fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

Nieznane opowiadania Nabokova

Forum
„Leśne licho”, pierwszą opublikowaną prozę Vladimira Nabokova, „Bajkę”, którą odczytujemy jako zapowiedź słynnej „Lolity”, i 27 innych wczesnych opowiadań sławnego pisarza znajdziemy w pierwszej części zbioru „List, który nigdy nie dotarł do Rosji i inne opowiadania”
Wydany tom zawiera utwory powstałe w latach 20. zeszłego wieku. Przyszły autor „Bladego ognia” na emigracji znalazł się w 1919 roku. Miał 20 lat, zabrał się do studiów w Cambridge, z zapałem uprawiając poezję, a jednocześnie tłumacząc na rosyjski powieść Romain Rollanda „Colas Breugnon”. Nie minęło wiele czasu, a wyjechał do Berlina, gdzie w emigracyjnym piśmie „Rul” („Ster”) ogłosił „Leśne licho”. Publikacja nastąpiła 7 stycznia 1921 roku, a podpisał ją wielokrotnie później używanym pseudonimem Władimir Sirin (sirin to ptak występujący w rosyjskich baśniach jak również nazwa sowy jarzębatej).
Pisarz kontynuował współpracę z berlińskim „Rulem”, jednak w 1924 roku redakcja odmówiła publikacji jego opowiadania „Traf chciał”. „»Nie drukujemy anegdot o kokainistach« – powiedział redaktor dokładnie tym samym tonem, którym 30 lat później Ross z »New Yorkera« miał oświadczyć: »Nie drukujemy akrostychów«, kiedy odrzucał »Siostry Vane«” – wspominał po latach autor. Dzięki pomocy przyjaciela, też pisarza – Iwana Lukasza, umieścił odrzucone przez „Rul” opowiadanie w wydawanym w Rydze piśmie „Siegodnia”. Jego pisaną po rosyjsku prozę publikowało również ukazujące się w Berlinie „Russkoje Echo”, a także paryskie „Sowriemiennyje Zapiski”. „Wigilijne opowiadanie” to pamflet na sowieckich literatów
Sam Nabokov przeniósł się z Anglii do Niemiec w 1923 roku, w 1937 do Paryża, wreszcie w 1940 do Ameryki, którą – pisał jego syn Dmitri – „wymyślił, jak sam zwykł mawiać, wymyśliwszy uprzednio Europę”. Część wydanych teraz większych opowiadań Nabokova nigdy nie została przełożona z rosyjskiego na angielski, ba, „Wielkanocny deszcz”, który miał swój pierwodruk w 1925 r., dopiero niedawno został odnaleziony. Do takich krótkich form autor „Pnina” miał, powiedzieć należałoby, stosunek przyrodniczy. Twierdził: „W odniesieniu do typowej opowieści opowiadanie jest taką małą odmianą alpejską albo polarną. Wygląda inaczej, ale wykazuje cechy tego samego gatunku i jest z nim związana szeregami regularnych przekształceń”. A zasadnicza różnica to ta – utrzymywał Nabokov – że napisanie dziesięciostronicowego opowiadania zajmowało mu dwa tygodnie, a 200-stronicowej powieści mniej więcej rok. Ozdobami zbioru są „La Veneziana” (1924) ukazująca miłość pisarza do malarstwa, któremu zamierzał poświęcić życie, „Bachmann” (1924) – historia szalonego, zalkoholizowanego muzyka, w postaci którego doszukać się można podobieństw do tytułowego bohatera sławnej „Obrony Łużyna”, „Dźwięki” (1923), muzyczna opowieść z jedną z postaci występujących później w „Darze”, czy opowiadanie tytułowe, od którego prosta droga wiedzie do pierwszej powieści Nabokova – „Maszeńki” (1926). Mnie przypadło też do gustu „Tutaj mówi się po rosyjsku” z 1923 roku. To historia rosyjskich emigrantów, którzy w łazience swego berlińskiego mieszkania uwięzili urzędnika sowieckiego konsulatu, naprawdę agenta GPU. Urządzili nad nim sąd rodzinny, skazując na więzienie... dożywotnie. Młodego wiejskiego osiłka, karmionego dotąd politgramotą, która „przekuwa tępaków na zakute łby”, poddają solidnej, choć łagodnej reedukacji umysłowej, dając do czytania „Bajki” Kryłowa czy „W 80 dni dookoła świata” Verne’a. Raz w tygodniu więzień słucha wykładu, a to o starożytnej Grecji, a to o Puszkinie, równie często ma kąpiel, w niedzielę dostaje trzy papierosy, karmiony jest bez frykasów, ale do syta, na spacer wychodzi... na korytarz, a czasem może – przez okienko – pooddychać świeżym powietrzem. Wolność przynieść może mu jedynie amnestia, tę jednak w emigranckiej rodzinie przewiduje się dopiero, gdy „bolszewicka bańka wreszcie się rozpuknie”. „Wigilijne opowiadanie” z 1925 roku przenoszące czytelników do ZSRR to znów złośliwy pamflet na sowieckie środowisko literackie. Wspomniani są w nim znani wówczas pisarze, w tym Maksym Gorki. I oto bolszewicki „klasyk” pisze – rzecz jasna, na zamówienie społeczne – opowiadanie wigilijne ze słusznych pozycji klasowych. Co począć? „Opisał dostatnie drzewko w bezwstydnie iluminowanej witrynie i głodnego robotnika, ofiarę likwidacji fabryk, który surowym, posępnym wzrokiem wpatruje się w choinkę”. Wena go nie opuściła i „butna bożonarodzeniowa choinka płonęła wszystkimi barwami tęczy”. Druga część zbioru z krótkimi formami Nabokova ukaże się jesienią przyszłego roku.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA