fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Spór o in vitro

Lek na bezpłodność

Posiadanie własnego, podobnego do nas dziecka jest najważniejszym celem w życiu większości ludzi – uważa filozof Jacek Hołówka
Jedynym dobrym argumentem, by nie refundować zabiegu in vitro z publicznych pieniędzy, było w przeszłości zastrzeżenie, że ogólny budżet NFZ jest niewystarczający. Jeśli jednak nowa minister zdrowia deklaruje dziś, iż jest się w stanie porozumieć z NFZ, tak by znalazły się na to pieniądze, to jest to informacja wspaniała.
Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że posiadanie własnego, podobnego do nas dziecka jest jednym z najważniejszych celów w życiu każdego człowieka. Oczywiście można bezdzietnym rodzicom radzić, że skoro los w naturalny sposób nie obdarzył ich potomstwem, to może powinni zaadoptować dziecko. Bo przecież jest tyle nieszczęśliwych dzieci – sierot na świecie, które potrzebują opieki i miłości. Jest to jednak argument nierozsądny, choćby dlatego, że nie mówimy przecież, że skoro ktoś złamał nogę, to widocznie los tak chciał, albo skoro ktoś ma wrodzoną wadę serca, to los tak chciał, w związku z czym nie należy podejmować tutaj żadnych działań. Powstaje oczywiście pytanie: czy bezpłodność jest chorobą porównywalną z wadą serca? Moim zdaniem, chociaż leży na granicy tego, co nazywamy niedostosowaniem społecznym czy brakiem komfortu społecznego, można ją zaliczyć do chorób. Wszak bezpłodność oznacza, że pewne organy u mężczyzny bądź u kobiety nie są funkcjonalne, a medycyna nie jest w stanie ich naprawić.
Kwestią niezwykle trudną do zrozumienia jest fakt, że posiadanie dziecka jest sprawą tak emocjonalnie dla nas ważną. Większość ludzi czerpie z posiadania potomstwa jakiś rodzaj sensu życia, pokładając w dzieciach nadzieje na realizację celów, których im samym zrealizować się nie udało. Poza tym istotną rolę odgrywa niewyobrażalne przywiązanie rodziców do własnego dziecka, związane z faktem, iż opiekują się i śledzą jego rozwój każdego dnia. Oczywiście istnieją różne relacje opiekuńcze jak choćby nauczyciela lub wychowawcy nad swoimi uczniami czy drużynowego nad swoimi harcerzami. Jednak opieka nad swoim własnym dzieckiem stanowi unikalny przypadek, przede wszystkim ze względu na element wyłączności (analogicznie jest z wyłącznością w małżeństwie). Kolejny, społeczny aspekt zapłodnienia in vitro dotyczy z kolei tego, że nie znamy żadnego zarejestrowanego przypadku, aby rodzice, którzy doczekali się dziecka dzięki zapłodnieniu in vitro, okazali się potem nieodpowiedzialnymi albo złymi rodzicami. Powód? Jeśli ktoś zainwestuje znaczny wkład emocjonalny, a także finansowy w to, by doczekać się własnego potomstwa, z reguły okazuje się potem wspaniałym ojcem czy matką. Ponadto w sytuacji, kiedy w Polsce mamy tak niski przyrost naturalny, państwo powinno wspierać małżeństwa bezpłodne, które w sposób świadomy, dojrzały pragną posiadać dzieci. Refundowanie zabiegu in vitro jest dobrym pomysłem, choć z wielu różnych względów postulowałbym refundację częściową, np. 75 proc. Najczęściej przytaczane argumenty przeciw samemu zapłodnieniu in vitro, będąc całkowicie doktrynalnymi i dogmatycznymi, a ponadto obarczonymi błędem logicznym, zupełnie mnie nie przekonują. Bo jeśli głównym argumentem jest, że podczas zapłodnienia in vitro zabija się ileś niewykorzystanych zarodków, a przecież od momentu połączenia dwóch komórek mamy do czynienia z człowiekiem, to logika wymaga, aby stwierdzić, że zanim te dwie komórki się połączą, mamy do czynienia z półczłowiekiem – plemnik jest półczłowiekiem i komórka jajowa także. Jeśli w wyniku wojny bądź zamachu terrorystycznego jakiś człowiek zostanie rozerwany, to wówczas mając do czynienia z połową ciała ludzkiego, okazujemy jej pełny szacunek. Dlatego w wyobraźni społecznej – i w pewnej tradycji wojskowej – dobrze popartej argumentami moralnymi, połowa człowieka w rozumieniu połowy ciała zasługuje na taki sam szacunek jak całe ludzkie ciało. A jeśli godzimy się co do tego, to musimy się zgodzić, że skoro człowiek istnieje od momentu połączenia dwóch gamet, to moment wcześniej każda z tych komórek była półczłowiekiem i należy jej się taki sam szacunek. Tymczasem Kościół jest niekonsekwentny, bo twierdzi, że nie istnieje coś takiego jak półczłowiek. Próby, aby poprzez stanowisko, jakie prezentuje Kościół, izolować Polskę od społeczności zachodniej, europejskiej, w której zapłodnienie in vitro jest powszechnie akceptowane, są w moim odczuciu formą narzucania poglądów religijnych ogółowi społeczeństwa. Zwłaszcza że argumenty, jakimi się to stanowisko podpiera, są jak najbardziej podważalne. Prof. Jacek Hołówka jest filozofem, etykiem, pracuje w Instytucie Filozofii na Uniwersytecie Warszawskim not. k.b.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA