Sztuka

Polska nie odda obrazów Ingenheimów

Rodzina Ingenheimów w styczniu 1945 roku uciekła ze Śląska, pozostawiając swą kolekcję na pastwę Armii Czerwonej. Polakom udało się ocalić część dzieł przed dewastacją
Rodzina von Ingenheim należała do najbardziej znanych śląskich rodów. Jedna z jej linii rezydowała w Jeleniej Górze, siedzibą drugiej były Rysiowice (przed wojną Reisewitz) na Opolszczyźnie. Niewiele wiadomo o losach von Ingenhei-mów w czasie wojny.
Uciekając przed nadciągającą Armią Czerwoną na początku 1945 roku, opuścili swe włości. Zabrali część wspaniałej kolekcji, głównie małe obrazy, które sprzedawali po wojnie, by zdobyć środki na życie. Opuszczając Rysiowice, rodzina von Ingenheim pozostawiła w pałacu część kolekcji malarstwa, manuskrypty Bacha i prawie całą bibliotekę. Po wojnie bezskutecznie usiłowała się dowiedzieć, co się stało z jej majątkiem. Doszło przy tej okazji do rodzinnych sporów i kilku procesów sądowych o ustalenie prawa własności poszczególnych dzieł sztuki.
Sporo obrazów trafiło w ręce żołnierzy ze specjalnych oddziałów Armii Czerwonej, które przeczesywały zdobyte ziemie w poszukiwaniu niemieckich dzieł sztuki. Pragnąc uchronić je przed zagładą, niemieckie władze jeszcze w czasie wojny wydały polecenie gromadzenia cennych zbiorów w specjalnych składach. Jak ustaliła polska historyk sztuki Magdalena Palica, kilka obrazów Ingenheimów zostało jednak odnalezionych przez polskie służby i przekazanych Muzeum Narodowemu w Warszawie na początku marca 1946 roku. Kilka innych trafiło do zbiorów Zamku Królewskiego na Wawelu oraz do Muzeum we Wrocławiu. Do tej pory Powiernictwo Pruskie – organizacja niemieckich wysiedleńców domagająca się odszkodowań od Polski – nie zajmowało się dziełami sztuki. Pozew o zwrot obrazów Ingenheimów, który złożyło w imieniu spadkobiercy rodziny Franza Heuera, jest pierwszym takim przypadkiem. Adwokat organizacji Thomas Gertner podkreśla, że traktuje sprawę Heuera tak samo jak pozwy pozostałych klientów. – Dzieła sztuki zostały przejęte przez polskie władze na podstawie tych samych aktów prawnych co poniemieckie nieruchomości. Działo się to w warunkach czystek etnicznych, które są zbrodnią przeciwko ludzkości – tłumaczy Gertner. Eksperci podkreślają, że pozwy nie mają szans powodzenia. Nie wiadomo nawet, czy Europejski Trybunał Praw Człowieka w ogóle zajmie się rozpatrzeniem sprawy Heuera. – Prawo nie działa wstecz. Polska nie była wówczas sygnatariuszem europejskiej konwencji praw człowieka, więc Europejski Trybunał nie może zajmować się podobnymi sprawami – podkreślają. Powiernictwo Pruskie, wysuwając pozew o obrazy Ingenheimów, włączyło się w trwający od pewnego czasu polsko-niemiecki spór o dzieła sztuki. Kilka tygodni temu dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, powołując się na pełnomocnika niemieckiego rządu ds. dóbr kultury, napisał, że znajdujące się w Polsce niemieckie dzieła sztuki są ostatnimi jeńcami drugiej wojny światowej. Uznał je za łupy wojenne i wezwał rząd, by domagał się ich zwrotu. Wywołało to oburzenie w Polsce. – To przecież my uratowaliśmy wiele niemieckich dóbr kultury przed dewastacją lub rozgrabieniem przez Armię Czerwoną – powiedział w rozmowie z „Rzeczpospolitą” prof. Władysław Bartoszewski. – A Niemcy do tej pory nie rozliczyli się z dóbr kultury zagrabionych w Polsce. eurodeputowany PiS kandydat PO na ministra spraw zagranicznych not. p.z.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL