Historia

Generał von Falkenhayn „pisze” historię

Rzeczpospolita
Rok 1915, drugi rok światowego konfliktu, przyniósł aliantom same rozczarowania. Na froncie wschodnim niemiecka ofensywa zimowa zmusiła Rosjan do odwrotu z Mazur, a lokalne natarcia na froncie zachodnim nie przyniosły sukcesów uzasadniających poniesione straty. Włosi nie byli w stanie przełamać frontu austriackiego, Serbowie musieli jesienią zarządzić odwrót na Bałkanach. Ale impas w Europie to nie wszystko: zawiodły morskie i lądowe operacje sprzymierzonych w Dardanelach, natomiast próbujący opanować mezopotamską ropę Brytyjczycy pod wodzą gen. Townshenda dostali lanie od niedocenianych Turków pod Kut al Amara, u wrót Bagdadu.
Zwycięzca znad Marny marszałek Joffre żądał koordynacji uderzeń na różnych frontach, tak by Niemcy czy Austriacy nie mogli się ratować przerzucaniem rezerw z innych odcinków. Uważał jednak, że ze względu na stan pokiereszowanych przez Hindenburga Rosjan wielkie uderzenie na zachodzie może wyjść dopiero w lecie. Zdołał też wymusić na Brytyjczykach wprowadzenie powszechnej służby wojskowej oraz zgodę na wspólną ofensywę nad Sommą, a nie, jak pierwotnie chcieli, koło Ostendy.
Jego przeciwnik, szef niemieckiego sztabu głównego gen. Erich von Falkenhayn, który zastąpił pobitego nad Marną von Moltkego, także marzył o ostatecznym ciosie. Walczyć zaś musiał nie tylko z Francuzami i Brytyjczykami, ale także z potężnymi konkurentami we własnym obozie. Hindenburg, Ludendorff oraz Austriak Conrad von Hötzendorff również chcieli uderzać, ale na wschodzie. Natomiast Falkenhayn, który za najgroźniejszego z wrogów uznawał Wielką Brytanię z jej Royal Navy i nieuchronnym już powszechnym poborem do wojska, chciał naruszyć morale Wyspiarzy zniszczeniem... chwiejących się według niego na nogach Francuzów. A do tego potrzebował potężnej ofensywy w ograniczonym sektorze. Wybór padł na okolice lotaryńskiego miasta Verdun, wokół którego wznosiły się forty twierdzy z lat 80. XIX wieku Literatura o dziesięciomiesięcznych zmaganiach pod Verdun jest ogromna. I najczęściej powtarza tezę, że celem Falkenhayna nie było zdobycie miasta, lecz przyciągnięcie tam jak największej ilości wojsk francuskich, aby je wykrwawić za pomocą zmasowanego ostrzału ciężkiej artylerii. Projekt ten jakoby miał się znaleźć w memoriale przekazanym cesarzowi Wilhelmowi II w Boże Narodzenie 1915 r. Jednak niemiecki historyk Gerd Krumeich udowodnił, że ów „memoriał bożonarodzeniowy” to apokryf stworzony później dla uzasadnienia początkowych niepowodzeń i kontynuowania ataku mimo ogromnych strat. W rzeczywistości Falkenhayn chciał zdobyć Verdun!Taki bieg spraw przeczuwali już komentujący bitwę jej francuscy uczestnicy, w tym generał Philippe Pétain. Verdun jako cel ataku wygląda też z pamiętników dowodzącego 5. Armią pruskiego następcy tronu (Kronprinza), powojennych rozmów z niemieckimi oficerami i korespondencji znalezionej przy poległych lub ujętych Niemcach. Albowiem, wbrew zamazującemu swe pierwotne intencje Falkenhaynowi, Niemcy powtórzyli w 1916 r. wcześniejszy plan szefa sztabu Kronprinza – gen. Knobelsdorfa, który usiłował wziąć Verdun przez zaskoczenie.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL