Katastrofa smoleńska

Archeolodzy pojadą do Smoleńska szukać szczątków ofiar

Miejsce katastrofy prezydenckiego samolotu
Fotorzepa, Kuba Kamiński kkam Kuba Kamiński Kuba Kamiński
Archeolodzy pojadą do Rosji, by dokładnie przeszukać miejsce, gdzie 10 kwietnia runął prezydencki tupolew
Do Smoleńska udadzą się 30 września. Podczas kilkudniowego pobytu archeolodzy przeprowadzą oględziny miejsca tragedii. – Mamy głębokie przeświadczenie, że na miejscu katastrofy nadal mogą znajdować się szczątki ofiar – przyznał gen. Krzysztof Parulski, szef Naczelnej Prokuratury Wojskowej.
Fragmenty kości i żuchwy, prawdopodobnie należące do ofiar katastrofy, znalazł tam 2 września o. Marek Kiedrowicz, kapelan X Międzynarodowego Motocyklowego Rajdu Katyńskiego. Archeolodzy będą mieć status ekspertów i skorzystają z pomocy służb konsularnych oraz polskiej ambasady. Wojskowi prokuratorzy poinformowali, że wystąpili do Rosji o przekazanie nam wraku Tu-154 (lub przynajmniej zanim to nastąpi, przykrycia go brezentem). Ten wciąż leży pod gołym niebem, choć w czerwcu śledczy prosili o jego zabezpieczenie. Prokuratorzy na wczorajszej konferencji prasowej nie potrafili wyjaśnić, dlaczego rozcinano resztki samolotu. Zdjęcia, na których widać, jak rosyjscy robotnicy tną go piłami, pokazała TVP.
Według agencji Interfax Rosja na razie nie zwróci nam wraku, bo to ważny dowód w postępowaniu, które jeszcze nie jest zakończone. Polscy śledczy znów przekonywali, że wspólne polsko-rosyjskie śledztwo było niemożliwe. – Nie pozwalają na to przepisy – mówił Krzysztof Karsznicki z Prokuratury Generalnej. Twierdził, że ta sytuacja pokazała słabość polskich i międzynarodowych regulacji prawnych. Do podjęcia „działań zmierzających do rzetelnego wyjaśnienia przyczyn” katastrofy wzywają premiera Donalda Tuska posłowie PiS. Przedstawili projekt rezolucji Sejmu w tej sprawie. Zdaniem pełnomocnika części rodzin ofiar mec. Rafała Rogalskiego rosyjskie śledztwo prowadzone jest pod z góry założoną tezę. W Polsat News oskarżył nawet Rosjan, że mogą preparować dowody. Jak podał wieczorem portal Tvn24.pl, z zeznań rosyjskich kontrolerów lotów wynika, że lotnisko Siewiernyj ma wojskowy charakter. Oznaczałoby to, że odpowiedzialność za lądowanie ponosiliby nie tylko polscy piloci, ale również rosyjscy kontrolerzy.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL