fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Leszek Miller dopiero teraz żegna się z SLD

Były premier legitymację partyjną oddał w połowie września, ale ciągle pozostawał pracownikiem partii. Zmieni się to dopiero od wtorku
Dla polityków lewicy Leszek Miller od dłuższego czasu był sporym kłopotem. Członkiem partii nie był już od dawna. Rezygnację z przynależności do Sojuszu złożył w połowie września. Legitymację partyjną postanowił oddać, gdy LiD odmówił mu startu w wyborach parlamentarnych ze swoich list. Mało kto wie jednak, że były premier ciągle był etatowym pracownikiem SLD, gdzie od 2005 r. formalnie pozostawał doradcą.
Liderzy LiD z Wojciechem Olejniczakiem na czele nie ukrywali, że chcą się go pozbyć, kiedy Miller ostentacyjnie złożył członkostwo i zdecydował się na start w wyborach z łódzkiej listy Samoobrony. Kilkakrotnie sugerowali mu potem, że w tej sytuacji w SLD powinien złożyć wypowiedzenie. Miller długo odprawiał ich jednak z kwitkiem. – Jeśli chcą, mogą mnie zwolnić – odpowiadał liderom SLD na sugestie o rezygnacji z partyjnego etatu. Mógł sobie na to pozwolić, bo liderzy SLD tak naprawdę nie mieli w jego przypadku pola manewru. Zwolnić go nie mogli. Millera chronił bowiem przedemerytalny okres ochronny, który uniemożliwiał rozwiązanie z nim umowy o pracę. Jak się dowiadujemy, rozwiązanie następuje dopiero teraz.– Wszystko odbyło się bardzo elegancko i zgodnie z kodeksem pracy. Premier Miller nie stwarzał żadnych problemów. Wspólnie postanowiliśmy rozwiązać umowę o pracę za porozumieniem stron – mówi szef SLD Wojciech Olejniczak. Szczegółów porozumienia nie ujawnia. Jego efekt jest jednak taki, że od 1 stycznia Leszek Miller ostatecznie przestaje być pracownikiem partii i mieć jakiekolwiek związki z SLD.
– Tak się złożyło, że termin mojego wypowiedzenia upływa właśnie z końcem roku – mówi „Rz” Leszek Miller. Z czego teraz planuje się utrzymywać? O tym mówi niechętnie. – Nie chcę się na ten temat wypowiadać, bo z doświadczenia wiem, że jeśli się o czymś mówi za wcześnie, zaraz przestaje to być aktualne – tłumaczy były premier. – O ile wiem, planuje żyć z wykładów i publikacji – mówi nam jednak jeden z jego znajomych. Inny dodaje, że ciągle angażuje się też w tworzenie nowej formacji lewicowej. Wszystko odbyło się elegancko. Umowę z Millerem rozwiązaliśmy za porozumieniem stron Wojciech Olejniczak szef SLD – Jej kongres założycielski odbędzie się 5 stycznia w Łodzi. Ma na nim być około 200 osób. A co będzie dalej, to zobaczymy. Moim zdaniem na scenie politycznej jest miejsce na taką partię – uważa sam Miller. Według części lewicowych polityków robi jednak dobrą minę do złej gry. – Słyszałem, że potwornie teraz żałuje wyborczego mezaliansu z Samoobroną. Gdyby nie to, pewnie mógłby nadal pracować w SLD. A tak nie miał wyboru i musiał się poddać. Teraz zaś nie tylko musi sobie szukać nowej pracy, ale i miejsca w polityce, co jest wyjątkowo trudnym zadaniem – podkreśla polityk Sojuszu. Nieco łatwiejszą sytuację ma kilku innych polityków lewicy, którzy mimo startu w wyborach z list LiD nie dostali się do parlamentu. Kilku z nich szef SLD zaproponował nawet przejście na partyjne umowy do czasu, gdy znajdą pracę. – Miałem taką propozycję, ale nie skorzystałem – przyznaje Kazimierz Chrzanowski, były poseł SLD z Krakowa. – Na razie odpoczywam, a po Nowym Roku zaczynam szukać pracy – mówi. Podkreśla, że nie ma zamiaru rezygnować z polityki, więc nowego zajęcia szuka pod tym kątem. Katarzyna Piekarska, była warszawska posłanka lewicy, też szukała takiej pracy. I znalazła. Będzie radcą prawnym. – Trudno mi sobie wyobrazić życie bez polityki. Działałam w niej w końcu od 20 lat i nie myślę z tego rezygnować. Szukam na tyle elastycznego zajęcia, by nadal mieć czas na działalność – mówi Piekarska.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA