Świat

Strasburg – połowiczny sukces akcjonariuszy Jukosu

Michaił Chodorkowski jest pozbawiony wolności od 2003 roku (zdjęcie z czerwca 2011 roku)
AP
Udziałowcy koncernu wygrali w Strasburgu proces o odszkodowanie od Rosji. Ale Trybunał odrzucił część zarzutów
Piotr Skwieciński z Moskwy
Europejski Trybunał Praw Człowieka zgodził się, że w latach 2000 – 2001 postępowanie podatkowe prowadzone przeciw Jukosowi nie dało koncernowi naftowemu czasu na przygotowanie się do procesu. Trybunał orzekł, że kary finansowe wymierzone wówczas Jukosowi były niezgodne z prawem. Rosyjskie władze, walcząc z koncernem, uznały, że zaniżał on podatki, i nakładały podatki wstecznie. Przedstawiciele akcjonariuszy określili to jako celowe działanie zmierzające do przejęcia firmy. Istotnie, na skutek tych posunięć władz Jukos zbankrutował, a jego majątek przeszedł w ręce państwa.

Mają czas na ugodę

Sąd nie podjął decyzji co do wysokości odszkodowania, zostawiając stronom czas na ugodę. Akcjonariusze Jukosu żądali astronomicznej kwoty 98 miliardów dolarów. Ponieważ jednak sąd uznał słuszność jedynie części zarzutów, ostateczna suma będzie zapewne niższa. Trybunał nie podzielił bowiem stanowiska Jukosu, że państwo dyskryminowało koncern ze względów politycznych. Wtorkowy werdykt jest tu podobny do majowego. Wtedy sąd orzekł, że naruszono prawa zatrzymanego w 2003 roku Michaiła Chodorkowskiego poprzez nadużycie aresztu i przetrzymywanie biznesmena w nieludzkich warunkach. Trybunał uznał jednak, że nie ma dowodów, by działania władz były motywowane politycznie – choć przyznał, że są podstawy do takich podejrzeń. – Krajowi będzie ciężko, ale trzeba płacić za bezprawie – podsumowuje prawnik, profesor Jelena Łukianowa. Chodorkowski siedzi w więzieniach i łagrach od 2003 r. Może wyjść w 2016, ale już raz, gdy jego pierwsza odsiadka zbliżała się do końca, władze wytoczyły mu drugi proces, który zakończył się kolejnym wyrokiem. Bliski władzy w okresie jelcynowskim, twórca koncernu Jukos na początku rządów Putina wdał się z nim w polityczną wojnę. Finansował opozycję i atakował Kreml. Konfrontacja ta zakończyła się aresztowaniem Chodorkowskiego i jego zastępcy Płatona Lebiediewa. Wtorkowy werdykt jest kolejnym w ostatnich dniach wydarzeniem dotyczącym Jukosu. W poniedziałek grupa obrońców praw człowieka zaapelowała do Senatu USA o objęcie urzędników odpowiedzialnych za skazanie Chodorkowskiego takimi samymi represjami, jak tych, którzy przyczynili się do śmierci Sergieja Magnitskiego.

Śmierć urzędnika

– To złodzieje, ale z ambicją – tak mówi „Rz" o tych urzędnikach Władimir Ryżkow z demokratycznej partii Parnas, sygnatariusz listu. – Chcą nabywać nieruchomości na Zachodzie, kształcić tam dzieci. Odebranie im tego ostudzi zapał reszty i poprawi sytuację w kraju. Magnitski był księgowym w funduszu Hermitage, bronił firmy przed wrogim przejęciem i wyprowadzeniem z niej pieniędzy przez oficerów śledczych i urzędników podatkowych. Został zatrzymany pod zarzutem machlojek podatkowych. Żądano od niego wycofania zarzutów. Zmarł w listopadzie 2009 roku, prawdopodobnie zakatowany. Senat USA zakazał wjazdu do Ameryki urzędnikom, którzy maczali palce w tej sprawie. Zamroził też ich konta bankowe. W Rosji pierwsze zarzuty w sprawie śmierci Magnitskiego postawiono po przeszło półtora roku. Usłyszeli je na razie tylko lekarze więzienni i kierownictwo aresztu.

Wysyp czarnych list

– Dzięki amerykańskiemu Senatowi na Kremlu zaczęło się mówić o Magnitskim – mówi „Rz" były sędzia Siergiej Paszin z Moskiewskiej Grupy Helsińskiej. Sukces „listy Magnitskiego" skłania rosyjskich obrońców praw człowieka do naśladownictwa. Oprócz „listy Jukosu" powstała też „lista lasu chimkowskiego". Jewgenija Czirikowa, liderka obrońców tego podmoskiewskiego lasu, bezprawnie wycinanego przez związane z władzą firmy, kilka dni temu osobiście zawiozła go do Waszyngtonu. Masz pytanie, wyślij e-mail do autora p.skwiecinski@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL