fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Katastrofa smoleńska

Komsomolskaja Prawda o tajnej instrukcji 36. specpułku

Fotorzepa, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński
Kilku godzin potrzebowali przedstawiciele rządu i armii, by ustalić, czy w 36. specpułku jest tajna instrukcja o lotnisku zapasowym
Do katastrofy polskiego Tu-154 pod Smoleńskiem mogła doprowadzić tajna instrukcja, zgodnie z którą samolot może odejść na lotnisko zapasowe tylko za zgodą „głównego pasażera” – doniosła w piątek „Komsomolskaja Prawda”.
Tak wysokonakładowa gazeta sympatyzująca z premierem Władimirem Putinem komentuje zapowiedź, że raport polskiej komisji o katastrofie z 10 kwietnia będzie ostrzejszy niż raport MAK. „Komsomolskaja Prawda” wyjaśnia, że o tajnej instrukcji w 36. Specjalnym Pułku Lotnictwa Transportowego dowiedziała się od polskiego dziennikarza. Nie ujawnia nazwiska.
Instrukcja miała powstać po tym, jak w 2008 r. pilot odmówił prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu lądowania w Tbilisi. Jej istnienie początkowo potwierdził w RMF FM rzecznik rządu Paweł Graś: – Taka instrukcja na pewno istnieje, natomiast jakie są w niej zapisy, trudno mi powiedzieć, choć szczerze mówiąc, nie wydaje mi się, by akurat takie szczegółowe zapisy tam się znajdowały, ale nie wiem.
Kika godzin później Centrum Informacyjne Rządu wydało oświadczenie: „Nieuprawnione jest twierdzenie, że rzecznik prasowy rządu potwierdził istnienie tajnej instrukcji opisanej w »Komsomolskiej Prawdzie«”. Niedługo sam Graś zaprzeczył istnieniu instrukcji. Podobnie zachował się szef Sztabu Generalnego. Przed południem gen. Mieczysław Cieniuch powiedział: – Ładnie to brzmi: podobno, prawdopodobnie i tajna. Nie, nie znam tej instrukcji, na którą powołują się media rosyjskie, więc nie mogę powiedzieć, że taka instrukcja istnieje, a tym bardziej że są tam takie zapisy, jakie strona rosyjska przywołuje.
Po kilku godzinach i on, i szef MON zaprzeczali. – Żadnej tajnej instrukcji ani żadnego tajnego przepisu w jakiejś instrukcji, która by to zakładała, po prostu nie ma – mówił Bogdan Klich.
A gen. Cieniuch dodał: – Ta informacja wydawała mi się mało prawdopodobna, ale nakazałem ją sprawdzić. Dostałem już informację, że taka instrukcja na 100 proc. nie istniała ani nie istnieje.
Głos w sprawie katastrofy zabrał rosyjski wicepremier. – Kontrolerzy lotów nie mogli zabronić lądowania, jeśli dowódca statku powietrznego lub ktoś inny, kto był w tym czasie w samolocie, podjął decyzję, by lądować za wszelką cenę – mówił Siergiej Iwanow. Stwierdził też, że wątpliwości będzie można wyjaśnić w toku rosyjskiego śledztwa. Prokuratura rosyjska ma jeszcze raz badać wrak Tu-154.
We wtorek do Moskwy jadą polscy prokuratorzy. Być może wezmą udział w przesłuchaniu kierownika lądowania i kierownika strefy lądowania ze Smoleńska. Prokuratura chce też przesłuchać zastępcę dowódcy bazy w Smoleńsku Nikołaja Krasnokutskiego.
 
 
To był lot pasażerski, więc pasażerów się wozi według reguł cywilnych – mówił w piątkowym wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” minister spraw wewnętrznych Jerzy Miller. Stoi on na czele komisji wyjaśniającej przyczyny katastrofy smoleńskiej. Mówił też, że mgła, która utrudniała widoczność podczas lądowania, nie była jedyną przyczyną wypadku. – Było ich kilkadziesiąt – dodał. – Oni nie chcieli tam wylądować – zaznaczył, podkreślając, że piloci zamierzali zejść na wysokość 100 m. Czemu zeszli niżej? Nie wiadomo. W piątek RMF FM podało, że prokuratura wyjaśniła już wątek mgły. Biegli wykluczyli jej sztuczne powstanie.
 
 
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA