fbTrack

Kościół

Kardynał Nycz odebrał insygnia z rąk Benedykta XVI

Kard. Kazimierz Nycz w sobotę otrzymał biret od Benedykta XVI. Na zdjęciu przyjmuje gratulacje od innych kardynałóww Bazyliceśw. Piotraw Watykanie
AFP
Aż siedmiu z 11 purpuratów Polaków jest związanych z Krakowem – miastem Jana Pawła II
– Nigdy w życiu nie pragnąłem władzy. I nie uważałem, że bycie biskupem, arcybiskupem czy kardynałem to jest kwestia władzy – powiedział kard. Kazimierz Nycz w sobotę po zakończeniu uroczystości w Bazylice św. Piotra, podczas której Benedykt XVI wręczył mu biret kardynalski. Dodał, że chciałby jak najlepiej służyć ludziom.
W konsystorzu w Bazylice św. Piotra uczestniczyło kilka tysięcy osób, w tym biskupi z Polski i pielgrzymi. Metropolita Warszawy jest jednym z 24 nowych kardynałów, których mianował Benedykt XVI. W niedzielę papież wręczył nowym purpuratom pierścienie. Polaków prosił o wspieranie modlitwą nowego kardynała i wszystkich polskich biskupów.
Kard. Nycz jest 11. kardynałem Polakiem. Choć jest metropolitą Warszawy, to skończył seminarium w Krakowie i był tam kilkanaście lat biskupem pomocniczym. Jest więc siódmym kardynałem związanym z tym miastem – przez seminarium, miejsce pracy czy zamieszkania. Podobnie jak kardynałowie: Stanisław Dziwisz, Franciszek Macharski, Marian Jaworski, Andrzej Maria Deskur, Stanisław Ryłko i Stanisław Nagy. [srodtytul]Ciągłość i stabilność[/srodtytul] – Może to genius loci – zastanawia się Tomasz Wiścicki, publicysta związany z miesięcznikiem "Więź". – Miejsce szczególne, które tworzą osobowości, rozwijają się w tym środowisku i wpływają na inne. Krakusi są bardziej sceptyczni. – To sprawa długowieczności – mówi jeden z księży, podkreślając, że większość kardynałów liczy dużo powyżej 80 lat. Abp Tadeusz Pieronek, też od czasów seminarium związany z podwawelskim grodem, dodaje: – W XV stuleciu Kraków przeżywał złoty wiek świętych, teraz – złoty wiek kardynałów. Najsłynniejszym polskim kardynałem z Krakowa był oczywiście Karol Wojtyła, który do śmierci z czcią i szacunkiem wspominał kard. Adama Sapiehę, księcia niezłomnego, jak go nazywał. W czasie drugiej wojny światowej, gdy z Polski wyjechał prymas August Hlond, to kard. Sapieha, trwając na posterunku, był punktem odniesienia dla Polaków (nie tylko katolików) widzących w nim ciągłość nieistniejącego państwa. – Kościół krakowski miał szczęście, bo przez wieki zachował ciągłość i stabilność. W ostatnich 200 latach wychodził obronną ręką ze wszystkich zawirowań dziejowych – mówi Wiścicki. Pod zaborem katolickich Austro-Węgier Kościół krakowski mógł się swobodnie rozwijać w przeciwieństwie do pozostałych ziem polskich. W zaborze rosyjskim kasowano zakony, a metropolita Warszawy Zygmunt Szczęsny Feliński został wygnany na Wschód. W zaborze pruskim w Kościół katolicki wymierzona była polityka Kulturkampfu, czego wyrazem było m.in. aresztowanie prymasa abp. Mieczysława Halki#-Ledóchowskiego. Ale zdaniem ks. prof. Jacka Urbana, historyka, wykładowcy Uniwersytetu Jana Pawła II w Krakowie, Kościoły wielkopolski czy śląski były nie mniej silne niż krakowski. – O tak dużej liczbie kardynałów związanych z Krakowem zdecydowało kilka czynników: klimat miasta, pontyfikat Jana Pawła II i cechy własne purpuratów – uważa. [srodtytul]Nie tylko przyjaźń[/srodtytul] – Nie sądzę, aby ten fenomen można tłumaczyć wyłącznie personalnymi powiązaniami – mówi Wiścicki, odpowiadając tym, którzy jako główny czynnik wymieniają pontyfikat Jana Pawła II. Na siedmiu krakowskich kardynałów czterech istotnie mianował papież Polak. Z dwoma z nich odczuwał szczególny rodzaj więzi. Gdy w 1967 roku musiał jechać do Rzymu odebrać kapelusz kardynalski, poprosił przyjaciela, filozofa, ks. prof. Mariana Jaworskiego, by zastąpił go podczas rekolekcji. Ks. Jaworski pojechał i w wypadku kolejowym stracił rękę. Kiedy 16 października 1978 roku Wojtyła został papieżem, jego przyjaciel bp Andrzej Maria Deskur pracujący w kurii rzymskiej został sparaliżowany. W 1985 roku Jan Paweł II mianował bp. Deskura kardynałem. Natomiast ks. Jaworski został kardynałem in pectore w 1998 roku, a oficjalnie w 2001 r. Kard. Jaworski, lwowiak z urodzenia, na prośbę papieża od 1991 roku był łacińskim metropolitą Lwowa. Był najbliższym przyjacielem Jana Pawła II, właściwie domownikiem Pałacu Apostolskiego i jednym z tych, którzy byli przy umierającym papieżu. Od dwóch lat jest na emeryturze i znów mieszka w Krakowie. – Tytuł kardynała był przede wszystkim dowartościowaniem Kościoła we Lwowie, choć też docenieniem działalności profesorskiej kard. Jaworskiego, który był pierwszym rektorem PAT w Krakowie – mówi ks. prof. Urban. – Tytuł kardynalski dla ks. Nagya, związanego przez całe życie naukowe z KUL, choć mieszkającego w Krakowie, był zaś rodzajem wynagrodzenia za pracę naukową. Otrzymał go już po 80. roku życia, czyli w wieku emerytalnym dla kardynałów. Natomiast następcy kard. Karola Wojtyły na stolicy arcybiskupiej w Krakowie Franciszkowi Macharskiemu kardynalstwo należało się niejako z urzędu. Podobnie jak jego następcy kard. Stanisławowi Dziwiszowi oraz prefektowi Papieskiej Rady do spraw Świeckich kard. Stanisławowi Ryłce (obu godność tę nadał Benedykt XVI). Tylko czterej kardynałowie Polacy nie są związani z Krakowem: Józef Glemp, Henryk Gulbinowicz, Zenon Grocholewski i Kazimierz Świątek z Białorusi.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL