fbTrack

Film

Don Giovanni, Casanova i Mozart w filmie Carlosa Saury

„Ja, Don Giovanni” zachwyca efektownymi, wysmakowanymi kadrami, ale to właściwie jedyny atut filmu
Vivarto
Najnowszy film Carlosa Saury to wyprana z emocji opowieść o namiętności. Nadmiar ambicji zgubił reżysera. "Ja, Don Giovanni" od jutra na ekranach
Don Giovanni zwany też Don Juanem to, jak wiadomo, najsłynniejszy uwodziciel. Żadnej kobiecie nie przepuścił. W operze Mozarta służący Leporello wylicza, ile pań padło jego łupem: 640 we Włoszech, 231 w Niemczech, 1003 w Hiszpanii... Jeśli zsumujemy, okaże się, że było ich 2065. Wielu dzisiejszych mężczyzn chciałoby mieć tak bogate życie erotyczne.
[wyimek][link=http://www.rp.pl/artykul/321766,527450-Ja--Don-Giovanni---film-wyprany-z-emocji.html]Ja, Don Giovanni - film wyprany z emocji - zobacz na tv.rp.pl[/link][/wyimek] W tytule filmu Carlosa Saury przy imieniu uwodziciela pojawia się wszakże zaimek: ja. Pytanie zatem: ja, czyli kto? Kandydatów jest kilku. Pierwszy to Giacomo Casanova, XVII-wieczny wenecki kochanek znany z podbojów w całej Europie. Nie jest wszakże pierwowzorem literacko-operowego Don Juana, opowieści o nim powstawały już 100 lat wcześniej.
[srodtytul]Poeta i kompozytor [/srodtytul] Drugi to Lorenzo da Ponte, postać nie mniej barwna niż sam Casanova, wenecjanin z rodziny ochrzczonych Żydów. Miał być księdzem, ale wydalono go z seminarium za libertyńskie poglądy i nazbyt swobodny tryb życia. Osiadł w Wiedniu, stał się poetą oraz dostarczycielem operowych librett. Trzy z nich, napisane dla Mozarta, zapewniły mu nieśmiertelność ("Wesele Figara, "Cosi fan tutte" i "Don Giovanni" właśnie). [link=http://www.rp.pl/galeria/9131,1,527513.html]Galeria fotosów z filmu[/link] Don Giovannim mógłby też być sam Mozart, który w jednym z listów wyznał z rozbrajającą szczerością: "Gdybym musiał poślubić wszystkie kobiety, z którymi się zabawiałem, musiałbym mieć już ze dwieście żon". Podobno zaś Komandor, powracający z zaświatów i wymierzający uwodzicielowi karę, to ojciec Mozarta. [srodtytul]Praga, a nie Wiedeń[/srodtytul] Losy tych trzech mężczyzn splatają się w filmie Saury o tym, jak rodziła się opera o Don Giovannim. Każdy z nich chciał stać się jej bohaterem. Stary już wówczas Casanova dopingował da Pontego do pracy, bo liczył, że dzięki temu dziełu nie przeminie sława jego sukcesów. Librecista w gruncie rzeczy opowiadał o sobie. A niektórzy biografowie Mozarta twierdzą, że on stworzył operę z odniesieniem do własnych doświadczeń. Jest jeszcze w filmie marzenie o wielkiej a czystej miłości, którą uosabia Annetta. I są intrygi na dworze cesarza Austrii rozpętane przez kompozytora Salieriego, który dąży do zniszczenia swego rywala, Mozarta. Mimo wielu historycznych postaci na ekranie film dość swobodnie obchodzi się z faktami. Prapremiera "Don Giovanniego" nie odbyła się przecież w Wiedniu, ale w czeskiej Pradze. Mozart powiedział wprost, że to nie jest opera dla wiedeńczyków, nisko cenił ich muzyczny smak. Obejrzeli ją, ale pół roku później. Takie odstępstwa byłyby nieistotne, gdyby film wciągał. Tymczasem oglądamy rzecz o miłości, namiętnościach i pożądaniu (także sławy i sukcesu), pozbawioną emocji. Zimną i pachnącą kurzem, który wydaje się wydobywać ze starych dekoracji teatralnych. Znaczna część akcji rozgrywa się podczas prób do "Don Giovanniego". Nawet gdy przenosi się poza scenę, bohaterowie nie ożywają. Są tak samo sztuczni jak XVIII-wieczne operowe primadonny. Aż trudno uwierzyć, że nakręcił to Carlos Saura, artysta, który tak pięknie od ponad 30 lat posiłkuje się muzyką, by tworzyć pełne dramatyzmu historie filmowe. Jest to klęska tym dotkliwsza, że Saura posłużył się "Don Giovannim" Mozarta. Operą, która mimo gorsetu XVIII-wiecznej formy jest dziełem uniwersalnym i ponadczasowym, jak miłość i pożądanie. Wspaniale pokazuje złożoność ludzkiej duszy i nadal inspiruje realizatorów, a oni, przenosząc bohatera do naszych czasów, potrafią pokazać, jak zagadkowy potrafi być dzisiejszy mężczyzna: bezwzględny wobec kobiet, a jednocześnie obawiający się ich; cyniczny a bezbronny; zimny a pragnący emocjonalnego ciepła. To właśnie my, panowie, niezależnie, czy bliżej nam do zamożnych yuppies czy do ćpunów z wielkomiejskich slumsów, bo tak teatr potrafi dziś przedstawiać Don Giovanniego. Geniusz niedoceniony A bohater Saury to po prostu nikt. Czy dlatego, że mistrz kina zawierzył starej konwencji operowej? Poprzedni film, "Fados" także cały powstał w studiu, w umownych dekoracjach, a była to przejmująca muzyczna opowieść o miłości. Tym razem nie docenił chyba geniuszu Mozarta. Postanowił wesprzeć go opowieścią, która okazała się mało wciągająca, zwłaszcza w porównaniu z legendarnym "Amadeuszem" Formana. Za dużo w tym filmie ambicji, a za mało pomysłów. I to zgubiło Saurę.        
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL