) i przeciętych nerwów. Potwierdziły to badania elektroencefalogramów cieląt przez zespół z Massey University w Nowej Zelandii. Wbrew kłamliwej propagandzie o jednym cięciu ostrym nożem większe ofiary są podrzynane wieloma cięciami. Dr Neville G. Gregory z Royal Veterinary College, Hatfield, ze współpracownikami stwierdził, że średnia liczba cięć krów wynosiła 3,2 przy szechicie i 5,2 przy halalu. Autorzy reportażu Dialrel stwierdzili 1 – 6 cięć na owcach i od 1 do 60 (!) cięć na krowach i bykach.
Po trzecie, ofiary nie tracą świadomości zaraz po podcięciu szyi i doznają skrajnego cierpienia spowodowanego bólem rany, gwałtownym spadkiem ciśnienia krwi i w wielu wypadkach duszeniem się krwią (często pomieszaną z zawartością żołądka, która dostała się do przeciętej tchawicy i płuc). Trudno na tym etapie mierzyć to cierpienie, ponieważ ofiara jest unieruchomiona i nie może wokalizować (ryczeć, beczeć), bo ma przeciętą tchawicę. Na tym etapie obserwowano rzeźników rozszerzających palcami rany, aby ułatwić wykrwawienie. U owiec utrata przytomności zachodzi stosunkowo szybko w czasie poniżej 10 sekund, natomiast u krów przedśmiertna męczarnia trwa często do 2 minut, czasem jeszcze dłużej. Wynika to z różnic w budowie naczyń krwionośnych: u krów mózg jest zaopatrywany ze splotu potylicznego, a tętnice mogą się szybko zamykać, spowalniając wykrwawienie i opóźniając utratę przytomności. Dlatego zdarza się, że krowy z rozciętymi szyjami odzyskują chwilowo przytomność, co jest dodatkowym problemem uboju rytualnego. Paradoksalnie najnowsze badania (i to kilku grup niezależnie) wykazały, że te rytualne jatki nie mają sensu nawet ze względu na wykrwawienie „tuszy", które okazało się porównywalne do wykrwawiania po ogłuszeniu.
Wszystkie trzy raporty oparte są na kombinacji najnowszych wyników badań naukowych i obserwacjach przebiegu uboju rytualnego, dzięki czemu pozwalają ocenić zarówno możliwości procedur w warunkach optymalnych, jak i to, co się dzieje w praktyce  produkcyjnej. Podkreśla to szczególnie raport Dialrel, który porównując ryzyko (prawdopodobieństwo) cierpienia na kolejnych etapach uboju bez ogłuszania i uboju po ogłuszeniu, wykazuje, że ogłuszenie przed wykrwawieniem obniża potencjał cierpienia w czterech wymiarach. Jest to odpowiedź na taktykę, jaką ostatnio zaczęli stosować rabini i muftis dla odwrócenia uwagi od okrucieństwa w swoich rzeźniach. Jak dotąd cierpienie ofiar tych duchownych nie interesowało – dopiero teraz stali się rzecznikami „całościowego podejścia" i zaczęli wskazywać na humanitarne problemy uboju we wszystkich rzeźniach. Oczywiście żaden ubój nie jest dobry dla ubijanego na mięso ssaka czy ptaka. Zwykły ubój na masową przemysłową skalę również powoduje ogrom cierpienia z powodu nieprzestrzegania standardów. Na pewno dotyczy to Polski, m.in. z powodu samego ustawienia nadzoru weterynaryjnego, za który przedsiębiorca płaci od sztuki, przez co wszyscy są zainteresowani tempem, a nikt oszczędzaniem cierpienia. Nie jest nawet jasne, czy z zasady można oczekiwać optymalnego przebiegu uboju na skałę przemysłową, choćby dlatego, że przy tym nie pracują (i pewno nie mogą pracować) ludzie wrażliwi. Ale to nie jest dorzeczny argument za tym, aby podporządkować uniwersalną etykę przesądom religijnym i z pogwałceniem moralności publicznej dopuszczać procedery, które z zasady powodują przedśmiertne męczarnie.
Międzynarodowe raporty EFSA i Dialrel zostały przygotowane na zlecenie Komisji Europejskiej i zdawałoby się, że zaznajomienie się z nimi jest zawodowym obowiązkiem funkcjonariuszy urzędów weterynaryjnych krajów członkowskich. I co na to nasza Inspekcja Weterynaryjna? Oczywiście nic, bo nawet gdyby o tych raportach wiedziała i była w stanie się z nimi zapoznać, to po co miałaby się tym interesować, jeżeli szef resortu uważa, że humanitarne prawo obowiązuje tylko humanistów? O przerażającym poziomie tego urzędu świadczy odpowiedź zastępcy głównego lekarza weterynarii (z 9.10.2006 r.) C. Bogusza na wezwanie Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami do zajęcia stanowiska wobec łamania ustawy o ochronie zwierząt w oparciu o łobuzerskie rozporządzenie. Wbrew oficjalnie dostępnej w tym czasie wiedzy ten wysoko opłacany polski urzędnik państwowy  powtarza brednie, że „przez wykonanie jednego szybkiego cięcia nożem... następuje natychmiastowa amnezja mózgu spowodowana brakiem dopływu tlenu. Zwierzę traci świadomość w ciągu dwóch sekund".  Dalej następuje wykład o łagodności judaizmu, która ma gwarantować, że szechita jest „bardziej humanitarna niż uśmiercanie w ubojni przy zastosowaniu innych powszechnie stosowanych metod".
Zamiast dopełniać swojego ustawowego obowiązku nadzoru nad przestrzeganiem art. 34 ustawy o ochronie zwierząt niedopuszczającego uboju bez uprzedniego ogłuszenia, główny lekarz weterynarii zawarł porozumienie z Naczelnym Rabinem Polski zatytułowane „Procedura dotycząca warunków uboju do produkcji koszernej na terenie Polski". Jedynym „warunkiem uboju" określonym w tym dokumencie jest osobisty nadzór rabina. Rabini otrzymali pełną władzę nad ustalaniem procedury uboju rytualnego, który jest „odrębnym procesem technologicznym" opracowywanym każdorazowo w zakładzie i akceptowanym lub nie tylko przez rabina, który wydaje certyfikat koszerności. W odpowiedzi (z 14.04.2012 r.) na pismo Fundacji na rzecz Ochrony Zwierząt Ius Animalia GLW podkreśla, że procedura uboju jako proces technologiczny stanowi tajemnicę przedsiębiorstwa i że to odbiorca decyduje, jakie warunki ma spełniać kupowany przez niego produkt". A więc Inspekcja Weterynaryjna nie tylko bezprawnie dopuściła ubój rytualny, ale zrezygnowała z nadzoru nad ustalaniem jego dopuszczalnych procedur: „Nadzór nad ubojem rytualnym nie jest sprawowany przez Inspekcję Weterynaryjną. Sam proces uboju jest prowadzony i nadzorowany przez osoby upoważnione przez dane związki wyznaniowe. Obecny w czasie uboju powiatowy lekarz weterynarii lub upoważniony lekarz weterynarii sprawuje nadzór nad przestrzeganiem dobrostanu zwierząt oraz nad produkcją żywności zgodnie z wymaganiami higienicznymi...". A więc urzędowy weterynarz (jeżeli nawet będzie obecny, co w praktyce nie jest regułą, bo nikomu na tej obecności nie zależy) może co najwyżej zapobiec wykraczaniu poza ustaloną niezależnie od niego procedurę. Poza tym każda procedura wymagana przez przesądy dowolnej sekty zamawiającej „produkt" jest dozwolona. Tak działa organ państwowy zobowiązany do nadzoru nad przestrzeganiem ustawy o ochronie zwierząt.
Prof. dr hab. Andrzej Elżanowski jest pracownikiem Muzeum i Instytutu Zoologii Polskiej Akademii Nauk oraz członkiem Polskiego Towarzystwa Etycznego

Linki do najważniejszych raportów:

Dialrel 2010
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA