Historia

Legenda z dywizjonu 303 stanęła w Puszczykowie

ROL
Powstała pierwsza w Polsce replika myśliwca słynnego dywizjonu
Hawker hurricane stanął w Muzeum Arkadego Fiedlera (podróżnika i autora książki „Dywizjon 303") w podpoznańskim Puszczykowie. Od wczoraj mogą oglądać go zwiedzający.
Powstawał przez trzy lata. – Opieraliśmy się na przywiezionych z Londynu rysunkach technicznych oraz dokumentacji, którą udostępniło nam krakowskie Muzeum Lotnictwa Polskiego – opowiada Arkady Fiedler, syn pisarza, współprowadzący muzeum, a także startujący w wyborach poseł Platformy Obywatelskiej. Maszyna odtworzona w skali jeden do jednego ma 13 metrów szerokości, blisko 10 metrów długości i waży ok. 1,5 tony. Na kadłubie widnieją oznaczenia legendarnego dywizjonu, a także wymalowana swastyka, główka Hitlera i liczba 126 – tyle właśnie niemieckich samolotów mieli zestrzelić Polacy z dywizjonu 303.
Puszczykowski hurricane jest kopią samolotu kapitana Witolda Urbanowicza, o którym Fiedler pisał, że to „lotnik bez lęku i skazy". – Niestety, samolot nie został zbudowany z oryginalnych materiałów – przyznaje Jan Bromski, konstruktor odpowiedzialny za projekt. – Szkielet opiera się na stalowej rurze, kadłub i skrzydła wykonaliśmy z żywicy poliestrowej odpornej na wszelkiego rodzaju odkształcenia. Hawker hurricane to myśliwiec-legenda. – Status taki osiągnął dzięki bitwie o Anglię, która rozegrała się pomiędzy lipcem a końcem października 1940 r. Hurricane był wówczas podstawowym myśliwcem brytyjskich sił powietrznych – tłumaczy Grzegorz Śliżewski, historyk, współautor książki „Cyrk Skalskiego" poświęconej polskim pilotom, którzy podczas drugiej wojny światowej służyli na Wyspach Brytyjskich. Samolot miał 12-cylindrowy silnik wyprodukowany w fabryce Rolls-Royce'a. Wyposażony był w osiem karabinów maszynowych, które w ciągu kilkunastu sekund mogły wystrzelić łącznie 3,5 tysiąca pocisków. Dla polskich lotników przesiadka na hurricane'a stanowiła prawdziwą rewolucję. – Maszyny, z których wcześniej korzystali, nie miały chowanego podwozia, zamykanej kabiny, nawet manetkę gazu przesuwało się do siebie, czyli dokładnie odwrotnie niż w hurricanie – wylicza Grzegorz Śliżewski. Dlatego do bitwy przystąpili dopiero dwa miesiące po jej rozpoczęciu. – Ale i tak dywizjon 303 okazał się najskuteczniejszy, jeśli chodzi o liczbę strąceń nieprzyjacielskich maszyn – podkreśla historyk. Na początku lat 40. hurricane'y zaczęły być wypierane przez szybsze i nowocześniejsze spitfire'y. – Stare myśliwce zostały przezbrojone. W miejsce karabinów zamontowano działka. Odtąd wykorzystywane były do walki z czołgami. Dorobiły się nawet pieszczotliwej nazwy „tin opener", czyli „otwieracz puszek" – tłumaczy Fiedler. Do dziś w Wielkiej Brytanii zachowało się kilka oryginalnych hurricane'ów. Można je oglądać m.in. podczas pokazów lotniczych. –Jakiś czas temu pojawiła się nawet oferta sprzedaży myśliwca. Sam zakup to jednak koszt sięgający pół miliona dolarów, nie mówiąc już o renowacji – opowiada Krzysztof Radwan, dyrektor Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie. Znacznie tańsza jest budowa nielatającej kopii. – W Anglii działa firma, która się tym zajmuje. Cena repliki np. spitfire'a to wydatek rzędu 40 – 60 tysięcy funtów – zaznacza. Krakowskie muzeum myśli o zamówieniu kopii hurricane'a (mógłby dołączyć do oryginalnego spitfire'a). Puszczykowska rekonstrukcja jest na razie jedyną w kraju. – Nasz projekt ma pomóc w kultywowaniu pamięci bohaterskich lotników oraz polsko-brytyjskiego braterstwa broni – podkreśla Fiedler.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL