fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Bruksela: Emerytury do zmiany

Fotorzepa, Filip Frydrykiewicz F.F. Filip Frydrykiewicz
Europejczycy powinni dłużej pracować. Polski budżet skorzysta na przeprowadzonej reformie systemu emerytalnego. Rząd nie zamierza szybko wyrównać wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn
Europejczycy powinni pracować dłużej. Jeśli się nie zgodzą, to budżetom narodowym grozi załamanie albo emerytury będą głodowe – prognozuje Komisja Europejska. Właśnie przedstawiła swoją zieloną księgę. Namawia kraje unijne do stopniowego podwyższania wieku emerytalnego.
Laszlo Andor, unijny komisarz ds. zatrudnienia i polityki społecznej, przedstawił wczoraj krajobraz emerytalny Unii Europejskiej teraz i za 50 lat. Jeszcze dziś na jednego emeryta pracują przeciętnie cztery osoby. Ale Europa się starzeje – żyjemy coraz dłużej, a tempo narodzin i napływu imigrantów tego nie kompensuje.
Dlatego w 2060 r. jednego emeryta będzie utrzymywało już tylko dwoje zatrudnionych. – Jeśli nie zaczniemy pracować dłużej, to albo emeryci będą znacznie biedniejsi, albo znacząco wzrosną nakłady na emerytury – tłumaczy komisarz Andor. Według niego jednym z sukcesów Unii jest to, że starszy wiek nie jest równoznaczny z ubóstwem. Dlatego Komisja proponuje państwom członkowskim dyskusję i reformę.
Swoje konsultacje w tej sprawie chce prowadzić do połowy listopada. Nie może im tego narzucić – polityka emerytalna jest suwerenną domeną rządów narodowych. Ale Bruksela próbuje uświadomić zagrożenia. To problemy z nadmiernymi długami publicznymi, deficytami budżetowymi. Do tego wyraźnie zmienia się struktura demograficzna Europejczyków: społeczeństwa stają się coraz starsze, bo ludzie żyją dłużej, i równocześnie rodzi się coraz mniej dzieci.
Niektóre kraje radzą sobie z problemem finansowym w ten sposób, że promują fundusze prywatne jako uzupełnienie systemu emerytalnego finansowego z budżetu. Inne, takie jak Grecja, Francja, Rumunia, Hiszpania, już zapowiadają podniesienie wieku emerytalnego. Wszędzie jednak spotyka się to z protestami społecznymi. Jednym z pomysłów na uniknięcie każdorazowo debaty społecznej jest – zdaniem KE – automatyczne powiązanie wieku emerytalnego z oczekiwaną długością życia w danym społeczeństwie.
Propozycja Komisji dobrze analizuje sytuację, ale jej recepta może być trudna do zrealizowania w czasach bezrobocia. Zdaniem związków zawodowych zatrzymanie ludzi dłużej w pracy jest nierealistyczne. – Gdzie dowód na to, że pracodawcy będą chcieli dłużej trzymać starszych pracowników? Dominującą dotychczas tendencją jest uznawanie starszych pracowników za nieradzących sobie z nowymi wyzwaniami i wysyłanie ich na emeryturę wcześniej, nawet poniżej ustawowego wieku emerytalnego – komentował John Monks, sekretarz generalny ETUC, europejskiej federacji związków zawodowych.
Z szacunków Komisji wynika, że to w Polsce najbardziej zmienia się struktura wydatków na przyszłe świadczenia: z publicznych na prywatne. U nas też przy niezmienionym wieku emerytalnym wyraźnie spada relacja przeciętnej emerytury do płacy. Teraz wynosi 55 – 60 proc., a za pół wieku może stanowić już tylko ok. 33 proc.
Ale rodzimi ekonomiści zwracają uwagę, że w Polsce już wydłużono wiek emerytalny, bo zlikwidowano przywileje wcześniejszego kończenia kariery zawodowej dla 55–letnich kobiet i 60–letnich mężczyzn.
– Faktycznie więc już teraz wydłużyliśmy wiek emerytalny – przypomina Agnieszka Chłoń-Domińczak, ekonomistka z SGH, była wiceminister pracy. – Teraz potrzebna jest spokojna debata nad tym, czy i jak wydłużać dalej czas pracy – dodaje.
Prof. Elżbieta Kryńska z Uniwersytetu Łódzkiego przypomina, że dość niekorzystnie zmienia się struktura demograficzna w Polsce. Za dziesięć lat na rynku pracy będzie o ok. 2 mln ludzi mniej niż teraz, a liczba emerytów znacznie może wzrosnąć. Pomimo to uważa, że zmiany dotyczące wieku emerytalnego powinny być wprowadzane stopniowo i po debacie publicznej. – Nie może być tak, że jedno pokolenie pracowników najpierw wyganiamy z rynku pracy, by poradzić sobie z bardzo wysokim bezrobociem, jak to było na początku poprzedniej dekady, a teraz ich zapraszamy, bo mamy problemy z finansami publicznymi – podkreśla Kryńska. – Poza tym niska stopa zastąpienia (relacja emerytury do ostatniej płacy) powoduje, że ludzie lepiej zarabiający nie będą się spieszyli z odejściem z pracy – dodaje. Także Jan Vincent Rostowski, minister finansów, i Jolanta Fedak, minister pracy, uważają, że nie jest potrzebne szybkie zrównywanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn. Ich zdaniem system, w którym im dłużej się pracuje, tym ma się wyższe świadczenie, jest wystarczającą zachętą do pozostawania w pracy.
[ramka][srodtytul]Opinia[/srodtytul]
[b]Jolanta Fedak[/b] | |[i] minister pracy i polityki społecznej[/i]
W Polsce znacznie poważniejszym problemem niż wiek przechodzenia na emeryturę jest zapewnienie adekwatności przyszłych świadczeń w stosunku do dotychczasowego poziomu życia. Wysokość naszych emerytur w relacji do płacy wyraźnie będzie się zmniejszała w nowym systemie emerytalnym. Dlatego powinniśmy się zająć tą kwestią. A ponieważ od wypłaty pierwszych świadczeń z nowego systemu emerytalnego dzielą nas jeszcze dwa lata, to ten czas powinniśmy przeznaczyć na poprawienie efektywności. Powinniśmy się też zastanowić nad waloryzacją świadczeń, by ich wartość utrzymywała się na realnym poziomie. [/ramka]
[ramka][srodtytul]Polacy bardzo wcześnie kończą okres zawodowej aktywności[/srodtytul]
Przeciętnie pracujemy prawie 37 lat, zanim przejdziemy na emeryturę. Mężczyźni karierę kończą po 39 latach, a kobiety po 35 – wynika z danych ZUS na podstawie informacji o osobach, którym przyznano pierwsze świadczenie w ubiegłym roku. W 2009 r. karierę zawodową skończyło ok. 243 tys. osób, a dwa lata temu – ponad 340 tys. To właśnie wtedy kończyła się możliwość powszechnego przechodzenia na emeryturę dla 55-letnich kobiet i 60-letnich mężczyzn.
Do stażu pracy wliczone też są studia wyższe czy urlopy wychowawcze dla kobiet. W 2009 r. nowy emeryt mężczyzna miał średnio 61 lat, a kobieta niespełna 57 lat.
Wśród nieco ponad 5 mln emerytów pod koniec 2009 r. co piąta kobieta była poniżej wieku emerytalnego, czyli miała mniej niż 60 lat. Podobnie było z panami – mniej niż 65 lat miało prawie 28 proc. mężczyzn emerytów.
Przeciętna emerytura wypłacana z ZUS to obecnie ok. 56,4 proc. przeciętnego wynagrodzenia (ale liczonego bez wysokości składek na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne).
Na emerytury pracowników i osób prowadzących poprzednio firmy przeznaczono w zeszłym roku prawie 100 mld zł.
Co szósty emeryt miał świadczenie niższe niż 1000 zł. Większość (62 proc.) pobierała od 1 do 2 tys. zł, a powyżej 2 tys. zł dostawała co piąta osoba.
[i]-aft[/i][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA