fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kultura

Słowa kłamią, a oczy nigdy

Fotorzepa, BS Bartek Sadowski
Wybitny reżyser turecki Nuri Bilge Ceylan na Erę Nowe Horyzonty przywiózł swoje filmy i wystawę zdjęć
[b]Rz: W ostatnich latach na festiwalach święcą triumfy filmy Kaplanoglu, Ustanoglu, i pana. Czym pan tłumaczy modę na kino tureckie?[/b]
[b]Nuri Bilge Ceylan:[/b] Globalizacją. Dzięki Internetowi czy DVD dużo łatwiej jest dzisiaj śledzić, co się dzieje w innych kulturach, a wielkie festiwale otwierają się na nie chętniej.
[b]Ale też nowa generacja tureckich twórców robi filmy intrygujące, bardzo osobiste i autentyczne.[/b]
To u nas nowe zjawisko. W latach 60. społeczeństwo tureckie było rozpolitykowane. Nikt nie spowiadał się na ekranie z prywatnego życia. Dopiero po przewrocie wojskowym 1980 roku zmienił się u nas sposób myślenia i podejścia do sztuki. Wyrośli artyści, którzy nie czują potrzeby robienia kina zaangażowanego społecznie. Najmłodsze pokolenie twórców tureckich uprawia kino bardzo realistyczne. I chętnie odwołuje się do własnych przeżyć.
[b]Wychował się pan w małym mieście, nie mając dostępu do sztuki. A jednak został pan reżyserem. Z kolei pana siostra jest znaną fotograficzką.
Jak to się stało?[/b]
Sam jestem zaskoczony. W swojej mieścinie mogłem co najwyżej poznawać folklor. Do 17. roku życia w ogóle nie miałem kontaktu ze sztuką. Moją wyobraźnię pobudzały głównie komiksy.
[b]Czy to prawda, że postanowił pan zostać reżyserem po przeczytaniu autobiografii Romana Polańskiego?[/b]
Tak, interesowałem się wtedy fotografią. Książka „Roman by Polański” stała się dla mnie przełomem w myśleniu. Jakby dotknęła mnie różdżka tajemniczej wróżki. Uzmysłowiłem sobie, jak wysoko może zajść człowiek bez żadnego zaplecza, po różnych zakrętach życiowych i tragediach. Człowiek, który potrafi marzyć.
[b]Poznał pan Polańskiego?[/b]
Nie, ale obejrzałem „Nóż w wodzie” i zrozumiałem, że można stworzyć piękne dzieło, mając małą grupę współpracowników i niewielkie pieniądze.
[b]Jednak zadebiutował pan w kinie dopiero w wieku 36 lat. Żałuje pan straconych lat?[/b]
Tak, ale operowanie kamerą wideo było wówczas luksusem zarezerwowanym dla bogatych kręgów społecznych.
[b]W „Majowej chandrze” sportretował pan reżysera, który wraca do rodzinnego miasteczka i filmuje rodziców, nadużywając ich zaufania. To był element autokrytyki?[/b]
Nakręciłem z rodzicami „Miasteczko”. Obejrzałem i uznałem, że zachowałem się wobec nich egoistycznie i bezwzględnie. Więc „Majowa chandra” była o mnie.
[b]I dlatego w „Klimatach” – opowieści o człowieku, który boi się uczucia, zaczął pan mówić w pierwszej osobie? Zagrał pan nawet główną rolę.[/b]
Recenzenci tureccy mnie za to skrytykowali, ale próbowałem opowiedzieć o świecie mężczyzny, który ma problem z podejmowaniem decyzji. Znałem to dobrze z mojego poprzedniego związku.
[b]Gra w takim filmie z obecną żoną nie była ryzykiem?[/b]
Raczej psychoterapią. W życiu prywatnym nie boimy się rozmów o trudnych sprawach.
[b]„Klimaty” zaczynają się od długiego ujęcia twarzy kobiety, po której płyną łzy. W pana fabułach jest zwykle bardzo mało dialogów. Nie ufa pan słowom?[/b]
Kino powinno pokazywać ludzkie twarze. Słowa kłamią, oczy nie. Chcę robić filmy dla ludzi, którzy to rozumieją.
[b]Opowiada pan o samotności i mijaniu się ludzi. W ostatnim filmie „Trzy małpy” bohaterowie skażeni są amoralnością. Jest pan pesymistą?[/b]
Nie mam dobrego zdania o naturze człowieka. Każdy z nas niesie jakiś ciężar i często nie daje sobie z nim rady. Główny bohater na końcu godzi się na zło. Akceptuje wszystko, co go rani: zdradę żony, amoralność, niesprawiedliwość.
[b]W „Trzech małpach” odchodzi pan od motywów autobiograficznych. To początek nowego etapu?[/b]
Nie, w filmie, nad którym teraz pracuję „Once Upon a Time in Anatolya”, wracam do moich kameralnych, osobistych historii.
[b]Reżyserzy tureckiego pochodzenia z Fathem Akinem i Ferzanem Ozpetkiem na czele robią karierę w Europie Zachodniej. Nie chciałby pan nakręcić filmu poza Turcją?[/b]
Nie, bo mój język filmowy opiera się na obserwacji detali. Dlatego wolę pracować we własnym kraju, gdzie znam niuanse kultury, jej zapachy, smaki. Oczywiście, można zrobić wysiłek i wtopić się w obcy świat, jak choćby Polański, o którym już mówiliśmy. Ale dla mnie jego najlepszym filmem pozostaje „Nóż w wodzie”.
[b]Kim by pan był, gdyby nie został pan reżyserem?[/b]
Fotografem. Z małymi przerwami fotografię uprawiam cały czas, do Wrocławia też przywiozłem swoją wystawę. Kino jest jednak dla mnie ważniejsze. Pozwala głębiej wejść w psychikę człowieka, pokazać wielowymiarowość życia.
[b]Jest jakiś temat, który za panem chodzi?[/b]
Nawet nie mogę zacząć o tym mówić, bo nie skończylibyśmy tej rozmowy do następnego dnia.
[ramka][srodtytul]Sylwetka[/srodtytul]
Nuri Bilge Ceylan (ur. 1959)– reżyser, scenarzysta, producent. Miał być inżynierem, ale po uzyskaniu magisterium z elektroniki zapisał się na studia filmowe na Uniwersytecie Mimar Sinan. Zadebiutował w 1995 roku krótkim filmem „Kokon”. Inne jego obrazy to: „Miasteczko”, „Majowa chandra”, „Uzak”, „Klimaty”, „Trzy małpy” (nagroda za reżyserię w Cannes, 2008).[/ramka]
[ramka][srodtytul]Filmy z małymi budżetami i z wielką dawką poezji[/srodtytul]
Po modzie na kino rumuńskie nastał czas filmowców z Turcji. W 2008 r. Nuri Bilge Ceylan dostał nagrodę w Cannes, a Yesim Ustanoglu wywiozła Złotą Palmę z San Sebastian za „Puszkę Pandory”. Na ostatnim festiwalu berlińskim Złotego Niedźwiedzia zdobył za „Miód” Semih Kaplanoglu. Artyści tureccy nie dysponują wielkimi budżetami, rzadko wchodzą w koprodukcje z kinematografiami zachodnimi. Robią więc filmy kameralne, bardzo osobiste, tematy często czerpią z własnego życia. W swoich najgłośniejszych obrazach „Uzak”, „Klimaty” i „Trzy małpy” Ceylan pokazuje samotność i mijanie się ludzi, współczesną moralność. To są opowieści niemal w pierwszej osobie. Kaplanoglu w trylogii „Jajko”, „Mleko” i „Miód” śledzi losy Yusufa, mówi o odkrywaniu świata i bólu po stracie bliskiej osoby, śledzi przeistaczanie się wrażliwego dziecka w niedającego sobie rady z życiem nastolatka i wreszcie w samotnego, zgorzkniałego poetę. Ustanoglu zajmuje się mniejszościami. Jej „Droga do szczęścia” to opowieść o wygnaniu Greków ze wschodniego wybrzeża, „Droga do słońca” – historia przyjaźni Turka i Kurda.
Wydarzeniem przeglądu tureckiego na festiwalu Era Nowe Horyzonty jest też retrospektywa Zeki Demirkubuza, który na początku lat 80. został po studenckich strajkach osadzony bez procesu w więzieniu. Dziś mówi: „Gdyby nie to więzienie, pewnie nie byłbym reżyserem. Wszystkich nas łączy ból. Ból jest wszechobecny i musimy stawić mu czoła. Wszystkie moje filmy są właśnie o tym”.
Filmy nowej generacji twórców tureckich są pełne poezji. Długie ujęcia pozwalają wnikliwie obserwować reakcje ludzi. Reżyserzy często wykorzystują ciszę, a klimat budują z drobnych gestów i spojrzeń.
[i]—bh[/i][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA