fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Przemytnicy nie boją się Schengen

Rzeczpospolita
Mam nadzieję, że skończy się handel papierosami i alkoholem – mówi burmistrz miasta. Przemytnicy: Schengen to my mamy od 2004 roku i jakoś handlujemy
Bartoszyce to ostatnie miasto na drodze z Olsztyna do przejścia granicznego w Bezledach. Co trzeci mieszkaniec jest tutaj bez pracy.
– Ogromne bezrobocie, a firmy nie mogą znaleźć ludzi, bo ci zamiast legalnie pracować, wolą przemycać z Rosji papierosy i wódkę – opowiada Krzysztof Nałęcz, burmistrz Bartoszyc. Przemytników handlujących papierosami i wódką można spotkać na targu w samym centrum miasta. Sto metrów dalej magistrat, trzysta metrów sąd i policja.
Przy wjeździe głównym na bazar stoi kilkoro mężczyzn i kobiet. W rękach trzymają puste paczki papierosów. – L&M po pięć złotych. – Zejdę z ceny, ale musi pan kupić większą ilość – zagaduje handlarka w brązowej kurtce. – Ale pani nie ma przy sobie? – pytam. Kobieta: – Kupuje pan czy interesuje się tym, czy mam towar. Jak pan powie, że bierze, to i papierosy się znajdą. Stojąca obok niej inna handlarka właśnie sprzedaje „wagon” niebieskich monte carlo. Ania (nie chce podawać nazwiska) mieszka w Bartoszycach od urodzenia. Po skończeniu liceum wyjechała na studia do Krakowa. W pracy magisterskiej opisała profil mieszkańców swojego miasta. Wyszło jej, że ludzie nie chcą pracować. Wolą zajmować się przemytem. Promotor prosił ją, by została na studiach doktoranckich. Wróciła do Bartoszyc. Zajęła się pomocą społeczną. – Tutaj są domy przemytników. Ci handlują tylko fajkami – pokazuje na okazałe domy. Przed bramą jednego z nich stoją trzy busy. – To hurtownicy. Kupują fajki i pchają je dalej na zachód – opowiada Ania. Jedziemy dwa kilometry za Bartoszyce do wsi Falcewo. W szczerym polu stoi mały domek, obok stodoła. – Tutaj można kupić paliwo – mówi Ania. Litr kosztuje 3,5 zł. – A dobre? – upewnia się Ania. Handlarz: – Sam na nim jeżdżę. Musi być dobre. Do dziupli jedziemy jeszcze raz w dzień. Na podwórzu stoi biała taksówka. Gospodarz właśnie nalewa do niej paliwo. Dziewczyna umawia mnie z wojskowym – tak nazywamy przemytnika, który jeździ do Rosji od dziesięciu lat. A wojskowy, bo ubrany był od stóp po głowę w moro. Właśnie wrócił z Rosji. W mercedesie ma kilka kartonów papierosów. Częstuje jednak kupionymi w Polsce golden americanami. Przemycanych nie pali. Mówi, że to trucizna. – Schengen was załatwi. Już nic nie przewieziecie – zagaduję. Przemytnik: – Tak mówili, kiedy wchodziliśmy do Unii w 2004 roku. Przywieźli celników z Zachodu i co? Nic. Handel jak się kręcił, tak się kręci. I teraz będzie tak samo. Nie chce powiedzieć, jak udaje mu się przewieźć tyle papierosów przez granicę. Krzysztof Nałęcz: – Kiedy ludzie zaczynali zajmować się przemytem, dla wielu mieszkańców widok handlujących papierosami czy wódką był szokiem. Teraz to spowszechniało. Ale mam nadzieję, że po wejściu do Schengen proceder już zniknie na dobre. Bartoszycka policja zapewnia, że walczy z przemytnikami. – Miał pan szczęście. Kiedy pan był na targowisku, w okolicy nie było pewnie ani jednego patrolu – przekonuje Robert Koniuszy, rzecznik bartoszyckiej policji. Nie mówię, że byłem na bazarze ponad godzinę.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA