Sport

Liderka światowego rankingu o tenisie i rejsie na Bora-Bora

Fotorzepa, Dariusz Gorajski Dariusz Gorajski
Karolina Woźniacka, liderka światowego rankingu, o tenisie i rejsie na Bora-Bora
Rz: Jakim paszportem się pani posługuje?
Karolina Woźniacka: Duńskim. Nie mam polskiego. A czemu prosi pani, żeby mówić na nią Woźniacka, zamiast Wozniacki...
Jesteśmy w Polsce i tak trzeba wymawiać. W domu mówi się po polsku? Tak. Rodzice są przecież Polakami i ja zawsze będę miała polską krew. Więcej w pani Dunki czy Polki? Myślę, że pół na pół. Urodziłam się w Danii i do 16. roku życia tam mieszkałam. Ale lubię przyjeżdżać do Polski, smakują mi rosół i kopytka. Próbuję przyjeżdżać częściej niż raz w roku. Na wakacje do Polski przyjeżdża tata. Ja, w przerwie między turniejami, wolę spędzić kilka dni w domu w Monako.  Ale na pewno przylecę na Euro 2012. W Szczecinie zagrała pani mecz charytatywny, w Bydgoszczy buduje akademię tenisową. Skąd ta ekspansja? Dostałam zaproszenia i skorzystałam. Nie każdy ma takie szczęście, żeby latać po świecie i grać w tenisa. Ja mam, więc chcę się tym szczęściem – a także wiedzą i doświadczeniem – podzielić z innymi. Jestem pierwsza do pomocy. Chociaż po takich wyjazdach czuję się bardzo zmęczona, i to w inny sposób niż zwykle – bardziej mentalnie niż fizycznie. Kto jest pani faworytem  wśród tenisistów? Novak Djoković i Rafael Nadal. Miałam więc problem, komu kibicować podczas finału US Open. Lubię oglądać, jak grają mężczyźni, bo robią to nieco inaczej, podejmują inne decyzje i można się wiele nauczyć. Czasem trenuję z mężczyznami. W Nowym Jorku znowu nie udało się wygrać turnieju wielkoszlemowego... Serena Williams zagrała naprawdę dobrze i ciężko było cokolwiek zrobić. Ale półfinał to i tak bardzo dobry rezultat i jestem zadowolona. W Australian Open spróbuję wygrać. Potrzeba tylko trochę szczęścia, którego w Nowym Jorku zabrakło... Ale i tak to pani ulubione miasto. Żyje całą dobę, o każdej porze można tam zrobić dosłownie wszystko. Na Flushing Meadows, gdzie gramy, atmosfera jest niesamowita. Wieczorny mecz na centralnym korcie dla tysięcy ludzi to niesamowite uczucie. Jak się mieszka w Monako? Przez cały rok jest tam dobra pogoda. Obok domu mam korty ze wszystkimi nawierzchniami, więc można potrenować. Czuję się bezpiecznie, bo wszędzie są kamery. Akurat teraz trwa show z dużymi jachtami i jest na co popatrzeć. Pani jacht też tam cumuje? Na razie tylko patrzę. Może kiedyś kupię własny i popłynę na Bora-Bora? To marzenie? Raczej plan na wakacje. Marzeniem jest to, aby być zdrową, mieć fajną rodzinę i ułożone życie. Á propos: co słychać u brata piłkarza? Patryk skończył karierę. Zaczął pracować w firmie Lagardere, będzie menedżerem i pomoże mi w karierze. Zajął trzecie miejsce w duńskim „Tańcu z gwiazdami". Pani nie chciała zatańczyć? Dzwonili, ale powiedziałam, że nie mogę, i zaproponowałam brata. Myślałam, że nie będzie umiał tańczyć, ale zaskoczył mnie – oglądałam go kilka razy i świetnie sobie radził. Ma pani konto na Twitterze. Agencja kazała? Nie, prowadzę je, bo chcę i lubię. Zamieszczam prywatne wpisy. To inna strona mnie. Nie odpisuję jednak ludziom, bo nie mogę wszystkim, a nie chcę robić wyjątków. Ale umie pani dbać o swoje: powstała już linia ubrań zaprojektowana razem ze Stellą McCartney. Zapach też będzie? Myślałam o tym. Pewnie coś słodkiego. Nagrała też pani własną piosenkę... Singiel nazywa się „Oxygene". Będzie wydany w Polsce za miesiąc. Pieniądze przeznaczę na cel charytatywny: wsparcie dla niepełnosprawnych sportowców. Na pianinie z tatą gracie jeszcze Chopina? Ostatnio przestałam, ale kupiłam nowe pianino i chciałabym znowu zacząć. Ale tata woli akordeon. Studia przez Internet już pani zaczęła? Chciałabym, ale jeszcze nie. Brakuje czasu. W tenisie najbardziej przeszkadza mi to, że tyle się lata. Ciągle jestem w drodze. Kto z panią podróżuje? Zawsze tata, czasem mama i brat. Zabieram też koleżanki. Lubię mieć w loży bliskie osoby. Tata przestał być trenerem. Dlaczego? W sumie wciąż nim jest. Lata ze mną i podpowiada mi na korcie. Trzyma moje nogi na ziemi. A nie podpowiada, żeby coś zmienić w grze, aby wreszcie wygrać w Wielkim Szlemie? Grając tym stylem, osiągnęłam naprawdę dobre rezultaty, jestem numer 1 na świecie. Wielkiego Szlema jeszcze nie wygrałam, ale spokojnie – mam dopiero 21 lat. W tym roku zawodniczki, które wygrywały najważniejsze turnieje – oprócz Petry Kvitovej – są starsze ode mnie. Prędzej czy później wygram. To tata wysłał panią na kort? Rodzice i brat nie chcieli ze mną grać, bo uważali, że nie jestem wystarczająco dobra. Uprawiałam wszystkie sporty: pływanie, gimnastykę, piłkę ręczną i nożną. Gdy miałam dziesięć lat, byłam najlepsza w pływaniu i tenisie, ale wtedy trzeba było wybrać. Wybrałam tenis. Myślę, że dobrze. W golfa też pani gra? Nie za bardzo. Muszę się poprawić. Jest okazja – związała się pani z golfistą Rorym McIlroyem. Spotkaliśmy się w Hamburgu, gdzie Władimir Kliczko walczył z Davidem Haye'em. Rory siedział za mną. Ja kibicowałam Kliczce, on Haye'owi. W piłce nożnej, którą się bardzo interesuję, też się różnimy: ja jestem za Liverpoolem, on za Manchesterem United. Ale jeszcze popracuję nad tym, żeby go nauczyć prawidłowo kibicować. Ogląda pani mecze? Głównie Premier League. Jak grałam finał w New Haven i padał deszcz, zdążyłam obejrzeć całe spotkanie Liverpoolu! Mam kilka klubowych koszulek. Dwa razy w roku bywam też na stadionie. A niedawny mecz Wisły z Odense też pani widziała? Nie, chyba gdzieś leciałam wtedy. Może na zakupy? —rozmawiał Jakub Kowalski

Karolina Woźniacka

Urodzona 11 lipca 1990 r. w Odense. Mimo że nie wygrała jeszcze turnieju Wielkiego Szlema, od października 2010 roku jest liderką rankingu WTA. Według „Forbesa" w tym roku jest drugą najlepiej zarabiającą sportsmenką na świecie, za inną tenisistką Marią Szarapową.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL