fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sylwetki

Nie spieszcie się do euro

PAP
Christopher Smallwood, ekonomista brytyjskiej firmy badawczej Capital Economics
[b]Rz: Czy uważa pan, że strefie euro grozi w bliskiej przyszłości rozpad?[/b]
[b]Christopher Smallwood:[/b] W swojej analizie nie stawiałem żadnych przepowiedni na ten temat. Napisałem po prostu, że rozpad strefy euro byłby w długim terminie korzystny dla europejskich gospodarek. Myślę, że dezintegracja eurolandu nie będzie jednorazowym wydarzeniem, ale długim procesem. Z czasem słabsze gospodarki, takie jak Grecja, Portugalia czy Hiszpania, będą opuszczały strefę, uznając, że uczestnictwo w niej już im się nie opłaca. Punktem krytycznym może się okazać rok 2012, gdy wygaśnie pakiet stabilizacyjny dla eurolandu warty 750 miliardów euro. Wiele gospodarek strefy będzie wówczas wciąż w kiepskim stanie, więc rozpocznie się dyskusja na temat przedłużenia pomocy dla nich. To wtedy mogą zapaść krytyczne decyzje.
[b]W jaki sposób wyjście ze strefy euro pomogłoby Grecji czy Portugalii?[/b]
Załóżmy, że kraje PIIGS (Portugalia, Irlandia, Włochy, Grecja, Hiszpania – red.) wyjdą ze strefy euro. Wówczas ich waluty mocno się osłabią, co znacznie poprawi konkurencyjność ich gospodarek oraz pozwoli zwiększyć eksport. Dzięki temu znajdą drogę wyjścia z kryzysu przez wzrost gospodarczy i unikną wielu lat gospodarczego bólu.
[b]
Czy na tym zakończyłby się jednak rozpad strefy euro? Sceptycyzm wobec unijnej waluty jest przecież również bardzo silny w Niemczech. Napisał pan, że najlepszym rozwiązaniem dla Europy byłby powrót RFN do używania marki...[/b]
To rzeczywiście byłoby najlepsze rozwiązanie. Gdyby ze strefy euro odeszła Grecja czy Hiszpania, system nie funkcjonowałby znacząco lepiej niż obecnie. Niemcy ciągną bowiem w dół inne gospodarki strefy euro. Utrzymują dużą nadwyżkę handlową, ograniczają swój popyt wewnętrzny i robią wszystko, by inne kraje eurolandu również go ograniczały. To uderza w inne państwa strefy, takie jak Grecja czy Hiszpania, które tracą na konkurencyjności. Istnieją obecnie nawet poważne różnice w konkurencyjności między gospodarkami państw z północy strefy euro. Francja, stojąc na czele strefy, prowadziłaby na pewno bardziej zrównoważoną politykę. Przede wszystkim jednak opuszczenie strefy euro byłoby dobre dla samych Niemców. Nowa marka niemiecka szybko i znacząco by się umocniła. By walczyć z deflacją, rząd w Berlinie musiałby zwiększyć wydatki budżetowe i obniżyć podatki. Poczułyby to niemieckie gospodarstwa domowe, które obecnie nie odnoszą bezpośrednich korzyści z dużej nadwyżki handlowej. Niemcy zyskaliby więc bardzo dużo na rozpadzie strefy euro.
[b]Euro to jednak nie tylko projekt ekonomiczny, ale również polityczny. Rozpad strefy euro mógłby więc zaszkodzić integracji europejskiej. Wielu ekspertów wskazuje zatem, że z tego powodu jest on mało prawdopodobny. Politycy zainwestowali przecież zbyt dużo w ten projekt.[/b]
Ekonomiczna logika mówi, że strefa euro powinna się rozpaść. Czym innym jest polityka. Decydenci powinni jednak wziąć pod uwagę, że rozpad eurolandu wzmocniłby w długim terminie europejskie gospodarki. Rezygnacja ze wspólnej waluty dobrze wpłynęłaby więc na kondycję Unii Europejskiej. Integracja europejska jest przecież możliwa bez euro. Przykład Polski wskazuje, że można aktywnie funkcjonować we Wspólnocie, nie będąc w strefie euro. Unijna waluta została po prostu stworzona na zbyt wczesnym etapie integracji, co uderzyło w cały europejski projekt.
[b]Nie uważa pan więc, że Polska oraz inne kraje Europy Środkowo-Wschodniej powinny spieszyć się z przyjęciem euro?[/b]
Nie! To byłoby szaleństwo! Euro ograniczyłoby ich wzrost gospodarczy, tak jak zrobiło to w przypadku Hiszpanii czy Włoch. Lepiej jest mieć własną walutę, której zmiany kursów są poduszką bezpieczeństwa dla gospodarki i lepiej jest mieć stopy procentowe dostosowane do potrzeb swojego kraju, niż mieć kurs waluty i stopy procentowe dostosowane do niemieckich warunków.
[ramka][srodtytul]CV[/srodtytul]
Christopher Smallwood – współpracownik brytyjskiej firmy badawczej Capital Economics (należącej do znanego ekonomisty Rogera Bootle’a). Wcześniej był m.in. głównym doradcą ekonomicznym brytyjskiej grupy bankowej Barclays oraz szefem działu ekonomicznego dziennika „The Sunday Times”. Był również dyrektorem w Lombard Street Research. [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA