Literatura

Zamość i stara fotografia

Adam Gąsianowski Robert Horbaczewski czar starej fotografii z albumów rodzin zamojszczyzny Zamość 2010
Rzeczpospolita
Dawne albumy to nie tylko sentymentalna rodzinna pamiątka, ale cenny dokument minionego czasu
Fotografik Adam Gąsianowski i dziennikarz Robert Horbaczewski są od dawna pasjonatami starych albumów. Zbierają fotografie i zapisują rodzinne opowieści. Najpierw publikowali je na łamach zamojskiej „Kroniki Tygodnia”, teraz wydali niezwykłą książkę o ludziach i dziejach fotografii.
Moda na fotograficzne albumy, oprawiane w skórę, płótno, jedwab, rozpowszechniła się w Europie w drugiej połowie XIX wieku. Wyklejano je starannie zdjęciami czarno-białymi, w sepii, podkolorowanymi akwarelami, gwaszami, pastelami. Przyjazd wędrownego fotografa albo wyprawa do jego studia były wydarzeniem dla całej rodziny. Odświętne stroje i pozy pełne godności świadczą, że portretowani mieli poczucie utrwalenia chwili na wieki. Pierwsze atelier w Zamościu założył w 1879 roku pochodzący z Warszawy Kazimierz Strzelecki. Za nim pojawili się inni. Najczęściej robili zdjęcia portretowe dorosłych i dzieci, uwieczniali ślubne pary i całe rodziny. Książka gromadzi fotografie od XIX wieku do końca II wojny.
Niekiedy upamiętniają one historyczne chwile, jak przyjazd marszałka Józefa Piłsudskiego witanego z honorami na dworcu. Albo wizytę prezydenta Ignacego Mościckiego w 1928 roku, którego z Zamościem łączyły osobiste więzi, bo w tym mieście chodził do szkoły. Przede wszystkim ta książka przypomina zwykłych mieszkańców Zamościa i okolic. Więcej o ich losach mówią wspomnienia, np. o Włościańskiej Orkiestrze, którą założył w 1881 roku tutejszy ziemianin Karol Namysłowski. Grało w niej początkowo 24 wiejskich muzyków. Jej sława dotarła nawet do cara Aleksandra III, który zaprosił ją na koncert i tak się zachwycił, że dał Namysłowskiemu zezwolenie na występowanie w całym imperium. Kolejne generacje kontynuowały muzyczne tradycje. Przed dwoma laty następcy przekształcili zespół w Orkiestrę Symfoniczną im. Karola Namysłowskiego w Zamościu. W czasach fotografii cyfrowej jedni pozbywają się starych albumów. Inni, jak Elżbieta Węglińska, stają się odkrywcami „skarbów”. Pod deskami starej podłogi odkryła szklane negatywy z portretami mieszkańców swojej wsi, ukryte tam kilkadziesiąt lat temu. Autorzy książki przypominają, że prywatne fotografie i wspomnienia to także część zbiorowej historii.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL