fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Plus Minus poleca. Najnowszy numer tygodnika Plus Minus

Plus Minus
Wiktora Świetlika leksykon horroru politycznego, Piotra Zaremby powyborcze łamigłówki, RAZ-a bezpieczne ziemie, Skwieciński o Michałkowie, Kłopotowski o Królikiewiczu, Mazurek o cudach (lub ich braku) w onkologii...
Leksykon horroru, oczywiście politycznego - na mocny początek najnowszego Plusa Minusa. We wstępie Wiktor Świetlik pisze: "Totalitarne zapędy, zdrada, destrukcja państwa, masowe rozstrzeliwanie przeciwników politycznych, skrytobójstwo, chęć powrotu do czasów Hitlera i Stalina – to niektóre z dążeń, które w ostatnim czasie przypisywali sobie nawzajem politycy i publicyści sprzyjający obydwu największym partiom. Churchillowska zasada, że bać się należy tylko strachu, zdecydowanie się nie przyjęła. Straszenie przeciwnikiem, by konsolidować swoich i przyciągać nowych współwyznawców, to metoda stara jak świat. To przez strach rozliczne Kartaginy musiały „być niszczone", a „Balcerowicze musieli odejść".
W gruncie rzeczy wszystko to, co mamy dziś, już było, i w propagandzie politycznej trudno czymś zaskoczyć.Także – modne ostatnio u nas – porównywanie przeciwników do Adolfa Hitlera jest dość powszechne. Gdy w 2007 roku rosyjscy „niezależni" internauci zaczęli przeprowadzać masową akcję straszenia Estonią (połączoną z cyberaktakiem) jako krajem nazistowskim, miesięcznik „The Economist" odpowiedział przypomnieniem dobrego zwyczaju, że ten, kto w dyskusji pierwszy ubliży przeciwnikom od nazistów albo Hitlera, ten ją przegrywa (tzw. prawo Godwina). Ale na prawdziwej wojnie ideologicznej takie zasady się nie liczą. Dla prawdziwego wyznawcy jednej albo drugiej strony każda głupota, byle dość agresywna, zamienia się w prawdę objawioną".
Dalej zestaw najbardziej znanych straszydeł - czyli modnych ostatnio pojęć, postaci i  sloganów  opisanych z typową dla Świetlika cierpką swadą.
? ? ?
"Dziś o Michale Kleiberze mówi się i pisze mało, a jednak polityczne plotki wciąż przywołują to nazwisko. Z jednej strony Kleiber ma być wciąż człowiekiem kokietowanym przez lidera PiS. Ten już w roku 2004 wymieniał go, w obliczu narastających kłopotów rządu Millera, jako kandydata na szefa rządu „technicznego", niereprezentującego żadnej partii, a więc strawnego dla wszystkich. Potem to nazwisko parę razy powracało w tym charakterze, gdy trudności miał z kolei rząd PiS. Dziś kontaktami z Kleiberem – przez osoby trzecie – zajmuje się podobno Jadwiga Staniszkis, zwolenniczka takiego pozaparlamentarnego rządu po wyborach. Chociaż związki 65-letniego profesora z PiS po śmierci Lecha Kaczyńskiego się rozluźniły. Bo były oparte głównie na osobistych kontaktach tych dwóch ludzi: prezydenta i prezesa PAN.
Z drugiej strony ostatnimi czasy Kleiber zbliżył się bardzo do SLD. Grzegorz Napieralski ma wiele wad, ale szuka doradców  w różnych kręgach i słucha ich uważniej niż Jarosław Kaczyński lub Donald Tusk. Jednym z takich okazjonalnych konsultantów lidera SLD jest dziś profesor Kleiber. Nic więc dziwnego, że także po tamtej, SLD-owskiej, stronie są ludzie przekonani, że to może być  przyszły premier. Tylko wciąż nie wiadomo, jaką miałby mieć za sobą parlamentarną większość.  Jako dobry znajomy Lecha Kaczyńskiego wydaje się być człowiekiem mogącym pogodzić prawicę z lewicą.
Ale możliwe są też inne rozwiązania.- Naturalnie w kampanii SLD jest skazane na powtarzanie: nigdy nie będziemy rządzić z PiS. Ale oferta rządu pozaparlamentarnego to już element twardych targów z Platformą. Targów, które nie wiadomo dokąd ostatecznie doprowadzą – komentuje wpływowy polityk lewicy, dobrze znający Napieralskiego.
Klucz do ostatecznego rozwiązania zdaje się trzymać w swoich dłoniach właśnie Grzegorz Napieralski. Ten 37-latek jest według zgodnej oceny swoich współpracowników,  partnerów i wrogów kimś, kto uciekł już kilka razy przeznaczeniu. Miał utracić kontrolę nad partią, a jednak ją zachował. Miał sromotnie przegrać kampanię prezydencką z roku 2010, a wyszedł z niej wzmocniony. Kłopot polega na tym, że nie wiadomo do końca, jakie nauki wyniósł najmłodszy z polskich partyjnych liderów z tych wszystkich sytuacji" - o tym, jakie scenariusze są możliwe jesienią w zależności od wyniku wyborów pisze Piotr Zaremba w analizie Powyborcze łamigłówki.
? ? ?
"Rosja czy – szerzej – świat rosyjski, bo przecież Rosja jest światem dla siebie, jest przedmiotem agresji. Agresji szczególnie groźnej, bo dokonywanej nie tylko z zewnątrz, ale i z wewnątrz. Agresji szczególnie perfidnej – bo niszczy rosyjską cywilizację metodą małych kroczków" - twierdzi Nikita Michałkow, bohater korespondencji Piotra Skwiecińskiego Nikita goni biesy. "Szczególnym przedmiotem agresji jest sam autor tych diagnoz, czyli Nikita Michałkow. Uwzięli się na niego na przykład wiaderkowcy. Czyli członkowie ruchu niebieskich wiaderek zwalczającego przekleństwo Moskwy, jakim jest ogromna liczba aut uprzywilejowanych, które z niebieskim „kogutem" wymuszają pierwszeństwo na zakorkowanych ulicach. Wyśledzili, że Michałkow ma migałkę, i zażądali, żeby przestał jej używać, bo to podobno skandal, żeby wybitny reżyser publicznie korzystał z tego symbolu nierówności.
Michałkow odmówił. Bo przecież, jak się wyraził, z migałką nie wozi dziwek ani dyń na targ, tylko załatwia poważne sprawy. Ale wiaderkowcy nie zrezygnowali. Zaczęli go filmować, jak np. jedzie na wstecznym biegu przez podwójną ciągłą i pod prąd. Tylko ktoś bezgranicznie naiwny mógłby uwierzyć, że takie prześladowanie patriotycznego reżysera jest przypadkiem. Że nie jest elementem pełzającej, wewnętrznej agresji.
Przecież po oczach bije, o co tu chodzi: migałkę dostał jako przewodniczący społecznej rady przy Ministerstwie Obrony. Agresorom chodzi o to, żeby wykazać, że ministerstwo nie może swobodnie dysponować swoimi migałkami. Bo jeśli się ugnie i pod naciskiem zabierze Michałkowowi „specsygnał", to będzie to znaczyć, że nie jest w stanie obronić Rosji przed niczym. Więc reżyser walczył. Ale tu nagle cios w plecy. Ministerstwu zmniejszono limit na migałki i w ramach cięć zabrało ją Michałkowowi. I to była kropla, która przepełniła kielich goryczy. Reżyser natychmiast uświadomił sobie, że siły zła pozbawiły defiladę narodowych treści. Podał się do dymisji z rady i opowiedział prawdę o tym, jak demoluje się godność rosyjskiej armii...
Sprawa migałki jest symptomatyczna. Bo Michałkow naprawdę uważa, że zabranie mu „specsygnału" jest postawieniem świata na głowie. Jak można było coś takiego zrobić Jemu? Geniuszowi kina, który dobrze zdaje sobie sprawę ze swego geniuszu. Laureatowi chyba wszystkich możliwych nagród radzieckich, rosyjskich i międzynarodowych.Choć Michałkow-działacz orbituje ostatnio w sferach groteski (katastrofę elektrowni w Japonii określił mianem boskiej kary dla ludzkości, a swój wideoblog zatytułował Nikita Biesogon, czyli ten, który goni biesy), to o Michałkowie-filmowcu trudno tak powiedzieć" - zauważa Skwieciński, odnosząc się w końcowej części swego tekstu do znakomitej jego zdaniem drugiej połowy drugiej części dylogii "Spaleni słońcem" zatytułowanej "Cytadela".
? ? ?
Potrafię wyleczyć dwie trzecie pacjentów - deklaruje prof. Danuta Perek, jedna z pionierek polskiej onkologii dziecięcej w rozmowie z Robertem Mazurkiem
Jak pani patrzy na to wszystko, to nie myśli: „No nie, tak nie może być, to nie ma sensu"?
Ależ bardzo często człowiek tak myśli! Bo jak to możliwe, że małe dzieci muszą tyle cierpieć? I wtedy, gdy wszyscy składamy te swoje modły i rozmyślania, to ja bardzo często o tym myślę. No ale cóż, nie ma innego wytłumaczenia na wszystko, co się dzieje wokół nas... Bo z jednej strony nasza wiedza nieustannie się pogłębia, a z drugiej – wciąż jest tyle rzeczy niewytłumaczalnych. Coraz więcej wiemy, a ciągle pozostajemy zagubieni i bezradni. Trzeba się z tym jakoś zmierzyć.
Wiara daje jakąś odpowiedź?
Wydaje mi się, że wiara pomaga rodzicom chorych dzieci. Myślę, że tym, którzy są wierzący, łatwiej to wszystko znieść.
Czyżby? A nie buntują się, nie tracą wiary?
To niestety spotyka bardzo wielu ludzi doświadczonych takim bezsensownym cierpieniem. Miałam do czynienia z człowiekiem głęboko wierzącym, w intencji jego dziecka odprawiono setki mszy świętych, modlił się sam papież i nic, niestety. Ale nie powinniśmy wymagać od Pana Boga, by zajął się każdym przypadkiem, by wszystko było po naszej myśli.
Cuda się zdarzają?
W całym moim długim życiu zawodowym nie widziałam cudu.
Może to kwestia optyki?
Ma pan rację. Ksiądz Twardowski mówił, że jak ktoś ciężko zachoruje i trafi do dobrego lekarza, który go wyleczy, to jest to cud. Dla rodziców to cud, dla mnie – medycyna.
Pytam, bo dla wielu ludzi rak to śmierć.
A ja mówię, że więcej niż dwie trzecie moich pacjentów przeżywa! Nowotwory są uleczalne, zwłaszcza u dzieci. Oczywiście leczenie onkologiczne jest długie i niełatwe, ale można z tego wyjść i normalnie żyć.  Czasem uda się nie tyle wyleczyć całkowicie, ile przedłużyć życie o pięć, dziesięć, a nawet 15 lat. Ci pacjenci w tym czasie kończą szkołę średnią, studia, wchodzą w dorosłe, normalne życie. Przeżywają z niego choć tyle.
? ? ?
Plus Minus - czym straszą nas publicyści i politycy
Ponadto w Plusie Minusie:
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA