fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Chińskie fabryki zamknięte ponad 2 tygodnie

AFP
Piotr Mazurkiewicz
Trwające co najmniej dwa tygodnie obchody chińskiego Nowego Roku to poważny problem dla całego świata. Fabryki nie pracują, więc trzeba odpowiednio wcześniej zrobić zapasy
W tym roku obchody nowego roku (zwanego także Świętem Lampionów) rozpoczynają się 3 lutego, ale wiele fabryk zamknęło się już 26 stycznia. W drogę do domów ruszyło ok 150 mln robotników, dla których to z reguły jedyna okazja, aby choć raz w roku odwiedzić rodzinę. Często pokonują tysiące kilometrów, więc przestoje zakładów się wydłużają. Nie ruszą przed 14 lutego, więc firmy zlecające produkcję do chińskich zakładów muszą się odpowiednio do tego przygotować.
– W Chinach wszyscy wybierają się do rodzinnych domów, aby wspólnie świętować Nowy Rok – mówi Mona Williams, wiceprezes amerykańskiego Container Store. Firma prowadzi sieć magazynów na sprowadzane przez inne spółki z Chin. – Przez ostatni miesiąc w zasadzie nie mamy żadnych dostaw. Oznacza to miliony dolarów strat dziennie – dodaje.
– Wielu naszych klientów ma taki sam problem. Chiny przestają także być najtańszym zapleczem produkcyjnym – stwierdził Pratap Mukharji, partner w firmie doradczej Bain & Co.
Produkcję do Chin zleca większość firm odzieżowych, a z ich punktu widzenia moment jest nieszczególny. W sklepach kończą się wyprzedaże i stopniowo jest wprowadzana kolekcja wiosenna.
Dlatego muszą odpowiednio wcześniej sprowadzić towar, ale trzymać go w magazynach, co wiąże się oczywiście z dodatkowymi kosztami. – Działając na tym rynku trzeba zdawać sobie z tego sprawę i odpowiednio wcześnie reagować. Zamówienia składamy w takich terminach, aby towar zdążył trafić do Polski zanim rozpocznie się święto – mówi Dariusz Pachla, wiceprezes spółki LPP znanej z marek Reserved czy House.
Problem dotyczy nie tylko tej branży. – Pod koniec ubiegłego roku znaczną cześć środków przeznaczyliśmy na zwiększenie zapasów towarów importowanych z Chin, ze względu na przypadające na początku lutego chińskie święta. Dla wielu producentów ten okres oznacza zatrzymanie produkcji na co najmniej dwa tygodnie, wstrzymanie wysyłek i przyjmowania zamówień – mówi Piotr Chrobak, prezes spółki Poltronic, która sprowadza z tego kraju sprzęt i komponenty elektroniczne.
Kłopotliwe obchody świąt jeszcze mocniej zwracają uwagę na rosnące koszty produkcji w Chinach. - W ciągu ostatniego roku zdaniem naszych klientów wzrosły średnio 10-15 proc. – mówi Bruce Cohen, partner w firmie doradczej Kurt Salmon, specjalizującej się w rynku detalicznym. Widać to już po firmach odzieżowych. Na metkach jako miejsce produkcji coraz częściej zamiast Chin widnieje Bangladesz, Indonezja czy Wietnam.
Także chińscy robotnicy oczekują coraz wyższych wynagrodzeń i lepszych warunków pracy, co przekłada się na wzrost kosztów. Dlatego zdaniem amerykańskich ekonomistów wiele fabryk zamkniętych na przerwę świąteczną już nie zostanie po niej ponownie otwartych.
– Sprowadzenie zamówionych w Chinach towarów do USA zajmuje 12-16 tygodni. To sporo czasu, dlatego w wielu branżach poszukiwane są alternatywne rozwiązania – dodaje Bruce Cohen.
Jak wyjaśnia część producentów sprzętu elektronicznego już teraz zleca produkcję do Meksyku. Z kolei w przypadku dużych gabarytów, np. sprzętu czy mebli, produkcja w Chinach ma jeszcze mniejszy sens. Dlatego choćby IKEA zleca tam produkcję wielu akcesoriów, ale już meble na potrzeby europejskiego rynku powstają głównie w Polsce.
Nasz kraj jest też największym na starym kontynencie zagłębiem produkcji sprzętu AGD, który też lepiej produkować na miejscu, co daje możliwość szybszej reakcji na zmiany na rynku. Z kolei na rynku odzieżowym jedynie Inditex (znany głównie z marki Zara) nie zleca produkcji tylko do Azji i nadal utrzymuje produkcję w Hiszpanii czy Portugalii. Dzięki temu co kilka tygodni jest w stanie wprowadzić do sklepów nową kolekcję - z bazą produkcyjną w Azji byłoby to niemożliwe.
[ramka][srodtytul]Chiński tygrys[/srodtytul]
Choć pojawiają się problemy to Chiny nadal są fabryką świata i do tego rozwijają się w błyskawicznym tempie. W 2010 r. PKB tego kraju wzrosło 10,3 proc. i jest to już ponad 6 bln dol. Z danych Narodowego Biura Statystycznego wynika, że produkcja przemysłowa wzrosła w grudniu o 13,5 proc. wobec wzrostu o 13,3 procent miesiąc wcześniej, a sprzedaż detaliczna zwiększyła się o 19,1 procent po wzroście o 18,7 procent w listopadzie. Dzisiaj Chiny są już drugą gospodarką świata - większa jest tylko amerykańska. Według Goldman Sachs zmieni się to w 2015 r. kiedy dokonają się zmiany na pozycji lidera. O ile do tego czasu nie dojdzie do gwałtownych zmian i firmy faktycznie przestaną traktować Chiny jako zaplecze produkcyjne świata. [/ramka]
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA