fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Styl życia

Moją wyobraźnię pobudziło dzieciństwo

Na komponowanie przebojów nie mam ochoty, nie odnajduję się już w wyścigu do sławy
Kayax
Na komponowanie przebojów nie mam ochoty, nie odnajduję się już w wyścigu do sławy - mówi Kayah
Album w konwencji "Unplugged", który wydała pani niedawno, zawsze jest podsumowaniem pewnego etapu kariery. Czy odczuwa pani niepokój związany z tym, co będzie dalej?
Prawdę mówiąc, wcale się nad tym nie zastanawiam. Nie analizuję mojej muzycznej drogi - wystarczy, że robi to paru mądrali wiedzących więcej na mój temat niż ja sama, znających wszystkie moje tajemnice -nawet te, których ja nie znam. Wierzę, że sztuka ma szansę wtedy, kiedy bierze się z naturalnej potrzeby wypowiedzi, a nie z kalkulacji. Parę razy próbowałam kalkulować i na dobre mi to nie wyszło. Generalnie dobrze mi się żyje. Zamiast na płytach wypowiadam się w domu, tworząc, dłubiąc w tekstach. Gwałtownej potrzeby wydawania nowego albumu nie czuję, bo nasz rynek i media prawdziwych artystów nie szanują.
Cokolwiek by pani zrobiła, oczekują tylko wykonania starych przebojów?
Nawet nie to - interesują się moją sukienką albo z kim sypiam, a nie tym, co mam nowego do powiedzenia.
Ale jest grupa kilkudziesięciu tysięcy fanów, którzy są tego ciekawi.
I to do nich adresować będę najnowszą płytę, bo na komponowanie przebojów nie mam ochoty, nie odnajduję się już w wyścigu do sławy. Fakt, że sama wydaję swoje płyty, daje mi ten komfort, że nie muszę spełniać niczyich oczekiwań, tylko własne. Anna Maria Jopek też nie pisze przebojów, wydaje piękne płyty i ma swoich wiernych odbiorców. Wydaje mi się, że tędy droga.
A co było nieudaną kalkulacją, czego pani żałuje?
To się odnosiło do planów wydawniczych Kayaksu, bo sama prostytucji artystycznej nie popełniłam. Po tych doświadczeniach wiem, że nawet jako wydawca muszę robić tylko to, w co wierzę, co mi się podoba. Nie wierzyliśmy w komercyjne powodzenie płyty Marii Peszek - wydaliśmy jej płytę, bo się nam podobała. Tymczasem odniosła wielki sukces.
Czy miała pani takie momenty, że chciała zniknąć z rynku muzycznego jak Edyta Bartosiewicz, która przesuwa premierę nowej płyty o kolejny rok?
Rozmawiałam z Edytą na ten temat wiele razy, ma jednak swoje tajemnice i prawo do nich, które szanuję. Jest genialną artystką, ale geniusz też ma swoją cenę. Nie wiemy, co jest powodem jej zniknięcia: fizyczne i psychiczne zmęczenie, chęć wyciszenia się, nabrania dystansu do tego, co było i ma nadejść, a może obawa przed powrotem? Myślę, że to niełatwa sytuacja i wolałabym jej uniknąć. Sama miewam momenty muzycznego wypalenia. Ostatnio największą trudność sprawia mi pisanie tekstów. Kiedyś eksplodowałam słowami, piosenki wypadały mi dosłownie z rękawa. Miałam tyle przemyśleń, którymi chciałam się podzielić, co pewnie wiąże się z trybem życia. Kiedyś byłam sobie okrętem, sterem i żeglarzem, a teraz mam rodzinę i nie pieszczę refleksji, bo to wymaga czasu, namysłu, a nie ciągłego gonienia w piętkę.
Żeby sypać tekstami jak z rękawa, trzeba bywać, balangować, podróżować?
Ja w ogóle nie bywam. Kiedy przychodzi wieczór, nie chce mi się malować, myśleć, co na siebie włożyć, a już na pewno konfrontować ze spojrzeniami, które mnie badawczo prześwietlają na spotkaniach towarzyskich. Nieprzyjemne jest to, że ciągle ktoś błyska fleszem, a potem publikuje moją zaskoczoną minę w głupim grymasie z niedorzecznym i tendencyjnym komentarzem. Straszne, że wiele osób przychodzi na różne imprezy tylko po to, żeby znaleźć się w rubrykach towarzyskich. Dlatego wolę odwiedzać swoją przyjaciółkę w Londynie. Jestem tam mniej rozpoznawalna. Choć ostatnio coraz częściej się zdarza, że zadziwiam moich niepolskich znajomych, gdy kelnerzy w znanych restauracjach i klubach załatwiają mi najlepsze stoliki. Oczywiście są to nasi ukochani rodacy!
Ale do tego polskiego dentysty w Londynie, który opiekuje się Madonną, pani nie lata?
Mam bardzo fajnego stomatologa w Polsce. Jest wielkim fanem rocka i gdy już wpakuje mi kilogram ligniny do buzi, czego nienawidzę - zaczyna pytać: a słyszałaś tę płytę, a umiesz to zaśpiewać? A ja zakneblowana mogę tylko powiedzieć: bu, bu, bu!
Zaśpiewałaby pani u kogoś w chórkach?
No pewnie! Przecież kocham śpiewać, a w chórkach najbardziej. Najchętniej wystąpiłabym anonimowo. Ale mój menedżer za często mi nie pozwala. Mogę pomagać tylko moim chórzystkom, gdy mają solówki. Śpiewam wtedy, stojąc niewidoczna w kulisach, żeby uwaga nie była skierowana na mnie. Chciałabym też bardzo śpiewać w chórkach na płytach moich artystów z Kayaksu, ale są ambitni i wcale sobie nie życzą, żeby szefowa ich wspierała.
A jak się śpiewało ze Stanisławem Tymem w piosence "Wszystkie Ryśki to fajne chłopaki"?
Bardzo śmiesznie, choć pan Stanisław jest dla mnie chodzącą legendą, a spotkanie z nim było wielkim zaszczytem. I zaskoczeniem. Bo chociaż to wybitny satyryk oraz człowiek o wielkim poczuciu humoru, pracę traktuje niezwykle serio. Być może nawet nazbyt serio. Był w studiu przejęty jak dziecko. Cieszę się też, że przy okazji płyty poznałam Piotra Rubika, który zrezygnował z typowych dla siebie pompatycznych dźwięków i okazał się normalnym, rzetelnym muzykiem.
Jak dziś wspomina pani płytę nagraną z Goranem Bregoviciem?
W ogóle jej nie wspominam, choć dzięki niej mam dom z ogrodem. To spotkanie dało mi wiele domyślenia o ludziach.
Goran okazał się bałkańskim gwiazdorem zazdrosnym o sławę innych i namolnym podrywaczem?
Mnie nie podrywał, ale zazdrość nie jest mu obca. Chociaż wielu artystów na świecie nagrało podobną płytę co ja, prawie z tymi samymi piosenkami -to właśnie nasz duet zdobył uznanie na świecie. I tylko dlatego, że Goran miał kompleksy, nie kontynuowaliśmy naszego muzycznego spotkania. Mieliśmy zaproszenia od wielu festiwali, ale nie był w stanie znieść, że na festiwalu sopockim podczas naszego koncertu, śpiewając "Prawy do lewego", nie siedziałam potulnie obok niego na krześle, jak kazał, tylko rwałam się do publiczności i śpiewałam na proscenium. No, ale żałować tego spotkania -na pewno nie żałuję. Dzięki niemu zetknęłam się ze sceną etniczną. Czekam jeszcze tylko na to, żeby w końcu wypłacił mi moje pieniądze, które jest mi dłużny.
Kiedy nagrywała pani z Goranem, urodził się syn Roch. Teraz ma już dziewięć lat. Czy wciąż zmienia pani spojrzenie na świat?
Przewartościował wszystko, dzięki niemu uspokoiłam się i nie myślę za wiele o karierze.
Porównuje pani swoje i jego dzieciństwo?
Są nieporównywalne i to na korzyść naszego. Fakt, że mieliśmy tak ograniczone możliwości, pobudzał wyobraźnię. Wystarczyła kartka papieru, żeby rysować, zrobić samolot czy inną zabawkę. Roch może dostać iPoda najnowszej generacji i za chwilę powiedzieć, że się nudzi. Chyba lepiej było chodzić z kluczem na szyi, bawić się papierkiem po gumie donaldowej czy oranżadą w proszku, niż myśleć, co by tu jeszcze sobie kupić. Dlatego ucieszyłam się, kiedy pewnego dnia rozwalił mi legowisko na fotelu, bo zobaczyłam, że zaczyna budować sobie igloo z poduszek. Uruchomił wyobraźnię. No i zrezygnował z oglądania makabrycznego programu Jetix. W jego wieku nie wiedziałam, co to jest terroryzm, genetyka, broń chemiczna, seks i gwałt. A właśnie takich treści wszędzie jest pełno. Jego pokolenie już o tym wie. Dlatego tym ważniejsze jest zaszczepienie w dzieciach poczucia granicy pomiędzy dobrem i złem, prawdą i fikcją odpowiedzialności za czyny i konsekwencji, jakie za nie się ponosi.
Zwodziła mnie pani przez cały wywiad, to na koniec proszę powiedzieć, jak będzie z tą nową płytą, która ma się nazywać "Skała"?
Ale ja już bym się najchętniej zajęła następną! Kompozycje z myślą o "Skale" powstawały bowiem w dość długim czasie, w którym miałam mnóstwo innych obowiązków. To zdystansowało mnie trochę od tej muzyki. Ale może i dobrze, bo się nie spalałam emocjonalnie jak zawsze. Ale przecież nie zostawię piosenek, które lubię, choć w tym roku chyba tej płyty nie wydam, bo musimy zrobić przerwę po "Unplugged". Myślę, że wydamy "Skałę" na wiosnę.
I zrezygnowała pani całkowicie z zagranicznych planów?
Planuję międzynarodowy album, ale zupełnie niekomercyjny - z muzyką etniczną, z udziałem artystów nieznanych ogółowi, ale niezwykle wartościowych. Będę chciała z nimi wymieszać nasze muzyczne, kulturowe i religijne energie. Bardzo jestem ciekawa, co z tego wyjdzie. To będzie mój następny projekt po "Skale".
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA