fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Samorządy chcą okresów przejściowych w limitach deficytu

Od lewej: Anna Cieślak-Wróblewska, prowadząca debatę, Jarosław Neneman, doradca prezydenta RP, Bronisław Dutka, przewodniczący sejmowej komisji samorządowej, Piotr Uszok, prezydent Katowic, Michał Zaleski, prezydent Torunia, Piotr Grzymowicz, prezydent Olsztyna, i Maciej Stańczuk, prezes PBP
Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak
Resort finansów musi dać miastom i gminom dwa lata na dostosowanie się do nowych ograniczeń
Komisja Europejska wymaga od Polski, by już w 2012 r. deficyt sektora finansów publicznych ograniczyć do 3 proc. PKB z ok. 7,4 – 7,9 proc. w 2010 r.
W tej sytuacji Ministerstwo Finansów postanowiło nałożyć na samorządy tzw. regułę wydatkową. Szczegóły nie są jeszcze znane, ale wstępna propozycja resortu to ograniczenie deficytu samorządów do 4 lub 7 proc. ich dochodów już w 2012 r. W kolejnych latach limity są jeszcze ostrzejsze – docelowo miałyby wynieść 1 proc. dochodów.

Zatrzymanie rozwoju

W 2010 r., a plany na 2011 i 2012 r. są podobne, deficyt samorządów wyniósł 15 mld zł, czyli ok. 10 proc. ich dochodów. Ograniczenia proponowane przez rząd byłby więc dla lokalnych budżetów trudne do spełnienia. W debacie "Sztuczne limity nie mogą krępować inwestycji", zorganizowanej przez "Rz" i Polski Bank Przedsiębiorczości, samorządowcy przedstawili argumenty, że nagła, bez okresów przejściowych redukcja dziury budżetowej oznacza więcej strat niż korzyści. Przedstawili też rozwiązania, które pozwolą miastom i gminom inwestować, nawet po wejściu w życie niekorzystnych przepisów.
W debacie wzięli udział nie tylko samorządowcy, ale także przedstawiciele parlamentu i Kancelarii Prezydenta jako uczestnicy procesu legislacyjnego. Ministerstwo Finansów odmówiło udziału w dyskusji.
Uczestnicy debaty podkreślali przede wszystkim, że ograniczenia dotyczące deficytu uniemożliwią im realizację rozpoczętych już inwestycji. – Skutki spodziewanego mechanizmu ograniczenia deficytu będą niebagatelne. Przede wszystkim to zahamowanie rozwoju miast. Deficyt przeznaczany jest na inwestycje, a te oznaczają tworzenie miejsc pracy i w efekcie generowanie dochodów budżetowych z podatków. Tych korzyści zabraknie, jeżeli zahamujemy wzrost inwestycji – argumentował Michał Zaleski, prezydent Torunia.
Druga bardzo istotna kwestia dotyczy zobowiązań inwestycyjnych, które są już podjęte. – Toruń planuje, że w 2012 r. deficyt może sięgnąć ok. 21 proc. dochodów. Obliczyliśmy, że bez zrywania już zawartych umów bądź rezygnacji z środków unijnych moglibyśmy zejść do poziomu 17 proc. deficytu. Konieczność zmniejszenia deficytu poniżej tego poziomu stanowiłaby istotne zagrożenie dla funkcjonowania i wiarygodności samorządu jako partnera dla podmiotów, z którymi te umowy są zawarte – dodał prezydent Zaleski.

Przepadnie pomoc z UE

Prezydent Olsztyna Piotr Grzymowicz podkreślił, że zdaje sobie sprawę z trudnej sytuacji finansów publicznych, jednak samorządy muszą mieć możliwość wykorzystania funduszy pomocowych UE.
– Olsztyn realizuje obecnie 50 projektów z środków unijnych, a kolejne 20 jest w trakcie przygotowania i podpisywania umów. W sumie wartość tych inwestycji to przeszło 1,5 mld zł, z czego kwota dofinansowania z UE to ok. 1 mld zł. Jedną z naszych większych inwestycji jest budowa systemu komunikacji tramwajowej. Nie wyobrażam sobie, że ktoś zakłada nam dziś kaganiec i nie możemy zrealizować tych planów. Przecież rodzi to bardzo poważne skutki. Po pierwsze, nie można zerwać zawartych już umów bez poważnych konsekwencji. Po drugie, przecież mamy rozwijać gospodarczo nasze regiony, nasze miasta. Bez możliwości wykorzystania środków pomocowych z UE, a plany Ministerstwa Finansów do tego zmierzają, nie wykorzystamy szansy, jaką dało nam wejście do Unii – wytykał Grzymowicz.

Groźne skutki

Bronisław Dutka, przewodniczący Sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej, stawiał nacisk na wpływ inwestycji samorządowych na całą gospodarkę. – Samorządy w ostatnich latach zainwestowały ok. 270 mld zł. Powstaje pytanie, ile zainwestują, jeżeli nie będzie możliwości zaciągania długów, a przez to m.in. możliwości absorpcji funduszy UE? Ograniczenie inwestycji to także poważne ograniczenie wpływów do budżetu państwa i wyższe bezrobocie. Chciałbym też poznać szacunki resortu finansów dotyczące tych kosztów – apelował Dutka.
Prezydent Zaleski, nie czekając na ekspertów rządowych, przygotował takie zestawienie. – Nie ukrywam, że przyjęliśmy skrajnie negatywne założenia. Jeżeli jednak zatrzymamy wszystkie inwestycje samorządów od przyszłego roku, to polska gospodarka może stracić przez trzy lata nawet 350 tys. miejsc pracy, 20 mld zł dochodów z CIT, PIT i VAT, co przełoży się na PKB mniejszy o 80 mld zł. To wygląda naprawdę groźnie – wyliczał Zaleski.

Za małe dochody

O tym, jak istotne są inwestycje samorządów dla gospodarki, przekonywał także Maciej Stańczuk, prezes Polskiego Banku Przedsiębiorczości. – Sektor samorządowy generuje ok. 75 proc. popytu inwestycyjnego całego sektora publicznego. Inwestycje samorządowe w Polsce mają jedne z najwyższych wskaźników w UE, przekraczają 3 proc. PKB. Oznacza to, że ten impuls rozwoju do skoku cywilizacyjnego, jakim miało być wejście do UE, został maksymalnie wykorzystany – analizował Stańczuk.
Jednocześnie zauważył, że deficyt w finansach samorządowych może przekroczyć 1 proc. PKB w tym roku, co też jest jednym z najwyższych wskaźników w UE (wyższy ma tylko Estonia). Ale to efekt niedopasowania dochodów do wydatków w miastach i gminach. – W ciągu pięciu ostatnich lat wydatki JST w stosunku do PKB wzrosły o 1,5 proc., przeciętnie w UE – o 1 proc. Dochody wzrosły zaledwie o 0,5 proc., natomiast średnio w UE o 1 proc. Naturalne było, że boom inwestycyjny musiał być realizowany kosztem zadłużenia sektora publicznego – dodał Stańczuk.
– Samorządowcy od wielu lat podkreślali, że może powstać sytuacja wzrostu zadłużenia samorządów. To kolejne rządy poprzez nakładanie obowiązków na władze lokalne i wprowadzani zwolnień podatkowych bez odpowiednich rekompensat doprowadziły do tego, że sukcesywnie nadwyżka operacyjna miast malała. Sygnalizowaliśmy, że taka polityka doprowadzi do tego, iż w momencie zwiększonej absorpcji środków finansowych z budżetu na lata 2007 – 2013 będzie konieczność zadłużania się samorządów. To nie jest więc nic nowego, że teraz nasze deficyty rosną. Ale nasze ostrzeżenia były ignorowane – przypomniał Piotr Uszok, prezydent Katowic.

Zły stan państwa

Jarosław Neneman, doradca społeczny prezydenta RP, studził nastroje. – Prezydenta sprawy samorządowe bardzo interesują, stąd moja obecność na debacie. Ale trzeba mieć świadomość sytuacji, w jakiej jesteśmy. Stan finansów publicznych jest zły, został wysłany list do Komisji Europejskiej, w której obiecujemy 3 proc. PKB deficytu w 2012 r. Budżet centralny i budżety samorządów to nie są dwa odrębne światy, to części sektora finansów publicznych. Czasy są, jakie są, minister Rostowski szuka pieniędzy wszędzie, gdzie się da – mówił Neneman.
Dodał, że należy poszukać kompromisu. Jego zdaniem samorządy powinny kontynuować inwestycje, ale np. finansując je z dochodów, a nie z kredytów. – Rozumiem, że władzom lokalnym trudno rozmawiać np. o zwiększeniu wpływów z podatków lokalnych czy z komunikacji miejskiej, która dziś, choćby w przypadku Warszawy, jest komunikacją socjalną. Nie rozumiem jednak, dlaczego to radni ustalają ceny biletów czy wody, a nie rynek – zastanawiał się Neneman. Samorządowcy odpowiedzieli, że trudno szukać źródeł finansowania inwestycji w dochodach, skoro są one permamentnie zmniejszane przez decyzje rządowe.
Uczestnicy debaty zgodnie uznali, że najtrudniejszy będzie 2012 i 2013 r. – Katowice także mają problem roku 2012. Propozycje resortu finansów prowadzą do tego, że każdy, kto gromadził wcześniej środki na inwestycje, teraz nie będzie mógł ich wydać. Można to porównać z sytuacją rodziny, która chce wybudować dom za 300 tys., zaoszczędziła 100 tys., 200 tys. ma pochodzić z kredytu, ale nie będzie mogła tego zrobić. Podobnie my, przygotowując się do poważnych inwestycji, gromadziliśmy środki, czyli nadwyżkę z lat ubiegłych. Zgodnie z przepisami służy ona do pokrycia deficytu, którego nie będziemy mogli wygenerować! Czyli oszczędzone pieniądze będą leżały na lokatach i nie będą mogły być inwestowane, bo takie są przepisy prawa – denerwował się prezydent Uszok.

Dwa trudne lata

Jego zdaniem problem z wysokim deficytem w samorządach to problem tego i przyszłego roku. – Czy nie można renegocjować warunków ograniczenia deficytu i przesunąć tego okresu o dwa lata? – pytał resort finansów.
– Okres przejściowy powinien obowiązywać co najmniej przez dwa lata. W 2014 r. samorządy wejdą już z nadwyżką budżetową. Potrzebujemy dwóch lat, by mieć możliwość realizacji przygotowanych już projektów, szczególnie tych współfinansowanych z UE – wtórował prezydent Grzymowicz.
Jeśli mimo wszystko regulacje dotyczące ograniczenia deficytu wejdą w życie już w 2012 r., lokalni włodarze nie powinni płakać nad rozlanym mlekiem, tylko kontynuować inwestycje w innych formułach. – Wyprowadzenie długu do spółek realizujących publiczne inwestycje komercyjne z partnerem prywatnym to normalny mechanizm, który funkcjonuje w wielu miastach Europy. Inwestycje w formule PPP zapewniają większą efektywność i rentowność tego rodzaju projektów – przekonywał prezes Stańczuk.
Przyznał jednak, że w rozwoju PPP może przeszkodzić rozporządzenie ministra finansów z 23 grudnia 2010 r. Według tych przepisów zobowiązania z tytułu umów o PPP zaliczają się do długu publicznego. – Rozumiem, że chodzi tylko o takie projekty, w których partner publiczny wziął na siebie większość ryzyka, ale to powinno być wyjaśnione na poziomie ustawowym – podkreślał Stańczuk.
Podsumowując debatę, Jarosław Neneman zauważył, że nie można dopuścić, by w wyniku nowych regulacji dotyczących deficytu samorządy musiały zrywać już zawarte umowy. Prezes Stańczuk podkreślił, że utrzymanie popytu inwestycyjnego ze strony publicznej jest polską racją stanu, zwłaszcza że problem wysokiego deficytu jest problemem przejściowym. Zdaniem przewodniczącego Dutki właśnie rozstrzyga się kwestia, czy będziemy mieć w przyszłości Polskę samorządową czy Polskę administracji samorządowej.
– Oby trudne decyzje nie były podejmowane kosztem samorządów – apelował prezydent Grzymowicz. A prezydent Zaleski zaznaczył, że idzie trudny czas dla samorządowców. A jeśli rząd doprowadzi do trzyletniego zastoju inwestycyjnego, to mogą za to zapłacić głowami dzisiejsi liderzy samorządowi.
Lesław Fijał - skarbnik Krakowa
Co minister finansów chciał osiągnąć, podpisując rozporządzenie z 23 grudnia 2010 r.? Czy chciał, byśmy jako kraj już w czerwcu 2011 r. przekroczyli 55 proc. długu wobec PKB? Bo przecież to rozporządzenie zwiększy wysokość długu. Gra resortu jest niezrozumiała, ale wysublimowana. Może my także powinniśmy ją podjąć w wysublimowany sposób. Możemy przecież powołać fundusz samorządowy, który będzie udzielał zwrotnych dotacji poszczególnym jednostkom. Taki sztuczny zabieg pozwoli zwiększyć dochody, a więc limit zadłużenia i deficytu. Może i my powinniśmy stosować równie mądre rozwiązania jak te przyjmowane przez resort finansów.
Stanisław Lipiński - skarbnik Szczecina
Rozumiemy, że nasz kraj musi zmniejszyć deficyt do 3 proc. PKB. Ale problem jest taki, czy chcemy zatrzymać rozwój kraju, czyli inwestycje. I to w momencie, kiedy musimy wykorzystać fundusze UE, czego kumulacja przypada właśnie na lata 2012 – 2013. Te dwa lata to szczyt i zadłużenia, i deficytu samorządów, potem te wskaźniki będą maleć. Dyskutowałem z kilkoma profesorami ekonomii; ich propozycja jest taka, by rząd przejściowo zwiększył konstytucyjny próg ostrożności dotyczący zadłużenia. Dziś wynosi on 55 proc. PKB, można go podnieść do 56 proc. bez zmiany konstytucji. Taka zmiana dałaby rządowi 14 – 16 mld zł oddechu.
Andrzej Pałucki prezydent-  Włocławka
My szanujemy rząd, ale chcemy też być szanowani. Na razie nikt nas nie słucha! Przykładem jest nieobecność dziś przedstawiciela Ministerstwa Finansów, choć mówimy o tak poważnych sprawach. My musimy odprowadzać daniny z dokładnością szwajcarskiego zegarka, jeśli nie, trzeba zapłacić odsetki. Ale w drugą stronę nie ma takiego mechanizmu. Pieniądze z budżetu nie przychodzą na czas i to ja muszę przekładać pieniądze, pożyczać, by zapobiec niepokojom społecznym. Postawmy postulat, by następne wybory parlamentarne były ostatnimi wyborami do Senatu. To ciało powinno być zastąpione izbą samorządów.
Andrzej Zabłocki - burmistrz Witnicy (woj. lubuskie)
Od 21 lat porządkuję mały ogródek, który nazywa się gmina. Zamknąłem sześć szkół, sprywatyzowałem pięć zakładów pracy, obniżyłem bezrobocie z 25 do 10 proc., wprowadziłem lampy energooszczędne. Wzięliśmy 10 mln euro z Unii Europejskiej, co pchnęło gminę o 20 lat do przodu. Zrobiłem to, co do mnie należy. Natomiast rząd ciągle nie robi tego, do czego jest powołany. Nie porządkuje swojego ogródka, nie oszczędza. Nowe ograniczenia nałożone na samorządy spowodują, że my nie weźmiemy już ani euro więcej. Zatrzymamy się w miejscu, dla nas to koniec rozwoju.
Barbara Nowak - burmistrz Połczyna-Zdroju
Około dwóch trzecich naszej gminy to obszary Natura 2000 i Drawski Park Krajobrazowy, 40 proc. to tereny rolnicze. Wiele z tych terenów jest na stałe lub czasowo zwolnionych z opodatkowania, przepisy dotyczące np. podatku rolnego są dla nas bardzo niekorzystne. Od października do lutego nasz budżet skurczył się o 1,5 mln zł z powodów zupełnie od nas niezależnych. Chociażby przez to, że zmieniło się wyrażenie „zajmowany" na „związany" ze służbą zdrowia. Nie da się tak funkcjonować! Co mam zrobić? Zamknąć szkoły? Na takiej lodowej górze, która ciągle topnieje, nie da się budować polityki dla ludzi i przyszłości.
Ireneusz Jabłoński, Centrum im. Adama Smitha
Chciałbym przypomnieć, że samorządy wydają pieniądze publiczne, z podatków, i nie generują wartości dodanej. To może smutne, ale taka jest prawda. Samorządowcy uważają, że zadłużenie bez limitów jest czynnikiem rozwojowym. A nie jest. Bo zbudowanie stadionu, aquaparku za 500 mln czy 1 mld zł nie ma nic wspólnego z rozwojem. Poprawia jakość życia, ale na taki poziom życia daną społeczność musi być stać. I w przypadku budżetów państwa, i samorządów powinna być ogromna dyscyplina. A źródeł finansowania inwestycji trzeba szukać w prywatyzacji, nie w zdejmowaniu limitów z długu. Dług ma to do siebie, że trzeba go oddać.
Przeczytaj także opinie innych prezydentów:
Czytaj także w serwisie:
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA