Polityka

Warszawscy liderzy omijają stolicę

SPINKA
Mieszkańcy stolicy nie mają szans porozmawiać z liderami warszawskich list. Swoich kandydatów mogą spotkać, jeżeli pojadą do Krakowa, Łodzi albo Chicago
Jarosław Kaczyński w niedzielę był w Kielcach, w sobotę w Łodzi. A Warszawa? – Była jedna konwencja w stolicy, w hali Expo, dla ponad 2 tys. osób – słyszymy w sztabie PiS. – Na razie nie wiemy o innych spotkaniach premiera z warszawiakami. Pochłonięty kampanią ogólnopolską jest też lider warszawskiej listy PO Donald Tusk. Mimo opinii „spadochroniarza z Sopotu” nie zabiega o bezpośredni kontakt z mieszkańcami stolicy. – Ten tydzień jest przeładowany spotkaniami w Polsce. Ale w przyszłym spotka się z warszawiakami pewnie dwa razy – zapowiada Piotr Targiński, asystent lidera PO. Jedno będzie oficjalną konwencją PO, drugie ma być bardziej spontaniczne, ale konkretów na razie brakuje. – W kampanii parlamentarnej problemy są bardziej ogólnokrajowe niż lokalne. A Donald Tusk widzi się na co dzień z warszawiakami na ulicach – twierdzi Targiński. Nie precyzuje jednak, na jakich. Z grona warszawskich liderów najbardziej otwarty na spotkania z mieszkańcami wydaje się na razie Marek Borowski z LiD.– Około 30 procent kampanii to właśnie bezpośrednie rozmowy z mieszkańcami – wyjaśnia Maurycy Seweryn odpowiedzialny za kampanię lidera LiD. Wczoraj np. Borowski był na Pradze-Południe (to już czwarte spotkanie w dzielnicach). Wcześniej pojawiał się też na piknikach i spotkaniach z kupcami lub nauczycielami. Warszawa tak, ale później Poseł Andrzej Czuma (PO) spotyka się z wyborcami w Chicago. A z warszawiakami? – Z własnej inicjatywy takich spotkań nie robimy, jedynie na życzenie wyborców. Do tej pory odbyło się ich sześć – mówi syn kandydata i jego asystent Krzysztof Czuma. Założycielka Partii Kobiet Manuela Gretkowska odwiedziła już Kraków i Łódź. – W stolicy dopiero planujemy mniejsze spotkania. Duże wiece nie służą propagowaniu naszych poglądów. Nie mamy ochroniarzy – mówi Urszula Szabłowska, asystentka Gretkowskiej. Na wiecach za to dobrze się czuje jedynka list Samoobrony Piotr Ikonowicz. Od soboty aż do ciszy wyborczej będzie jeździł po Warszawie samochodem z nagłośnieniem i zatrzymywał się na uliczne spotkania. – Oddam mikrofon każdemu i będę słuchał zamówień, które mam realizować jako poseł – mówi Ikonowicz. Lider listy LPR Wojciech Popiela spotkania z warszawiakami przewiduje tylko w przyszłym tygodniu.Łukasz Foltyn, jedynka PSL, czeka na wytyczne sztabu. Popularni politycy tłumaczą, że nie muszą się spotykać z wyborcami, gdyż goszczą w ich domach za pośrednictwem mediów. Liczą na dotychczasową popularność lub przypominają o sobie udziałem w komercyjnych programach (np. Paweł Poncyljusz z PiS i Tadeusz Ross z PO pojawili się ostatnio w programie „Big Brother”). – Nie planuję spotkań. Jestem społecznikiem, można kontaktować się ze mną zawsze przez biuro poselskie czy Internet – mówi Joanna Fabisiak (PO).
Na bezpośrednie spotkania z wyborcami liczą ci, którzy nie mają przebicia do mediów i muszą sobie wychodzić popularność lub o sobie przypomnieć. Marek Borowski, którego dziś telewizja pokazuje rzadziej niż liderów PO i PiS, chętniej wychodzi więc do warszawiaków niż Tusk czy Kaczyński. Bezpośrednie spotkania są też szansą dla tych, którzy nie są jeszcze znani. Bo mitem jest twierdzenie, że posłami zostają tylko pewniaki z górnych miejsc na listach. Rozmowa oko w oko i żmudne pukanie od drzwi do drzwi bywa skuteczne. Radosław Markowski
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL