fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

Czeski komiks zainspirowany arcydziełami filmowymi

Biblioteka Centrali. „Biały Potok” inauguruje serię komiksów z krajów Europy Środkowej
„Biały Potok” wypłynął w śląskich Karkonoszach cztery lata temu. Bohaterem pierwszego tomu trylogii czeskich autorów Jaroslava Rudisa i Jaromira 99 jest kolejarz Alois Nebel.
Jego nazwisko po niemiecku znaczy „mgła”, czytane zaś wspak oznacza „życie”.
Ten niezbyt rozgarnięty pracownik czeskich kolei zrobił w swej ojczyźnie karierę: w 2005 roku na jego przygodach oparto sztukę teatralną, obecnie trwają prace nad adaptacją filmową.
Syn i wnuk kolejarzy. Kocha swoją robotę, a jego jedyną lekturą są rozkłady jazdy z ostatniego stulecia.
Byłby nudziarzem, gdyby nie… momenty zaćmy. Wówczas Alois odjeżdża z rzeczywistości, cofa się w czasie o dziesiątki lat. Powraca ta sama scena: mgła (aluzja do nazwiska) i wyłaniające się z niej pociągi pod specjalnym nadzorem (nawiązanie do filmu Menzla).
Transporty, które Nebel nadzoruje, różnią się od siebie. Raz jest to przewóz rannych Niemców z frontu II wojny światowej, kiedy indziej – ołowiane trumny z ofiarami sowieckiego systemu.
Wszystko ma historyczne uzasadnienie – akcja rozgrywa się na polsko-czeskim pograniczu, na terenach, które wielokrotnie zmieniały właścicieli lub decydentów.
Niestety, dar jasnowidzenia komplikuje Aloisowi życie – trafia do zakładu zamkniętego. Tam wiedzie żywot jeszcze bardziej pozbawiony atrakcji niż praca w dworcowej dyżurce.
Autorzy „Białego Potoku” kokietują młodych i niewymagającychodbiorców
Jedyną odmianą staje się Niemy, którego nawet elektrowstrząsy nie zmuszą do otwarcia ust. Znów odniesienie do filmowej klasyki o czeskim rodowodzie – do „Lotu nad kukułczym gniazdem” Formana.
Nie łudźmy się jednak, że Rudis wspina się na podobne wysokości. Jego loty są niskie. Kokietuje młodych i niewymagających odbiorców, którzy wiedzą mniej więcej tyle, że „Niemiaszek” i „Rusek” znaczy wróg.
Ktoś, kto ma słabe pojęcie o losach Europy Środkowej ostatniego stulecia, nie będzie mądrzejszy po lekturze „Białego Potoku”. Nie można poznać historii na podstawie wyrwanych z kontekstu, króciutkich sekwencji.
Rudis to komiksiarz krótkodystansowiec. Jest niezły w scenkach, ale nie radzi sobie z dłuższą, książkową formą. Strona graficzna też pozostawia sporo do życzenia – stosowana przez Jaromira 99 stylizacja na klasykę wymaga świetnego warsztatu i znajomości anatomii, czego rysownik nie opanował. Polska edycja ma jeszcze inny mankament: niechlujne tłumaczenie.
Mimo to uważam, że Alois Nebel ma u nas szanse na sukces – lubimy czeskie absurdalne żarty i piwo. A w „Białym Potoku” ich nie brakuje.
Jaroslav Rudis i Jaromir 99„BiaŁy potok. Alois Nebel”
Centrala i Ziz Zin Press 2007
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA