fbTrack

Świat

Gruzja mniej ważna dla Polski – cieszą się Rosjanie

Micheil Saakaszwili i Lech Kaczyński przyjaźnili się i wspierali wzajemnie (Warszawa, kwiecień 2009 roku)
Fotorzepa, Seweryn Sołtys Seweryn Sołtys
Warszawa zmienia stosunek do dawnego strategicznego sojusznika, Gruzji – sugeruje dziennik „Izwiestia”
„Komorowski pokazał Gruzji, gdzie jest jej miejsce” – pisze komentator gazety Maksim Jusin, opierając się na wywiadzie, którego polski prezydent udzielił „Rz”. Odpowiadając na pytanie: „Czy Gruzini mogą liczyć na pana, tak jak mogli na prezydenta Kaczyńskiego?”, Bronisław Komorowski odparł: „Aż tak na pewno nie. Bo ja nie pojadę na granicę tylko dlatego, że wymyślił to sobie prezydent Gruzji. Natomiast oczywiście Polska powinna w sposób jednoznaczny opowiadać się za prawem wszystkich narodów do samostanowienia i własnej niepodległości. A w przypadku Gruzji Polska nie powinna rezygnować z tego, co jest jednym z pryncypiów: stoimy na stanowisku niepodzielności terytorium Gruzji. Za to na pewno nie zastąpimy Stanów Zjednoczonych w tej roli, którą – jak się wydawało – chcą odegrać. I być może na tych przekonaniach po stronie polskiej budowano troszkę zbyt daleko idące nadzieje”. Według Jusina to dowód, że „w polityce zagranicznej Warszawy skończyła się epoka, kiedy Tbilisi było uważane za bodaj najważniejszego strategicznego sojusznika”. Ideologicznym podtekstem polsko-gruzińskiej przyjaźni był – jego zdaniem – konflikt z Moskwą.
[srodtytul]Kraj na peryferiach[/srodtytul] „Reset w relacjach Warszawy i Moskwy nie pozostawił Saakaszwilemu praktycznie żadnego pola manewru” – podsumowuje Jusin. Po objęciu funkcji prezydenta przez „pragmatyka Komorowskiego” wszystko wróciło na swoje miejsce, a „Gruzja stała się dla Polski tym, czym winna być – dalekim krajem na peryferiach polskich interesów”. Natomiast Rosja to „kluczowy partner”.
W polityce Polski wobec Tbilisi w ostatnich latach Rosjanie widzieli przede wszystkim chęć przeciwstawienia się Moskwie. – Polskę i Gruzję w czasach Lecha Kaczyńskiego łączył sojusz antyrosyjski. Dla polskiego prezydenta to była kwestia kluczowa. Gruzja jako jeden z filarów, obok państw bałtyckich i Ukrainy, bloku skierowanego przeciwko Rosji – tłumaczy „Rz” rosyjski politolog Fiodor Łukianow. Jego zdaniem w ostatnim czasie „czynnik antyrosyjski” zniknął z polityki Warszawy. – A dla Moskwy to jest punkt krytyczny. Gruzja i stosunek do niej nie jest już w centrum zainteresowania Rosji – ocenia. Tym bardziej że jego zdaniem, jeśli odrzucić antyrosyjską składową, to Warszawę i Tbilisi niewiele łączy. [srodtytul]Podzieleni politycy[/srodtytul] Polscy politycy są podzieleni w ocenie artykułu „Izwiestii”. Według Pawła Zalewskiego, eurodeputowanego PO, sytuacja jest jasna. – Polityka prezydenta i rządu w sprawach wschodnich będzie spójna. Będziemy starali się wykorzystywać szanse w relacjach z Rosją, by rozwiązać wiele kwestii czekających na to od lat. Zarazem będziemy wspierać kraje Europy Wschodniej, by miały szansę europejskiego wyboru, przyjmowania standardów UE i zbliżania się do Unii – mówi „Rz”. – Działania te będą różnić się od podejmowanych przez poprzednika Bronisława Komorowskiego, bo nie będziemy przyjmować postulatów ukraińskich czy gruzińskich bez oczekiwania głębokich reform wewnętrznych w tych krajach – dodaje. Natomiast Konrad Szymański z PiS krytycznie ocenia postępowanie prezydenta. – Dotychczasowe wypowiedzi Bronisława Komorowskiego pozwalają sądzić, że następuje głęboka zmiana naszej polityki zagranicznej. To dobra wiadomość dla Moskwy, ale zła dla Polski – mówi „Rz”. Bezwarunkowe wiązanie się z Paryżem i Berlinem przy poluźnieniu więzów z państwami Wschodu leżącymi poza UE mogą według niego „prowadzić do osłabienia pozycji Polski w Unii”. – Staniemy się paprotką na unijnym stole prezydialnym – uważa. [srodtytul]Spokojni Gruzini[/srodtytul] Gruzini bagatelizują wypowiedź Komorowskiego. – Prezydent chciał podkreślić, że nie jest Lechem Kaczyńskim. Być może nie oczekiwał, że jego słowa wywołają taki wydźwięk w Rosji – mówi „Rz” gruziński politolog Aleksander Rondeli. – Trzeba pamiętać, że w 2008 roku Kaczyński leciał do Gruzji, by nas wesprzeć, a nie dlatego, że tak chciał Saakaszwili. Nie przywiązywałbym zbytniej wagi do rosyjskiej publikacji – podkreśla. Podobnie sądzi Lewan Ramiszwili, szef Instytutu Wolności w Tbilisi. Ale jego zdaniem po zmianie prezydenta stosunki polsko-gruzińskie będą chłodniejsze. – Sądzę jednak, że Polska nie zmieni radykalnie swojej polityki wobec Gruzji – zaznacza.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL